Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 marca 2013

Hardcore

Wolny dzień, w sumie jedyny absolutnie wolny dzień w tygodniu, a my solidarnie odchorujemy wczorajszą imprezę ( w głowie aż huczy od "wrażeń", jak mówią w reklamie Nescafe), wróciliśmy gdy świt już rozjaśniał niebo nad Gocławiem. Grzanki z suchego chleba zjedzone, kawy wypite, tabletki wzięte. Siedzę w dwóch bluzkach i swetrze, Kiriłł z doświadczenia mówi że na kacu to normalne. Fajnie byłoby sobie kupić duży telewizor i playstation, ale co jeśli za parę miesięcy utkniemy w ciasnej klitce gdzie nie ma miejsca na machanie padami? Albo tak się porobi że ledwo będzie starczać od 1ego do 1ego? 
A w temacie wydatków - jednak chyba odstąpię od umowy ze szkołą językową gdzie zapisałam się na ruski. Wreszcie jestem po drugiej stronie biurka i widzę jak to jest, widzę kiedy lektor się przykłada, a kiedy opierdala. Mam doświadczenie z zajęć w SJO na UW, tam było zupełnie inaczej - mimo że w grupie było 20 osób, czas był lepiej wykorzystany niż tu. Z 20 uczniami niemożliwe jest gadu gadu o pierdołach, nawet w języku docelowym, bo 1 gada a reszta się nudzi. Teraz najczęściej lektorka gada, a ja się nudzę, a gramatykę i słownictwo przerabia po łebkach, głównie dając kserówki do domu! Na dodatek jest to grupa (dwuosobowa ze mną) już na drugim semestrze, więc druga kobieta jest już bardziej zaawansowana, gada i potakuje cały czas, co mnie wkurza, odpowiada na pytania za szybko, ja nie mam czasu się zastanowić, a jak już mówię, to się mylę, potem nawet nie chce mi się poprawiać, jestem zła i rozgoryczona. Ja za to płacę kupę kasy... tempo przerabiania materiału jest za wolne, nierówne, nie mam pojęcia jaki był temat ostatniej lekcji, o ile jakiś był. Mówiliśmy o języku biznesowym, o liczebnikach głównych, o mowie potocznej, o egzaminie ustnym, ćwiczyliśmy słuchanie na podstawie filmu, analizowaliśmy wypowiedź pisemną, i rozmawiałyśmy o karze śmierci. W domu mam napisać esej o książce co zmieniła moje życie, dobrać pytania do wywiadu, zrobić ćwiczenia z liczebnikami, przeanalizować teksty, i napisać wypowiedź o karze śmierci. Dużo, a mam wrażenie że na 3 godzinach zajęć nic nie zrobiliśmy, w zeszycie nie zapisałam prawie nic. Smutno mi, bo z innymi lektorami lubiłam rosyjski i nie rezygnowałam z zajęć nawet gdy mogłam. Głupio mi rezygnować, ale tracić ponad tysiąc złotych?
                    
A hardcore to kupować wędlinę na allegro. Z serii rzeczy absolutnie nie potrzebnych kupiłam korektor do rzęs . Mocne rzęsy, a nawet brwi! są modne w tym sezonie, zresztą zawsze je podkreślam, uważam że twarz z zbyt jasnymi brwiami wygląda po prostu źle. A tym bardziej z za grubymi, ale widuję osoby którym nie chce się używać pęsety.


piątek, 19 lutego 2010

Pociąg swobody

Mój blog upada z winy czytelników! Upraszam o komentowanie! Agata tylko jest pod tym względem w miarę porządna, a Antares, Tyśka, Marta, Iwona i Ciotka Joasia? czyli ustawowi odbiorcy ;)) się obijają! Gośka też jeżeli to czyta:P i inni! Bo z pożytkiem dla świata przestanę pisać.

