Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 listopada 2013

Odkurzacz

W mieszkaniu nie było odkurzacza, a jak bez niego żyć? Można nie sprzątać, ale nie jesteśmy dzikusami, standardy obowiązują a brud w oczy kole. Dostałam od rodziców fundusze na odkurzacz, wreszcie udało nam się dotrzeć do sklepu. (Raz się nie udało zgrać i znaleźć, bo Cyrylowi padł telefon, więc ja w sklepie sama kupiłam bluzki za 120 zł, ale żadnego odkurzacza. Za drugim razem poszłam na piwo z koleżankami z pracy w intencji ochrony przed rota wirusem po incydencie z wymiotującym dzieckiem. Modlitwy daremne, o czym potem.) Dzień wcześniej padłam na rota wirusa i nie oddalałam się od ubikacji. Dziś już zbliżam się do lodówki powoli, i pojechaliśmy na zakupy. Wybrać odkurzacz - wszystkie są takie same. Różnią się kolorem, wielkością, no i ceną. Więc jaki wybrałam? Najładniejszy. Musiałam dołożyć ze swoich trochę. Blendera nie kupiłam, bo po pierwsze nie znam i nie ufam firmie Clatronic, i nie był piękny. Oprócz odkurzacza dokupiliśmy parę przydatnych drobiazgów jak papier toaletowy (Trudny wybór. Weźmy Velvet. Oj, najdroższy...) ręczniki kuchenne, kawa, woda, płyn do prania, dezodoranty, pierogi, itp, itd i prawie dobiliśmy do ceny odkurzacza.  Jak to możliwe, że wszystko jest taaakie drogie? Wróć. Drogie może nie, ale ile tych rzeczy w domu potrzeba? Jedzenie, mycie, sprzątanie, pranie. Do każdego trzeba coś kupić, akcesoria i produkty. Jak będziemy się stąd wyprowadzać, to trzeba TIRa zamówić!

Logika Weroniki: Co ugotować na obiad? O, wiem, zrobię nadziewane papryki. Akurat mam 2 (dwie i tylko dwie =='). Ojej, mam za dużo farszu :< jak na dwie małe papryki. A, nadzieję też cukinie :D I co teraz? Jak włożę połówki cukinii do garnka? :< Ojejku, do piekarnika, jakoś to będzie!


Może jednak nie dziwne że wszyscy się pytają a jak mi idzie z gotowaniem. Gotować trzeba jak się mieszka bez mamusi i nie ma co się zastanawiać, z przepisu albo z głowy. Najczęściej makaron, ryż lub kasza z sosem, wtedy nie trzeba dodatkowo surówki. 

Teraz zobaczyłam na ceneo ten samże odkurzacz 60 zł taniej :/ ale przesyłka pewnie by też coś kosztowała.
Zadzwoniła do mnie babka w odpowiedzi na ogłoszenie z korków. Ucieszyłam się że będę miała ucznia. Ale ona ze z koleżanką :/ organizują jakąś kampanię w Europie Wschodniej i Polsce :/ i wyszukują osób znających język, które by chciały się zaangażować. Wynagrodzenie bardzo zadowalające, coś z nowymi technologiami... albo handel ludźmi?  I czy byśmy się nie spotkały na kawie w Arkadii :/ Byśmy się nie spotkały :/

niedziela, 3 listopada 2013

What does the fox say?

Odpowiedź na komentarz: pokoje mogą być prostokątne lub kwadratowe, ale nie wiem o co chodziło.
Dziś po raz pierwszy zatęskniłam za Gocławiem, gdy poszłam do Tesco. Jednak Tesco Kabaty (podobnie jak inne znane mi Tesco Stalowa) to brzydkie oazy low life'ów o niskim standardzie. Za to na Gocławiu Tesco to prawdziwe centrum handlowe, z gastronomią, eleganckie, masa sklepów w pasażu. Tutaj niezbyt mi się podoba, musiałam długo szukać wózka na koszyk, a jak znalazłam to ledwo jechał do przodu... w kasie samoobsługowej czekałam z 5 minut zanim pani poszła i podała mi kod na łososia. Za to miałam szybko autobus pod sam dom, a na Gocławiu autobus 123 zawsze prawie nam uciekał, trzeba było się przesiadać się na Bora-Komorowskiego a potem na Abrahama i wtedy zwykle doganialiśmy 123, okrążające całe Gocław City.
Na obiad zrobiłam pizzę na gotowym spodzie. Nie takim okrągłym, tylko zwiniętym jak ciasto francuskie. Dobre danie, w piekarniku wychodzi lepiej niż w prodiżu.

