Miałam napisać recenzję perfum mojego życia, ale aktualnie zalatuje mi pod nos gipsem Cyryla. Noga nie myta od dwóch miesięcy wyhodowała dyskretny aromat żula, co nie sprzyja opisom kwiatowych aromatów.
Z nadejściem wiosny zmieniliśmy czas na letni. I oto chwila na refleksję, gdyż w 2009, 27 marca gdy czas się przesuwał, Cyryl Weronikę poznał ;) Było to na imprezie u Cyryla na Wileńskiej, gdzie poszłam z kolegą Zbysiem i koleżanką Olą i Kubą "z grzywką". Pamiętam że moje serduszko wtedy mocniej nie zabiło, gdyż jeszcze nie uwolniłam się z emocjonalnego bagna poprzedniego związku *.
Ale po paru spotkaniach się umówiliśmy do Studenta, i godzinę całowaliśmy się na ławce w parku :P I tak to poszło.
I po 6 latach Cyryl jest unieruchomiony w domu a ja poszłam z koleżanką na koncert Braci Figo Fagot. Aż sama się sobie dziwiłam że tak bardzo chciałam, czy to były te dni w miesiącu, czy już miałam dość siedzenia w domu, czy potrzebowałam chamskiej rozrywki czy coś innego? Poziom emocji wyższy niż zazwyczaj, bałam się że jak Cyryl na swojej samotnej imprezie coś sobie zrobię, np. złamię nogę. Perspektywa oglądania King Konga i jedzenia czipsów - zwykle tak kusząca - straciła blask, a ja z prędkością światła tuptałam na przystanek. Koniec końców wyjście było bardzo udane, wybawiłam się za cały czas spędzony z kaleką w domu, trochę jak pies spuszczony ze smyczy. Niestety nie posiadam słit foci do upięknienia notki, ale co za różnica, gdy czytelników niewielu ;)
_________________________
*(który trwał 4,5 roku a powinien 2 miesiące, Bożenko jaka byłam głupia i chodziłam z nim tylko aby nie być sama i byłam zafascynowana ideą chłopaka, a potem już przyzwyczajenie druga natura nie pozwoliły tego skończyć, aż wreszcie w Halloween 2008 nie przyniósł mi krzesła w Tattoo i na następny dzień się z nim pożegnałam. Przed miesiąc, góra dwa byłam na emocjonalnym haju ze swej odważnej decyzji, a potem już chciałam wracać od skurczów macicy i trochę tak było, a serduszko znów zabiło mocniej, a on mówi: od 2 lat Cię nie kocham ale tak wygodnie być razem - więc było friendzone masakra, aż pojawił się Cyryl)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impreza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impreza. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 29 marca 2015
niedziela, 17 marca 2013
Hardcore
Wolny dzień, w sumie jedyny absolutnie wolny dzień w tygodniu, a my solidarnie odchorujemy wczorajszą imprezę ( w głowie aż huczy od "wrażeń", jak mówią w reklamie Nescafe), wróciliśmy gdy świt już rozjaśniał niebo nad Gocławiem. Grzanki z suchego chleba zjedzone, kawy wypite, tabletki wzięte. Siedzę w dwóch bluzkach i swetrze, Kiriłł z doświadczenia mówi że na kacu to normalne. Fajnie byłoby sobie kupić duży telewizor i playstation, ale co jeśli za parę miesięcy utkniemy w ciasnej klitce gdzie nie ma miejsca na machanie padami? Albo tak się porobi że ledwo będzie starczać od 1ego do 1ego?