Ostatnio w autobusie podrywał mnie chłopak! Usiadł obok, popukał w ramię i zagadał, na początku myślałam ze skądś go znam albo z kimś mnie pomylił, ale nie. Ja bym się tak nie odważyła, ale gdybym nie byłą tak szczęśliwie zakochana w Cyrylu, to kto wie, pewnie bym się z nim umówiła. Zresztą bardzo przypominał mi z zachowania i trochę z wyglądu chłopaka z którym dawno temu parę razy się spotkałam. Łapał mnie za rękę, bezczelny!!! ale komplementów nie prawił:P W życiu trzeba walczyć o swoje, nie pomijać żadnej okazji. Tamten chłopak nie marnuje żadnej podróży autobusem, i pewnie niedługo któraś się z nim umówi na kawę.
W Walentynki / Cyrylinki ( bo to jego imieninki) byliśmy w Szwejku na kolacji. Pierwszy raz gdy tam byłam, bardzo mi się podobało; ale gdy chodzę z Cyrylem, jest tłoczno, jedzenie niby dobre ale bez rewelacji, a na dodatek miejsca dla palących albo jedyne wolne są w ogródku, gdzie jest chłodnawo. Dzisiaj się wybieramy z nim i Ewą gdzieś na Ząbkowską, nie wiem dokładnie jeszcze gdzie, sporo tam knajpek. Nigdy w nich nie byłam: W oparach absurdu, Po drugiej stronie lustra. A na Wileńskiej koło Cyryla jest Sens Nonsensu:P tam byłam, bardzo sympatycznie. To mały pub taki, jaki wg mnie pub powinien być: wystrój nie odświętny i najnowszy, ale klimatyczny, starawe mebelki, wzorzyste tapety i przyciemnione światło. A nie stoły i ławki z emblematami kompanii piwowarskich. Fajne miejsce to też Zakątek przy Chmielnej, i Cztery Kąty na Hożej bodajże. Bo ja z Cyrylem non stop gdzieś wychodzę- koleżance można powiedzieć: Nie chce mi się, ale z chłopakiem zawsze miło się spotkać, gdzie by to nie było. Masę czasu przesiedzieliśmy w Indeksie, no i w klubach: głównie Club Rock i Neo.
Wczoraj byliśmy na kręglach- nigdy wcześniej w to nie grałam, ale świetna zabawa. Zamiast siedzieć w pubie i smętnie pić piwo, to można rozbudzić w sobie żyłkę współzawodnictwa i trochę się poruszać! Przy okazji robiąc też to co w pubie zwykle. A na Warszawiance wcale nie wychodzi to specjalnie drogo, do poniedziałku do czwartku za 40 zł/ h. Kiedy się na jak ja zniżkę UW, to -20% ;) bardzo mi się to podobało i chętnie powtórzę. Albo bilard. Oczywiście mam zerową praktykę i nie idzie mi za dobrze w żadnej z tych gier, ale to drobiazg. Kręgle jednak fajniejsze od bilarda moim zdaniem.
Cyryl jedzie w góry jednak na krócej, 4-5 dni zamiast tygodnia. I bardzo dobrze.

sobota, 18 kwietnia 2009

niech żyje wolność

"Wolność to decydowanie o tym, kiedy się umrze" "Wolnosć to prawo wyboru" "Wolność może oznaczać brak osobistego zniewolenia" "Moja najwyższa wolność polega na tym, iż w każdej sekundzie mogę postawić sobie hamletowskie pytanie być, albo nie być? – i swobodnie na nie odpowiedzieć"

We wtorek byłam z siostra u koleżanki na nocy filmowej pod kryptonimem "karaoke u Władcy". Świetna sprawa, grałyśmy w wersję singstara scrackowaną na PC. Śpiewam Abbę lepiej niż Iwo! Za to Moonlight Shadow, One, Enjoy The Silence, Sweet Dreams... beznadziejnie nam szły ;) po jakimś czasie obcziłam jak należy śpiewac, żeby sie mieścić w skali (bo  za to dostawało sie punkty) Śpiewałyśmy caałą noc! Słyszała nas caała Kolonia Staszica :D (mam nadzieję ze jednak nie, grube przedwojenne mury coś tłumią jednak)

W sklepie koło metra sprzadaja miodowego Ciechana, najlepszy towar eksportowy Ciechanowa. Następne dni upłyneły spokojnie, acz bez rewelacji. W piątek nie miałam zajeć szczęśliwym zbiegiem okoliczności, pojechałam z rodzicami na działkę kupować kanapy do domu na działce. Na rynek w Łowiczu :D taki bazar jak koło nas, tyle że w sezonie sprzedają kaczeta, kurczęta i jałówki (je akurat tylko ogłaszają)

Wybrałam piekne kanapy z umiarkowanym stopniem obciachu, o lekko prowincjonalnym charakterze (do domu nigdy bym takiej nie wybrała, ale na wieś - akurat! ) marzą mi sie jeszcze szydełkowe serwetki układane na oparciu :D

Ładnie jest na wsi, zielono, juz kwitną małe wiosenne kwiatuszki - hiacynty, narcyzy, szafirki. W tym roku bedą mieczyki - kwiaty, które kojarza mi sie z wiejskim ogródkiem przed domem. Jeszcze azalie, lilie, georginie, cynie, aksamitki, sasanki, groszek pachnący, bez... za dużo kwiatków i nie ma gdzie grać w badmintona :P

A dzisiaj pada, robię spis rzeczy na wyjazd do Szwecji. Gdyby to była czysta rekreacja, to nie było by problemu, ale mamy chodzić na imprezy, więc biorę buty na obcasie, masę ciuchów etc... Tydzień będziemy tam siedzieć, dobrze że wracam w piątek, będą dwa dni na odpoczynek :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...