Za to wczoraj wyprawa na cmentarz na Wólce z Iwoną, potem przyszła do mnie na kawę, kanapkę, naleśniki, herbatkę i pomogła mi wieszać pranie. Wieczorem pojechaliśmy na imprezę Halloween na Afrykańską (czy to Saska Kępa? czy to już Gocław? w każdym razie Praga Południe) ale nie dam imprezie maksymalnej liczny gwiazdek. Mieszkanie małe, ledwo się pomieściliśmy, nic ciekawego się nie dowiedziałam, bo tajników jazdy na snowboardzie czy sekretów największego mordercy psychopaty z USA do ciekawych nie zaliczam. Gospodyni się postarała, były kanapki, ciasteczka 'palce wiedzmy', kanapki, babeczki (choć zamiast kremu był lukier z masłem, myślałam że cofnie mi się od tego słodkiego tłuszczu). Nie wiem czemu siedzieliśmy tak długo, Cyryl zasnął, ja czekałam aż będą wracać taksówką na Ursynów. Nie doczekałam się i pojechaliśmy autobusem dziennym już.
Wish lista na urodziny - święta już być może:
  • Blender z pojemnikiem do miksowania, kruszenia lodu etc. i trzepaczką firmy Bosch
  • Odkurzacz z filtrem HEPA (chyba dobry jest) firmy obojętnej
  • Opiekacz 3 w 1 z funkcją grilla i gofrownicy firmy obojętnej, wg recenzji czy dobry czy zły zawsze ktoś jest niezadowolony. Więc lepiej jak tani się zepsuje
2 pierwsze mam już obiecane, trzeci może mama Cyryla nam zasponsoruje? 

środa, 24 lipca 2013

Historia pewnej muffinki

Muffinki i cupkejki bardzo łatwo i szybko podbiły polskie serca. Może bo łatwo je zrobić? Szybko się pieką, mają urocze papilotki, łatwo zrobić je w wielu smakach, i są serwowane w porcjach w sam raz do buzi (haha). Kocia matka mistrzyni wiersza może nie stworzyła żadnych rymów na cześć tego wypieku - na razie, ale upiekła ich wiele i były pyszniusie. Nie mogłam być gorsza, zgarnęłam podarowane mi foremki z domu od rodziców, znalazłam przepis, kupiłam składniki i zabrałam się za wyrób. Szło mi bardzo dobrze, zapakowałam je w prodiż, poszłam składać pranie. Wracam by sprawdzić stan gotowości, a tu prodiż zimny jak lód a nie rozgrzany jak cegła! Nie działa, podpięty do kontaktu czy przedłużacza, po prostu po 28 latach wybiła jego ostatnia godzina. A moje surowe babeczki... w mikrofali ich nie upiekę, na patelni też raczej nie :( Wyrzucić wszystko, razem z borówkami amerykańskimi ze środka? Czy wydłubać jagody , umyć i zjeść?
Sytuacja wymagała natychmiastowego działania - skontaktowałam się z jedynym znanym mi sąsiadem, czyli mieszkającym 5 minut dalej kolegą Cyryla :P Był akurat w domu (i ma piekarnik!), więc surowe babeczki zapakowałam w garnek i polecieliśmy na sygnale! Na gazie upiekły się raz dwa w 20 minut i również w garnku wróciły do domku :P
Miałam takie plany pieczenia rozmaitych smakowitych muffinek i wszystko legło w gruzach przez brak piekarnika. Spartańskie warunki odbierają mi chęć do gotowania. Nawet kuchenka w kawalerce tego kumpla wydała mi się piękna! Ach szeroka na 2 szafki, zlew i kuchenkę! 4 palniki na gaz z sieci! Zlew dwukomorowy! Szafeczki wiszące, miseczki koszyki różne duperelki. Ale my mamy oddzielne pokoje więc mogę iść spokojnie spać jak oni z psem w salonie piją piwo  :P Z innej strony - w starszym bloku mógł sobie zamontować klimę, a u nas w nowym - jakby właściciele chcieli - to nie mogą! W sumie w starszych blokach też nie jest to strasznie popularne, ale zawsze jest to możliwe.
Letnie wyprzedaże w pełni, zaszłam do dwóch sklepów i kupiłam 5 bluzek, spódnicę i 3 pary majtasków :P niestety, wejście do sklepu niesie ryzyko, że kupi się coś, co nie było przecenione. Obniżone ceny miały tylko 3 rzeczy :P inne bardzo mi się podobały i się nie powstrzymałam, albo nie zauważyłam wyższej ceny aż do kasy :P 

wtorek, 18 czerwca 2013

Parę pytań, przepisów i przykazań

W myśl zasady, że codziennie należy spróbować czegoś nowego, wczoraj spróbowałam truskawek z serem, a dziś bubble tea. Truskawki z serem żółtym i jabłkiem. Ostatnio jadłam sałatkę z truskawkami, pomidorami, jabłkiem i tuńczykiem, gdzie wszystko osobno było dobre, a razem - takie sobie. Ogólnie tuńczyk jest mało wyraźny, i jeśli nie podrasuje się go np. ogórkiem kiszonym to jest nijaki. I widząc kawałki jabłka, pomyślałam że to ser i jakie fajne połączenie - w końcu musiałam sama sprawdzić jak to wypadnie. Skoro oscypki i sery wędzone są takie dobre z żurawiną, to czemu nie?
Muszę przyznać że połączenie całkiem interesujące i smaczne, oczywiście zależy od sera, najlepszy ementaler, słodkawy w smaku.
Bubble tea jest koło biblioteki, podkusiło mnie spróbować czegoś nowego i przełamać swoje wewnętrzne blokady. Napój całkiem spoko, śmieszne kuleczki z tapioki.

Nie będę nieudolnie przyozdabiać notki zdjęciami, już Cyryl się śmieje że w naszej kuchni będę miała specjalny kącik do fotografowania jedzenia...

A teraz czas na mój zestaw pytań do czytelników. Proszę odpowiadać a nie czaić się z kwiatami!