A w temacie wydatków - jednak chyba odstąpię od umowy ze szkołą językową gdzie zapisałam się na ruski. Wreszcie jestem po drugiej stronie biurka i widzę jak to jest, widzę kiedy lektor się przykłada, a kiedy opierdala. Mam doświadczenie z zajęć w SJO na UW, tam było zupełnie inaczej - mimo że w grupie było 20 osób, czas był lepiej wykorzystany niż tu. Z 20 uczniami niemożliwe jest gadu gadu o pierdołach, nawet w języku docelowym, bo 1 gada a reszta się nudzi. Teraz najczęściej lektorka gada, a ja się nudzę, a gramatykę i słownictwo przerabia po łebkach, głównie dając kserówki do domu! Na dodatek jest to grupa (dwuosobowa ze mną) już na drugim semestrze, więc druga kobieta jest już bardziej zaawansowana, gada i potakuje cały czas, co mnie wkurza, odpowiada na pytania za szybko, ja nie mam czasu się zastanowić, a jak już mówię, to się mylę, potem nawet nie chce mi się poprawiać, jestem zła i rozgoryczona. Ja za to płacę kupę kasy... tempo przerabiania materiału jest za wolne, nierówne, nie mam pojęcia jaki był temat ostatniej lekcji, o ile jakiś był. Mówiliśmy o języku biznesowym, o liczebnikach głównych, o mowie potocznej, o egzaminie ustnym, ćwiczyliśmy słuchanie na podstawie filmu, analizowaliśmy wypowiedź pisemną, i rozmawiałyśmy o karze śmierci. W domu mam napisać esej o książce co zmieniła moje życie, dobrać pytania do wywiadu, zrobić ćwiczenia z liczebnikami, przeanalizować teksty, i napisać wypowiedź o karze śmierci. Dużo, a mam wrażenie że na 3 godzinach zajęć nic nie zrobiliśmy, w zeszycie nie zapisałam prawie nic. Smutno mi, bo z innymi lektorami lubiłam rosyjski i nie rezygnowałam z zajęć nawet gdy mogłam. Głupio mi rezygnować, ale tracić ponad tysiąc złotych?

A hardcore to kupować wędlinę na allegro. Z serii rzeczy absolutnie nie potrzebnych kupiłam korektor do rzęs . Mocne rzęsy, a nawet brwi! są modne w tym sezonie, zresztą zawsze je podkreślam, uważam że twarz z zbyt jasnymi brwiami wygląda po prostu źle. A tym bardziej z za grubymi, ale widuję osoby którym nie chce się używać pęsety.
sobota, 23 lutego 2013
Bite off more than one can chew
Pierwsza impreza na nowych śmieciach zakończyła się dla mnie zatruciem pokarmowym i całym dniem w łóżku - po połowie nocy nad miską w toalecie. A drinki z limonką na wyborowej limonka z miętą były przepyszne. Proza życia - gotowanie, pranie, sprzątanie i zakupy w Biedronce. No i praca, dobrze że to nie etat (tzn źle, ale czasu mam więcej) i mogę się krzątać do woli.
Druga impreza przebiegła lepiej (impreza, bardziej spotkanie towarzyskie w pozycji siedzącej, połączone z konsumpcją i napojami), były stare koleżanki z LO i musiałam się bardziej wykazać w roli gospodarza. Tak więc już prawie wszystkie moje koleżanki odwiedziły mnie na nowych śmieciach, a Cyryla koledzy... czy ona ma kolegów? Ma jednego, on tu już był. Mam nadzieję że za wielu się ich tu nie pojawi (a zaraz się okaże że też to czytają - więc koledzy z ławeczki są mile widziani :P ) bo znowu ciężar przyjmowania gości będzie na moich plecach, a on się świetnie pobawi i wytrzeźwieje za dwa dni. No i do tego czasu firanki mają zawisnąć - proszę o to bez przerwy.
Ale Cyryl w Zakopanem jest - nawet dwóch tygodni nie pomieszkaliśmy razem, a on sobie pojechał na narty! A ja? A praca? Dyplom? Karnisze? Ile on ma lat, żeby z dnia na dzień podejmować takie decyzje i jechać pół Polski w jakimś widzimisiu? Niby dorosły, zamieszkał z dziewczyną, a tak naprawdę to duże dziecko, które tupnie nóżką i żąda. O innych mało cywilizowanych zwyczajach nie będę wspominać. Nie mam nawet czasu tego roztrząsać, chyba złapałam zbyt wiele srok za ogon.
