Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 lutego 2010

wystawa

Specjalnie dla Marty, recenzja z dwóch wystaw na których wczoraj razem byłyśmy w Zachęcie: Wszystkie stworzenia małe i duże oraz Allan Sekula. Polonia i inne opowieści.
Po pierwsze, jak czytam na stronie Zachęty:

Wystawa rozwija wątek zasygnalizowany podczas prezentacji Ciepło/zimno – Letnia miłość pokazywanej w Zachęcie w 2007 roku, odnoszącej się do miłości, także miłości człowieka do zwierząt. Obecna wystawa koncentruje się wyłącznie na problematyce świata zwierzęcego, różnorodnych jego ujęć oraz na rozmaitych sposobach wizualizacji tego zagadnienia w sztuce. Punktem wyjścia jest chęć przekroczenia idei antropocentryzmu, która sytuuje człowieka w centrum świata jako gatunek uprzywilejowany, o najwyższym statusie ontologicznym.

Nie da się ukryć że człowiek jest na wyższym szczeblu, bo zawsze on jest podmiotem, on tworzy sztukę, czy to o ludziach czy zwierzętach. Jakoś żadnego dzieła słonia czy małpy tam nie było, właściwie szkoda, to byłoby coś nowego, a one czy delfiny też coś tam sobie malują. Może nie mają do tego takiej podbudowy ideologicznej jak Pollock czy Kantor, ale wychodzi tak samo :D



Własnie obejrzałam filmik z malującym słoniem, i o ile te zdjęcia bardzo mnie zaskoczyły, to słoń z filmiku jest po prostu wytresowany.

Filmik


Na wystawie najwięcej było filmów video, więc długo nam zeszło z ich oglądaniem. Miałam wrażenie że większość to uwiecznione na taśmie zwierzęta artystów, koty czy królik. Szkoda że nie było wiecej obiektów, w sumie to co było zostało wyciągnięte gdzieś z piwnic Zachęty, i najłatwiej było to zrobić z filmami. Dobrze że Piramidy Zwierząt nie dali, chociaż by całkiem nieźle pasowała.
O drugiej wystawie nie chce mi się pisać, zdjęcia i video o politycznym zacięciu, nie byłam zachwycona. A potem poszłyśmy do McDonaldsa bo mamy kuponiki zniżkowe do końca lutego :D i był tłusty czwartek, ale taniej i smaczniej wychodzi i tak kebab! Niestety moja ulubiona tortilla ma aż 600 kalorii, i zawsze trzeba na nią długo czekać. Wieczorem byliśmy w Parku, ale nie podobało mi się, za dużo ludzi i kijowa numetalowa muzyka :/

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Spleen


Carlos Schwabe, Spleen e Ideal, 1907

Po angielsku spleen to śledziona :) Po francusku, spleen oznacza stan od pasywnego smutku do melancholii. Pojęcie zostało spopularyzowane przez Baudelaira (Les Fleurs du Mal^^), ale pojawiało się w romantycznej literaturze od XVIII w - jego niemieckim odpowiednikiem był "Weltschmerz" u goethe'owskiego Wertera. Czysta dekadencja z lekką nutką fin-de-siecle, love it!

Na seminarium magisterskim (jednym z dwóch, na drugim nie robię nic, oprócz przychodzenia- na razie) zajmuję się XIX wiecznym symbolizmem. Nie jest lekko, dużo zagadnień z tego tematu to ciągle dla mnie niewiadome, ale - możeto zabrzmi oklepanie - takie to piekne, katalog Paradise perdus mogłabym mieć w domu i przeglądać do poduszki. Ta mentalnosć, poczucie beznadziei...

Cóż więc jest? Co zostało nam, co wszystko wiemy,

dla których żadna z dawnych wiar już nie wystarcza?

Zbytnio filozofuję. Jest mi smutno i samotno, a ubranie tego w koronkową powłoczkę spleenu pomaga - tylko niewiele. Zrobiłam to, co powinnam, cieszę się z tego, a jednocześnie żałuje i jest mi smutno, a powód śni mi się po nocach ze wszystkimi detalami anatomicznymi. Nie chcę do niego wrócić, powtarzać tych samych błędów, ale czasami trudno oprzeć się czemuś, co jest na wyciągnięcie ręki. Na razie udaje mi się, muszę wytrzymac tyle, ile tylko mogę, chwile zwątpienia mozna zabić czekoladą, Dr Housem, czy symbolistycznym malarstwem.

 

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Zielony Żoliborz, pod śniegiem Żoliborz






Zastanawiałam sie nad etymologią nazwy dzielnicy - jak myślałam , jest z francuskiego ( w tej frankijskiej mowie nie powiem ani słowa, ostatnio oglądając film z fr. napisami dokształciłam się w małym stopniu: - Tu es mort, je suis vivante ).

Koło naukowe PASaż z Instytutu Historii sztuki UW (studiuję tam) zorganizowało wycieczkę-oprowadzankę po Żoliborzu, powiem tylko tyle że bardzo tam uroczo. Co prawda trochę zaniedbana okolica czasmi, ściany pokryte prawie stuletnim brudem i wytwory domorosłych architektów, ale drzewa, zieleń, cisza, spokój, osobne domki - a jak bloki to takie ładne, że bez uszczerbku na zmyśle estetycznym można w nich mieszkać. Latem czy na wiosnę napewno lepiej się wszystko prezentuje. Niby centrum miasta, a tak swojsko, malutko, przytulnie - że prawie można wyjść w kapciach na ulicę. Są takie dzielnice- oczywiście Saska Kępa, Stary Mokotów, Sadyba nawet fragmentami Grochów, pewnie Filtry ale nie weim, bo nie byłam.

Ja, dziecko wielkiej płyty, z szacunkiem pochylam głowę nad każdym reliktem przeszłości (czyli: czymś przedwojennym) czymś co miało nie tylko np. chronić przed deszczem, czy oświetlać, ale też zdobić. Bardzo chciałabym mieszkać w domu z historią (ale nowoczesnymi udogodnieniami też!), i nawet mogę zadowolic się czymś innym niż Pałacyk Natoliński :)







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...