1. Książka, którą chciałaś (bo faceci chyba nie czytają bloga?) przeczytać, ale nie dałaś rady - nie wszystkie dzieła z kanonu literatury nadają się do czytania.
-Ja pożyczyłam dziś Salmana Rushdie "Furia" i boję się że nie dam rady, choć nawet nie zaczęłam.

2. Czego zazdrościsz osobom na ulicy (chodzi o wygląd)?
-U mnie są to gęste włosy, ładne zęby... z łydkami już się pogodziłam. Figura - to zależy od własnej pracy więc nie ma co zazdrościć tylko ćwiczyć.

3. Co byś zjadła w tej chwili?
- Ja się najadłam fasolki, ale jakby była gotowa to bym wtrząchnęła jeszcze z pół kilo.

4. Największe rozczarowanie w życiu.
- U mnie to chyba gdy nie dostałam stypendium na Kolegium - przez 4 z informatyki, które dostałam tylko li i wyłącznie bo nie było mnie na teście w żadnym terminie- bo każdy z nich pokrywał się z objazdem z IHSu!! Bo objazd 5 dniowy zajmował dwa czwartki. Gdybym wiedziała, darowałabym sobie wyjazd do Skierniewic, i dostawała stypendium 300 złotych! Ale łezki pociekły :(

5. Życie...uważasz że jesteś szczęściarą, zwykłym ludziem, czy nadzwyczajnym pechowcem? Uzasadnij.
- Ja uważam siebie za zwykłego człowieka ze skłonnością do pecha, bo nie urodziłam się bogata i piękna, a z wiekiem zmartwień tylko przybyło. Ale sądzę że miarą człowieka jest jak sobie z kłopotami radzi, a płacz w poduszkę rozwiązaniem nie jest.

6. Ile płacisz za prąd w swoim gospodarstwie domowym?
- 93, rachunek przyszedł właśnie :P Może to poufna informacja, a kwota wynika z : 3 komputerów, czajnika elektrycznego, mikrofali i prodiż diża głównie. Te ostatnie w kuchni królują (jakiej kuchni??) bo piekarnika brak.

7. Jaki masz parasol?
- Z H&M nieużywany zielono szary w czarną panterkę.

8. Potrafisz bez sprawdzania odpowiedzieć poprawnie jakie majtki masz na sobie?
-Ja mam czarne z H&M z glupimi tasiemkami po bokach. Tzn że boki nie są zabudowane.

9. Ulubiona piżamka, i czy masz ja na sobie?
- Martioszki albo sówki, chyba matrioszki. Nie mam jej jeszcze na sobie, bo mam majtki. Ginekolodzy ostrzegają, spanie w majtkach i spodenkach to prosta droga to chorób i grzybów z braku wentylacji.

10. Czy podobały Ci się pytania, co sądzisz o XXI wieku (wolę obecny), czy mnie lubisz i czy chcesz się poddać kremacji.
XOXO 

sobota, 25 maja 2013

Łomlet

Przepisik na pyszny omlecik dla potomności: Nie ma co podawać ścisłych wytycznych bo zostawiam miejsce dla swojej i innych fantazji i zawartości lodówki.

Warzywa, np. papryka, cebula, pomidor nie- za mokry jest, może por czy cokolwiek, czosnek, szpinak i bazylia w moim wypadku. Podsmażyć warzywka (oczywiście nie szpinak w tym wypadku bo zostanie breja) rozmieszać 4 jajka, 2 łyżki stołowe mąki i szczypta sody żeby wyrósł, można ubić białka jak ktoś chce myć więcej misek. Zalać, doprawić, wysypać szpinak i zioła. Po 10 minutach gotowe, jajka ścięte a omlet odchodzi od patelni. Taki dobry mi w życiu nie wyszedł! 
Fioletowe fragmenty to liście bazylii niebieskiej.
Wczoraj byliśmy w Ikei, udało się załatwić podwózkę i dowóz zakupów. Niestety było mało czasu, przelecieliśmy jak burza po sklepie, wiec nie wzięłam sporo rzeczy albo wzięłam coś bez sensu, jak biały dywanik do łazienki...tak, długo będzie biały :/ i okazało się że mimo pośpiechu i tak straciliśmy masę czasu, w sumie bez sensu. Wyszło na to że zakupy, w tym najważniejszy regał, nie wejdą do samochodu którym przyjechaliśmy...większy samochód został na parkingu pod domem! 
Więc trzeba było wracać i nim podjechać, co zajęło z godzinę. Mogliśmy ją spędzić na obiedzie w Ikei. Więc wyjście na zakupy miało być fajnie spędzonym czasem, na dodatek bez kłopotliwego dojazdu - niestety, samochód który miał być terenowy i wygodny, okazał się masakrą dla pasażera z tyłu- oparcie pod kątem prostym do siedzenia i zaduch od papierosów. Trzeba było jechać busem i zamówić dostawę, lepiej byśmy wyszli, a tak - co z tego ze samochodem, jak nie miałam czasu nic wybrać? A, i Cyrylowi włączył się wąż w kieszeni, mieliśmy kupić lampkę na biurko dla niego, już wybraliśmy dawno, fajna Forså błyszcząca, ale nagle okazało sie że on nie potrzebuje, nie chce, za droga, może być ta tańsza (i brzydka). To żadnej nie kupiliśmy. Jeszcze nie odkrył chyba że jak chcesz mieć, to musisz kupić, nie ma innej opcji - po co się męczyć bez czegoś (jak ja bez komputerka) jak wystarczy kupić, wypełnić niedostatek i żyć w zadowoleniu, jak Ludmiła z NDiNZ zanim nie umarła. (bo dr Falkowicz ją oszukał że wyciął guz i jest zdrowa, a na serio był nieoperowalny tumor i umierała o tym nie wiedząc, do czasu.)