Mam umowy w dwóch szkołach językowych, prowadzę w nich codziennie zajęcia w różnych podstawówkach. Mam też codziennie uczniów: poniedziałek Stegny, wtorek Ursynów, środa Ursynów, czwartek Sielce, piątek Saska Kępa, sobota Ursynów i w tą niedzielę nawet na Stegnach! Są to realne dochody, które łatwo wyliczyć i się gospodarować. Jakie dochody ma Cyryl - tego naprawdę nie wiem. Od zlecenia do zlecenia, nie dostaje żadnej sumy co miesiąc. Jak się tym gospodarować, jak rozliczyć wydatki? Ja kupuję więcej jedzenia, on rzeczy przemysłowe, ale są to rzeczy dla niego: kółka do fotela, zaparzacz do kawy. Za swoje kosmetyki ja sama płacę, więc czemu mam dokładać się do czegoś, z czego nie korzystam?
niedziela, 18 grudnia 2011
Kardamon i cynamon
Książki od magisterki powoli odpływają do biblioteki, napływają książki do licencjatu, co za ciężkie to życie... i tak jak skończę studia to nie znajdę pracy na etat (żebym jakąkolwiek miała) i o kant stołu to potłuc...
I mamy w tym roku stroik świąteczny! Nie jest aż taki piękny żeby go fotografować, dodaliśmy trochę od siebie, plasterki suszonej pomarańczy, kotka z piernika, bałwana na patyku, więc dosyć to kiczowate ;) w kuchni stoją czekoladowe miśki Lindta - pewnie są tak samo smaczne jak zające :) muszę kupić jakieś czekolady dzieciakom z korków. Jednej bym kupiła nawet takiego miśka, bo bardzo ją lubię, ale drugiej...jej czekolada zdecydowanie jest niepolecana, a solidna dawka ćwiczeń! Jak całej tej rodzince. Ale płacą i bliziutko mieszkają, więc się cieszę.
środa, 9 lutego 2011
Jutro bedzie futro
Jutro zaczną się i skończą takie prawdziwe feryjne ferie dla mnie. Znaczy dzień kiedy i ja i Cyryl jednocześnie, symultanicznie będziemy mieli wolne, impreza, zabawa. Bo on nareszcie ma obronę pracy inżynierskiej. Czekałam z wytęsknieniem, że nareszcie będzie można się pobawić, napić - bo alkoholu nie piłam od miesiąca! i nocą wrócić na Wilańską pod ciepłą kołdrę. To już wiem że ostatni punkt nie wypali. W piątek są warsztaty merytoryczne w Wilanowie, nie obowiązkowe, ale w świetle wymaganych umiejętności-jak najbardziej wskazane i bardzo interesujące. Byłoby głupotą z mojej strony nie pójść tylko dlatego, bo chcę spać z moim chłopakiem w jednym łóżku do południa. I tak odwlecze się to pewnie do niedzieli.
Więc na razie sama mam ferie, i co robię... tartę cytrynową. Kurczaka w cieście, piorę, sprzątam, nawet piszę coś na kształt magisterki (cały czas się zastanawiam: czy praca badawcza polega na przepisywaniu książek własnymi słowami?) oglądam filmy, seriale, gram w scrabble, chodzę na zakupy :D czytam książki polskie, rosyjskie, angielskie. Wymyślam temat na Long Paper. Wczoraj wymyśliłam "Content Language Integrated Learning with Art something". W ramach zakupów - kupiłam na allegro spóźniony prezent dla Cyryla na Gwiazdkę, obronę, i Walentynki. Aż wstyd że tak późno, no on też niczego nie podarował. Mało tego! nie dośćże musiałam wymyślić prezent dla niego (oczywiście konsultowałam z nim), to jeszcze dla siebie! Stanęło na perfumach,(to znaczy wodzie toaletowej) i znowu ja nie dość że sama wybierałam zapach (to oczywiste) to latałam po superpharmach żeby sprawdzić promocję! No i jeszcze słownik Pons polsko rosyjski ilustrowany, to już chyba chłopak sam sobie poradzi. A na domiar złego chyba w przyszłym tygodniu jedzie na narty. Ja nie chcę / nie mogę. Chyba bardziej nie chcę, bo uświadomiłam sobie że gdyby jechali bez nart, to bym bardziej chciała.