sobota, 30 marca 2013

You can't take the sky from me

Na ten dźwięk Kiriłł biegnie w podskokach, bo to jego dzwonek w telefonie - dobry sposób by znienawidzić piosenkę która lubi i która pochodzi z jego ulubionego serialu. A ulubiony serial który razem oglądamy to Castle. Drugi w kolejności jest White Collar, a inne oglądamy osobno - ja Greys Anatomy i Homeland, no i Hart Of Dixie akurat dziś ;) a on Community, Shameless, Elementary i Revolution. Dwa pierwsze komediowe, potem detektywistyczno - kryminalny podobny do House'a, ale świr nie jest lekarzem tylko detektywem i jakiś post-apokaliptyczny. Oczywiście oglądamy też Grę o Tron, ale wychodzi dopiero w poniedziałek. Dajcie spokój, dwa lata odkąd zaczął się ten serial. Dużo czy mało w tym czasie osiągnęłam? Nie przytyłam, skończyłam studia x2, znalazłam pracę x2, no i mieszkamy razem osobno od rodziny. 

Czym objawia się życie samemu? Nikt nie mówi : teraz sprzątaj, teraz zmywaj. Robię to kiedy chcę (co bynajmniej nie znaczy ze w ogóle!) Jem co chcę, piję co chcę ;) Kasy na razie starcza na wsio, z tym jest bardzo fajnie. O, no i nikt nie robi mi wymówek czemu chodzę z żółtkiem jaja na głowie albo smaruję rzęsy olejem rycynowym. W TV oglądam co chcę. Jak chcę mieś Bugsa na szybie to mam! Nie ma 3 osób które wyjadają ciastka, sałatki, cukierki i inne Cini Minis! Tylko nie ma kotka, ale przynajmniej nie puszcza bełta na prześcieradło.
Jakaś treść by się przydała, może o moim menu? Z dyskontów oczywiście. Serca jedliśmy tylko raz, a mijają dwa miesiące! Kurczak i indyk, czasem łosoś z makaronem z przepisy z opakowania tagliatelle Lubella (gdyby ktoś był ciekawy) Kotlety mielone aż sama się zdziwiłam jakie dobre. Danie a'la zapiekanka bez piekarnika z cukinią starcza na parę dni! Mięso filet z udek tańsze niż z piersi a smaczne i soczyste. Czosnek jem prawie codziennie, w sałatce, w sosie, na bruschettach z mikrofali. Oczywiście dania gotowe też, jak nuggetsy z Biedronki na imprezy, sos ze słoika z mrożonką chińską, popcorn, ale zupki z proszku nie jadłam ni razu. A, i słoiczki z domu z ryżem i mięsem, ale to mało. Nareszcie lodówka jest zapełniona jak w miarę normalnym domu, jest ruski szampan, desperados, kasztelan,  zimne nóżki, margaryna, dżemy, śmietana, jogurt, sporo warzyw. Wędlina, mięso, ser, serek wiejski, mleko, majonez, ketchup, pesto, musztarda, oliwki. Pastella, parówki, gruszki w occie, jajka i bita śmietana :)

piątek, 2 listopada 2012

Cukierek albo psikus!

Jak widać, nie mam już fantazji na tytuły postów, niedługo będzie to: Następna stacja Wilanowska. Halloween niby robi się coraz popularniejsze, każda okazja do imprezy niezła, do nas zapukały dwie przebrane dziewczynki :) choć w sumie nie wyglądały na jakoś ucieszone :P  Ja bym się bała pozwolić dziecku chodzić samemu po obcych ludziach, przecież wykolejeńców jest masa, a dewotek, które by pogoniły za nimi z wodą święconą - jeszcze więcej.
W telewizji i w prasie grzmią o zaletach mięsa z indyka i rozmaitych sposobach jego przyrządzania. Cóż, na pewno jest zdrowsze od kurczaków hodowanych w błyskawicznym tempie w fabrykach. Nie mówię że indyki są hodowane w inny sposób, bo niekoniecznie, ale są większe i wolniej rosną :D Dlatego są też droższe... coś za coś. Można z nich zrobić pulpeciki z cebulką (czerwoną, aktualnie moja miłość) albo usmażone sznycelki do podania z smażonymi kartofelkami, sam tłuszcz :D do tego sałatka obowiązkowo z sosem balsamicznym :) też pysznie. Jak można nie lubic gotować :) to świetna zabawa, kiedy już się uwierzy ze od Pascala i Nigelli dzieli nas tylko różnorodność składników. Raz na jakiś czas można zaszaleć kupując ser haloumi, grana padano, suszone pomidory, syrop klonowy czy inne dziwactwo :)

Byłam dzisiaj z Cyrylem na cmentarzu na Bródnie na grobie ciotki Stefanii z Poławskich (naprawdę wierzę w szlacheckie pochodzenie mojej rodziny), która żyła w świeckim zakonie, i z racji tego nie miała potomków, a zmarła 40 lat temu i jakoś pamięć o niej ginie. Tak jak zatarły się litery na pomniku, tylko palcem można wyczuć ich kształt i przeczytać inskrypcję. Zapaliłam znicze, zmówiłam zdrowaśkę - niby mało, ale poczułam że zrobiłam coś dobrego. Cyryl spróbował pańskiej skórki - okazuje się że to czysto warszawski wynalazek, sprzedawany tylko przy cmentarzach na Święto Zmarłych. Niezłe dziwactwo.

środa, 24 października 2012

Przysmak śniadaniowy

Pamiętam pierwszą próbę przyrządzenia amerykańskich naleśników - kupiłam ciasto w proszku z Lidla, rozrobiłam z mlekiem energicznie, prawie urywając sobie rękę od trząchania butelką (bo były w butelce:P ). Wyciągnęłam malutką patelnię sądząc że na takiej właśnie usmażą się okrągłe naleśniczki do ustawienia w kopczyk. W efekcie mieszkanie zaczadziło się dymem, naleśniki spaliły, nie pamiętam czy choć jeden wyszedł, chyba zwątpiłam i usmażyłam jak normalne. Następnym aktem, odgrywanym dość długo, były naleśniki znane jako drop scones, przepis z mojewypieki.com. Co prawda na mojej starej krzywej patelni się krzywo rozlewały, na teflonowej lub ceramicznej było tylko trochę lepiej - ciasto było konsystencji zwykłego naleśnikowatego, tylko rosło na patelni. Smak natomiast jest bardzo dobry, słodki, pszenny, delikatny. W programie kulinarnym poznałam kolejny przepis, zobaczyłam też że ciasto musi być bardzo gęste, do nakładania, a nie wylewania (po nałożeniu łyżką powinno się tyko nieznacznie rozpłynąć). To chyba ostateczny przepis na pankejksy, i podaję go dla potomności.


  • 250 g mąki ~1,5 szklanki
  • 50 g miękkiego masła
  • 50g cukru ~0,3 szklanki o ile dobrze rozpisałam obliczenie proporcji


  • 250 ml maślanki - ja jej nie użyłam, nałożyłam do szklanki 2 łyżki jogurtu naturalnego gęstego i dopełniłam mlekiem, ale były kwaśne - dlatego proponuję słodką śmietankę lub po prostu samo mleko;
  • 2 jajka - można ubić białka, i zrezygnować z proszku do pieczenie, ale ja tego nie zrobiłam i dodałam:
  • łyżeczka proszku do pieczenia
Zmieszaj i smaż na rozgrzanej patelni. Jak sprawdzić stopień rozgrzania patelni? Paluchem! Smażymy do uzyskania złotego koloru. Jeżeli kogoś tak jak mnie stać na syrop klonowy, to polecam. Jak nie - dżem może być nawet lepszy.
Zrobiłam dziś obliczenia,wynika z nich że  przeczytałam w tym roku około 40 książek. Mało jakoś, ale zaznaczam że są osoby - jak Cyryl :/ - które nie przeczytały ani jednej, co jest już totalną kompromitacją.
Żeby nie było że nie ostrzegałam - paluchem dotykamy brzegu patelni, a wcześniej go ślinimy!

środa, 10 października 2012

Siostrzane gotowanie

A oto tarta z dynią, sezonową królową polskich stołów. Na wierzchu akcent francuski - jak dla moich kubków smakowych niepotrzebny - ser pleśniowy. Tak, te ciemne paski to pleśń. Bleee.
Opis tego cudu kulinarnego zostawiam Iwonce. Ja powiem tyle co wiem - zwykłe ciasto kruche + dynia duszona z warzywami (cebula, czosnek) polane sosem serowym. Pascal proponował szybką tartę z ciasta francuskiego, czego ja nie polecam, ciasto francuskie jest za miękkie i nie zapiecze się na spodzie na chrupko.


Tarta z dynią i z serem pleśniowym
ciasto:
1,5 szklanki mąki
1/2 kostki masła
szczypta soli
2 łyżki zimnej wody.
Posiekaj masło z mąką i rozgniataj dłońmi, aż całe masło zmięknie pod wplywem ciepla rąk i wymiesza się z mąką, dodaj sól i wodę, uformuj szybko ładną, żółtą kulkę i wrzuc do lodówki, żeby stwardniało, tak samo jak twardnieje serce pozbawione ciepła rąk tej najbliższej osoby po rozstaniu (to miał byc przepis utrzymany w tonie "Kruchej jak lód". Kto powiedzial, ze przepis na ciasto nie moze wzruszyc do łez?)

farsz:
kawałek dyni
kawałek sera pleśniowego (polecam Camembert albo Lazur, no chyba,  że ktos chce aromat starych skarpet z gorgonzoli)
śmietana 18% (niecałe pudełko, trzeba wziac dokladnie tyle, zeby w pudełku zostało jej tak malo, ze sie juz do niczego nie przyda, ale jeszcze nie kwalifikuje sie do wyrzucenia)
jajko jedno duże albo dwa małe
tymianek, zioła do wyboru
obierz, pokrój i podduś dynię na patelce, aż zmięknie, dodaj troche wegety i tymianku
ser pokrój na plasterki
śmietanę wymieszaj z jajkami

wyjmij żółtą kulkę z lodówki, rozwałkuj i wyłóż ciastem formę, piecz 20 min w 180-200 stopniach (wstaw do nagrzanego piekarnika). Wyjmij i wyłóż na spód farsz z dyni, poukładaj na wierzchu plasterki sera, zalej sosem ze śmietany, piecz w 180 aż sos się zetnie i trochę zarumieni. Można przed pieczeniem posypac jakims zoltym serem.