Więc na razie sama mam ferie, i co robię... tartę cytrynową. Kurczaka w cieście, piorę, sprzątam, nawet piszę coś na kształt magisterki (cały czas się zastanawiam: czy praca badawcza polega na przepisywaniu książek własnymi słowami?) oglądam filmy, seriale, gram w scrabble, chodzę na zakupy :D czytam książki polskie, rosyjskie, angielskie. Wymyślam temat na Long Paper. Wczoraj wymyśliłam "Content Language Integrated Learning with Art something". W ramach zakupów - kupiłam na allegro spóźniony prezent dla Cyryla na Gwiazdkę, obronę, i Walentynki. Aż wstyd że tak późno, no on też niczego nie podarował. Mało tego! nie dośćże musiałam wymyślić prezent dla niego (oczywiście konsultowałam z nim), to jeszcze dla siebie! Stanęło na perfumach,(to znaczy wodzie toaletowej) i znowu ja nie dość że sama wybierałam zapach (to oczywiste) to latałam po superpharmach żeby sprawdzić promocję! No i jeszcze słownik Pons polsko rosyjski ilustrowany, to już chyba chłopak sam sobie poradzi. A na domiar złego chyba w przyszłym tygodniu jedzie na narty. Ja nie chcę / nie mogę. Chyba bardziej nie chcę, bo uświadomiłam sobie że gdyby jechali bez nart, to bym bardziej chciała.
niedziela, 5 grudnia 2010
Urodzinki Misiowej Rodzinki
Były prezenty, słodyczy i kosmetyków mam chyba do Wielkanocy co najmniej. I było fajnie, i śmiesznie, i miło i to chyba był pomysł trafiony w dziesiątkę. A ci co nie przyszli, to nawet lepiej, bo by było już napewno za dużo osób.
Po skończonej grze w kręgle część ewakuowała się do metra, ale najwytrwalsze elementy: ja, Iwo (dziwo!) Julka i Beata i Zbysio przenieśli się do cudu clubu Vegas, i koło 1 w nocy impreza się zakończyła brnięciem do domu w zamieci.
A na zdjęciu the best prezent, termos od Cyryla (oczywiście, kupiony zgodnie z moimi wytycznymi), wspaniały zbiornik na wczoraj zakupioną najbardziej kozacką herbatę świata, z alkoholem instant, czyli: Grzaniec Kozacki! Drugim prezentem od Cyryla, który dostałam wczoraj, był pendrive. Historia pendrive'a: Cyryl przychodzi po odbiór osobisty zamówienia, mówi ze pendrive, że Tracer, a potem: jeżeli to pomoże znaleźć, to jest w kształcie chomika >^-^< Oj, wykasował mi się cały kawałek o konkursie Sputnika. Więc zajęłam drugie miejsce za recenzję, ale z nagrodami może być więcej kłopotu niż pożytku - po co mi dekoder telewizji n bez samej usługi? przecież i tak do instalacji jest dodawany gratis! No i kurs rosyjskiego, książki, płyty, filmy. Napiszę więcej potem.
Po skończonej grze w kręgle część ewakuowała się do metra, ale najwytrwalsze elementy: ja, Iwo (dziwo!) Julka i Beata i Zbysio przenieśli się do cudu clubu Vegas, i koło 1 w nocy impreza się zakończyła brnięciem do domu w zamieci.
A na zdjęciu the best prezent, termos od Cyryla (oczywiście, kupiony zgodnie z moimi wytycznymi), wspaniały zbiornik na wczoraj zakupioną najbardziej kozacką herbatę świata, z alkoholem instant, czyli: Grzaniec Kozacki! Drugim prezentem od Cyryla, który dostałam wczoraj, był pendrive. Historia pendrive'a: Cyryl przychodzi po odbiór osobisty zamówienia, mówi ze pendrive, że Tracer, a potem: jeżeli to pomoże znaleźć, to jest w kształcie chomika >^-^< Oj, wykasował mi się cały kawałek o konkursie Sputnika. Więc zajęłam drugie miejsce za recenzję, ale z nagrodami może być więcej kłopotu niż pożytku - po co mi dekoder telewizji n bez samej usługi? przecież i tak do instalacji jest dodawany gratis! No i kurs rosyjskiego, książki, płyty, filmy. Napiszę więcej potem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