Ja kontynuuję swoje poszukiwania pracy, ale coraz bardziej upadam na duchu - z jednej strony trudno coś znaleźć, a z drugiej obawiam się że wcale nie chcę takiej pracy jakiej szukam. Bez sensu, a chodzi o to że uczę jedną grupę z podstawówki i te dzieci..jakby to opisać...myślałam ze będą grzeczniejsze. Mówiąc wprost, to jakieś diabły bachory przebrzydłe, czuję że nie radzę sobie. Może to też wynik braku przygotowania, a nie tylko doświadczenia, postaram się nad tym popracować, a jak nadal będzie tak źle (dodajmy że prawie cała wypłata pójdzie na składki) to spierdalam. Tyle prób, rozmów, wszędzie widzę swoje wydrukowane CV, czuję się przez to jak odbita w zbyt wielu lustrach, jak sok rozpuszczony w zbyt wielu szklankach wody - gdzie w tym wszystkim jestem ja? 

czwartek, 4 października 2012

Słodki biznes

Dziś przedstawiam babeczki, które miały być pyszne, potem kulinarną katastrofą (nic nowego) a okazały się całkiem smakowite. Zwroty akcji jak w telenoweli, a wszystko spowodowane tym, że ich poprzedniczki były dość mdłe i bez smaku - więc tu dołożyłam smaku co niemiara. Inspiracją były muffinki snickersowe Czarnej Pantery i troszkę ciasto kajmakowe brownie Janki Pianki (ciasto z tego przepisu jest pracochłonne, ale przepyszne, polecam).
Wziełam 12 kolorowiuśkich foremek z Ikei, wysmarowałam margaryną i nałożyłam masę z mniej więcej:


  • 2 szklanki mąki
  • 1 szklanka cukru
  • 1 szklanka oleju
  • 2 jajka
  • pół szklanki mleka
  • 2 łyżeczki proszku do wiecie czego
  • trochę (ok. 50 gram) orzeszków ziemnych solonych
  • 6 kwadracików pokruszonej czekolady gorzkiej
  • roztopioną polewę czekoladową
Wymieszałam ręcznie, dodałam roztopioną polewę, nałożyłam szczodrze do foremek i wstawiłam do pieca - pamiętajcie, ciasta proszkowe i drożdżowe wstawiamy do zimnego pieca, do gorącego tylko kruche i francuskie ze względu na dużą zawartość tłuszczu. Czas liczymy od momentu nagrzania się pieca do żądanej temperatury. Babeczki szybko zaczęły rosnąć,  i to na całej powierzchni - zamiast stworzyć urocze popękane kopułki otrzymałam ponure walce. Po sprawdzeniu patyczkiem ciasto okazało się płynne, brejowate :/ katastrofa, za mało mąki na wrzucone dodatki. Więc piekłam i piekłam, wreszcie powiedziałam: dość! i koniec. Wraz ze stygnięciem czekoladowe wnętrze ścinało się i twardniało, przybierając w końcu oczekiwaną konsystencję stałą:)
Po drodze pokroiłam na drobne dynię muscat (zielona skórka, mocno pożłobiony kształt, jaskrawo pomarańczowy ziarnisty miąższ), danie z niej następnym razem. 

wtorek, 2 października 2012

Pyszne 25

 Programy kulinarne należą do moich ulubionych - i rozrywka, i można zdobyć przydatne umiejętności. Niestety nie można spróbować dań ani oglądając program, ani czytając książkę kulinarną. Wiele razy gotowałam na podstawie przepisu który miał być taki dobry - ale nie był. Nieważne czy ja nie umiałam go dobrze wykonać, czy przepis był zły - danie było niesmaczne i koniec kropka. Nie próbowałam więc tego przepisu więcej. Im większe doświadczenie tym łatwiej przewidzieć gotowy smak, skomponować składniki i gotować bez przepisu z tego co jest w lodówce. I nadać super wymyślną nazwę jak z masterchefa: gratin z karpia pieczone na szynce Serrano z sosem z czerwonego grapefruita, ravioli, tarta tartin, teriyaki...  rozbitkowie z Karaibów :D
Dzisiejszy obiad kosztował mnie 10 zł, a przygotowałam tagliatelle z łososiem. Zapytacie jak to możliwe, przecież 100g łososia samo kosztuje 10 zł?! Racja, ale było dostępne w lodówce.
Skąd wzięłam pomysł na takie danie? Z paczki makaronu  i od razu w sklepie kupiłam wszystko co trzeba :) 

  • Kubek śmietany 18%
  • Makaron cienkie tagliatelle
  • Cytryna
  • Szczypiorek

+ w domu miałam:

  • łososia wędzonego
  • czosnek
  • ser - akurat Grana Padano prosto z Włoch za 11euro kilogram. Starłam około 50g.
Ząbek czosnku rozdrobnić a jakikolwiek sposób, podsmażyć na oliwie/ ja miałam olej. Od Pascala nauczyłam się wyciągać z czosnku kiełkujący szczypior ( i tak rozgniatam ząbek  przy obieraniu, a wtedy po przekrojeniu na pół kiełek łatwo można wyjąć) bo jest niedobry i się szybko przypala. 
Dodałam śmietanę i szczypiorek w ilości około pół pęczka. Jeżeli nie masz mezzaluny z Ikei - weź zwykły nóż, nie musisz udawać włoskiego szefa kuchni jak ja :D Kiedy sos zgęstniał dodałam około 2 łyżek soku z cytryny (bez pestek ;) więc najlepiej wyciskać przez serwetkę jak się ją ma) i pokrojonego drobno łososia. W międzyczasie ugotowałam makaron, po 2 gniazdka na osobę, ale to chyba dla mnie za mało jak na obiad.
Podawaj posypane serem i resztą szczypiorku.
Moje zdjęcia są lekko mówiąc do niczego, ale urozmaicają notkę. Nie cierpię przepisów bez zdjęć. Niby co za różnica, przecież jest napisane jak to przyrządzić - to nie mapa ani album rodzinny żeby oglądać, i bez zdjęć nie ma się kompleksów że znowu nie wyszło tak ładnie :P ale jakiś punkt odniesienia musi być. Oczywiście bez przesady, zdjęcia nie muszą być takie piękne jak w książce kucharskiej Nigelli. Nawiasem mówiąc nic nigdy nie ugotowałam z tej książki bo w Polsce nie można kupić wszystkich składników, do chrzanu! Oczywiście jest to kuchnia Cyryla. Mieszkanie tutaj ma jedną podstawową wadę - na zakupy na obiad chodzę do Carrefoura do Galerii Wileńskiej. I jak już tam jestem, to do sklepów z ciuchami mam 1 krok :D

niedziela, 30 września 2012

Ugotowana

Nie wiem czy dobrze gotuję czy źle. Są rzeczy, które wychodzą mi nieźle, które lubię i lubię robić. Są też dania których nie lubię jeść i gotować. W domu zostały kartofle z obiadu - zrób kopytka. Blee. Jakaś niedobra sałatka z kapusty, pieczone pulpety bez smaku, dyniowa paćka o nieokreślonym słodko/słonym smaku. 
Lubię piec ciasta, ale jestem beznadziejnym przypadkiem kuchennej amnezji, zapominam o składnikach, które trzeba dodać. Ciasto bez cukru, proszku do pieczenia, roztopionego masła które do dziś studzi się na balkonie (żart).
Przepisy Wredoniki:


Jajko w koszulce
Zdjęcie beznadziejne z telefonu, ale pięknie wyglądające potrawy wcale nie muszą dobrze smakować - po prostu i tak nie można tego sprawdzić. Jajko w koszulce nie jest aż tak trudno zrobić jak myślałam, trudniej się chyba przełamać i spróbować je zjeść- jest w strukturze zupełnie inne od gotowanego czy smażonego. Ale jest również oryginalne i dietetyczne, nie używamy do jego przygotowania tłuszczu.
Weź jajko, ocet i średni garnek (większy od małego rondelka do gotowania bym poleciła). Zagotuj wodę, dodaj 2 łyżki octu - ponoć pomaga białku trzymać się żółtka - jajka które kupujemy w markecie nie są super świeże wprost z kurnika. W sumie nie mam pojęcia ile czasu wcześniej kura je złożyła. Potem wpraw wodę w garnku w ruch wirowy - zamieszaj ją. Ruch wirowy wody również sprawi ze jajko utrzyma formę. Do kręcącej się wody wbij z niskiej wysokości jajko, uważaj na gorącą parę. Dalej delikatnie mieszaj, na początku jajko nie wygląda najlepiej, ale z czasem zbija się w kulko-chmurkę. Gotuj około 3 minut, aby żółtko nadal było płynne, wyjmij je delikatnie łyżką cedzakową, odetnij strzępy białka - podawaj na chlebie, bułce, toście, z bekonem i sosem holenderskim*. Na zdjęciach są dwa różne jajka, widać że ta sztuka udała mi się co najmniej dwa razy.

* tego jeszcze nie sprawdzałam, opiszę jego przygotowanie i moją opinię z czasem.

niedziela, 18 grudnia 2011

Kardamon i cynamon

Śmieszne nazwy. Byłam przekonana że przyprawa w takich ładnych gwiazdkach to kardamon właśnie, a to anyż... smakuje koprem włoskim, a może na odwrót? Skandynawskie bułeczki, które z jednej strony są podobne do szwedzkich kannelbulle, a z drugiej - może nawet bardziej - do fińskich korvapuusti, stały się naszą bożonarodzeniową specjalnością, właśnie upiekłam ich prawie 40. Zdjęcie nie jest mistrzostwem fotografii spożywczej, jaką możecie oglądać na www.mojewypieki.blox.pl , ale to maximum starego lumixa. Przy dziennym świetle, ze statywem photoshopem i tak dalej byłoby lepiej, ale chyba i tak ślinka może pociec. Bułka na pierwszym planie jest posypana cukrem perlistym, a inne są z cytrynowym lukrem. Wystające owoce to żurawiny, a płatków migdałów ze środka nie widać. No i oczywiście kardamon cynamon. Opanowałam jeszcze rożki z ciasta francuskiego z jabłkiem (niebo w gębie!) i kruche ciasteczka, ale one są tylko dobre. Natomiast Iwona wykonała dziś śledzie matjasy z brzoskwiniami, koperkiem i czosnkiem. Również bardzo dobre, ale bardzo słone. Cóż za pokarmowa orgia! Na dodatek Redd's wypuścił limitowaną świąteczną wersję żurawinową, która, w połączeniu z 3 innymi piwami doprowadziła mnie do Zejścia w Cafe Przejście ... spokojnie, nic się nie stało, pospałam na fotelu z pół godzinki (nie wiem czy spałam czy siedziałam tylko, słyszałam muzykę "Wherever I may roam" "I wish I had an angel" , ale powstanie było ponad moje siły). Potem zmartwychwstałam świeża i wesoła, ale za to Cyryl odpokutował dziś rano na kacu te piwa, które wypił kiedy ja "odpoczywałam" :P
Książki od magisterki powoli odpływają do biblioteki, napływają książki do licencjatu, co za ciężkie to życie... i tak jak skończę studia to nie znajdę pracy na etat (żebym jakąkolwiek miała) i o kant stołu to potłuc...
A tak mnie naszło na robienie zdjęć...to jest już bez lampy błyskowej, zdecydowanie potrzebowałoby opcji 'sharpen' w PS. Sympatyczny małysz (ros.) na kankach (ros.) z ulybką (ros.) a za nim żółty slowar (ros.) języka rosyjskiego ofkors. Jakbyście zobaczyli co użyłam w charakterze statywu - teczki opartej o komputer + samowyzwalacz żeby ręka nie drgnęła. I nawet jest jaka taka ostrość.
I mamy w tym roku stroik świąteczny! Nie jest aż taki piękny żeby go fotografować, dodaliśmy trochę od siebie, plasterki suszonej pomarańczy, kotka z piernika, bałwana na patyku, więc dosyć to kiczowate ;) w kuchni stoją czekoladowe miśki Lindta - pewnie są tak samo smaczne jak zające :) muszę kupić jakieś czekolady dzieciakom z korków. Jednej bym kupiła nawet takiego miśka, bo bardzo ją lubię, ale drugiej...jej czekolada zdecydowanie jest niepolecana, a solidna dawka ćwiczeń! Jak całej tej rodzince. Ale płacą i bliziutko mieszkają, więc się cieszę.

wtorek, 27 stycznia 2009

The Thorn Birds

To był świetny film! On ksiądz, ona zakonnica...stop, nie. Ona młodsza i zakochana, zakazana miłość silniejsza niż wszystko, taka na całe życie, choć było więcej cierni niż miodu. Kiedyś były inne czasy, i filmy też - kto teraz poszedłby do kina na cukierkową opowieść o Sissi? Gdzie nikt się nie wali jak zabytki w Krakowie, nie ma gołych tyłków a sama Sissi to bawarska naiwna gąska, a nie sprytny i ponętny lachon :)

Teraz robi się filmy o wampirach grających w basseballa, i na dodatek nie gryzących, w których zakochują się nastoletnie emówki (tia, "Zmierzch", ale i "Buffy", tzn Angel :/) Mogłam isć na to do kina, ale wolałam nie. Potem okazało się, że sala była pełna po brzegi a średnia wieku nie przekraczała 16 lat, więc bardzo dobrze że nie poszłam.

Poszłam do Lidla po naleśniki w proszku (promocja kuchni amerykańskiej) tzn takie true pancake'i... i nic mi nie wyszło, najpierw proszek sie nie wymieszał i wylałam na patelnię z butelki samo mleko, które sie przypaliło. Umyłam patelnie, ale nadal się przypalało - trafna uwaga siostry: w Ameryce to naleśników nie stosują patelni z czasów Ojców Założycieli. W końcu wzięłam  malutka patelnię, na której wreszcie coś się udało usmażyć, co i tak było po prostu grubym, słodkim naleśniorem. Więc z rzeczy wartych polecenia: Sandwich Sauce i suszone żurawiny (których własciwie nie zamierzałam kupować bo wcale nie były tanie - ale musiałam coś dobrać do 20 zł żeby płacić kartą)

Płacenie kartą zrujnuje moje finanse: mam konto 1,5 roku, ale przez pierwszy rok jedyne akcje które podejmowałam, to przelewy (zakupy w necie) i wpłacanie :) Te dobre czasy się skończyły, teraz gdy nie mam kasy a chcę coś kupić: obojetnie, czy książke o Botticellim czy stanik, to sięgam po kartę... Dzięki Bogu, cały czas mam na koncie kasę, i to nawet nie 5 czy 10 zł, ale jestem typem osoby, która chętniej oszczędza i zbiera, niż wydaje. Chciałabym sobie zafundować coś fajnego - od dawna myślałam o laptopie, ale jedyny na jaki teraz mnie stać, to któryś z tych tycich :) mogłybyśmy się złożyć z Iwona / siostrą, ale jak potem się nim podzielimy?? Jedna będzie drugą spłacać?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...