Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 sierpnia 2014

Nad jeziora do trzech razy sztuka

Dopiero co wróciłam z wyjazdu, kolejnego w tym roku, nad jeziora.
Co było gorszego w tym wyjeździe? Warunki sanitarne syf kiła i mogiła. Pogoda pod psem i kotem. Malutki ciasny namiot.

No to czemu to był najlepszy wyjazd tych wakacji? Ludzie :) I w tym miejscu dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego wyjazdu. Choć padało i kąpaliśmy się tylko dwa razy ... a nie, trzy, jeśli liczymy pływanie na waleta o północy :D Wahałam się, ale w końcu się skusiłam! Rozebrałam się w tempie błyskawicznym, od którego szybsze było tylko tempo ubierania, bo jednak wiało i było zimno w ciuchach nawet :D
Jezioro Świętajno jest najpiękniejszym nad którym byłam, a przede wszystkim jest czyste jak łza. Nie ma na nim żaglówek, bo nie łączy się z żadnym, co wyklucza dwa powody syfów. Jest płytkie przy brzegu, 100 metrów wgłąb i woda do pasa. I nadal widać swoje palce u nóg dokładnie jak w basenie czy w wannie.
Kemping w lesie na górce, jedyny minus to bliskość sławojki, z której zalatywało tzw. "heavy metalem", ale chociaż było blisko się odlać.
Kolega Zbysław zadobył drogą kupna altankę, taką jak na bazarze sprzedają rajstopy w. Chroniła nas przed deszczami i burzami. Innymi must have na biwaku są: stolik, krzesełka / lub chociaż pustaki, mokre chusteczki, taśma życia, butla gazowa i palnik, kurtka przeciwdeszczowa oraz samochód, gdzie trzyma się wszystko, gdy namiot za mały :D a i latarka czy lampka i koc piknikowy wielofunkcyjny. Można usiąść na trawie lub jak na poduszce na pustaku ;>
Nie będę ukrywać że piliśmy sporo, głównie piwo i Soplice smakowe (pigwa, śliwka, orzech laskowy the best i wiśnia i lubelska cytrynówka). Ja piłam po pół kielonka, ale kolega nie był taki sprytny, co przepłacił zatruciem alkoholowym ostatniego dnia. I musieliśmy jechać do Szczytna, gdzie WSPol, na komendę dmuchać. I ja musiałam prowadzić :O

czwartek, 7 sierpnia 2014

Lato bez radia

1. Nowego postu o Milci nie będzie, bo nie mam żadnych nowych informacji na jej temat. Czy ogólnie wpis o niej? To nie mój pies, sama bloga załóż o przygodach Milki i Indiana Wąsa.
2. Długi przestój spowodowany był komentarzami hejtera... trochę obrzydziło mi to dzielenie się z kimś swoimi wypocinami. Czemu ktoś anonimowo mi pluje do kapci, szykanuje potwarzami, wyjętymi ze swojego rynsztoku na dodatek. Nie wiem czy to ktoś obcy, czy znajomy - wtedy może byłoby to łatwiej znieść. Jeśli to po prostu takie małe szpilki od kolegi to niech już będzie, ale jeśli jakaś zmora z przeszłości się ujawniła? Jakiś człowieczek, o którym wolę zapomnieć że poznałam, bo to wstyd? :P
3. Wyjazd na wakacje opisała Iwona na swoim blogu. Nic dodać nic ująć.
4. Szykuje się kolejny wyjazd, dożynki wakacji. Pod namiot nad jezioro Narty. Strasznie się napaliłam głównie ze względu na myśl "O fuk, pewnie nie dostanę urlopu!! Die bitch!!", ale urlop 1 dzień otrzymałam. Teraz martwię się o logistykę. Jak to będzie pod namiotem, jak z transportem (prawo jazdy to za mało by gdzieś dojechać) i jak z pogodą, co w sumie najważniejsze i nie mamy na to wpływu.
Życie życie jest nowelą.
Już rok prawie w przedszkolu mi mija. Tak to już się porobiło :) i kot Miętus już rok z nami. Ale inne mieszkanie.

A tak było jak się poznaliśmy. Nie była to miłość łatwa miła i przyjemna od początku, oj nie.




Moje typy na lato.
1. Płetwy do pływania! Z płetwami nawet takie beztalęcie może poczuć co to swobodne pływanie na środku jeziora. (schodząc z roweru wodnego ofkors)
2. Koc do plażowania z Netto w Ostródzie. O swoim niedoszłym kocu z allegro Iwona chyba też pisała.
3. Tangle Teezer, który z łatwością rozplącze zmoczone jeziorną wodą włosy.
4. Piwo Czarny Kot na przykład. Lub inne ^^ każde piwo na upały jest dobre, ale w rozsądnej ilości, np. jedna szklanka dziennie. Szklanka, nie kufel.
5. Koktajl z mrożonych owoców, świetnie chłodzi.
6. Vichy Captital Soleil i Eveline z Argan Oil.
7. Grillowany lub smażony pstrąg.
8. Gra Subway Surfer.
9. Książki V.Roth trylogia Niezgodna, H. Murakami 1Q84-też trylogia!, E. Giffin Ten Jedyny.
10. Piosenki -Indila Dermiere Danse, Let It go :D Hera koka hasz LSD!

wtorek, 8 lipca 2014

Wakacyjne CZŚ

Centrum Zarządzania Światem według Weroniki. Nasz pokój jest w lekko staro-pierduńskim klimacie, mały kredensik? Jak nazwać ten mebel? Dwa fotele, stolik, łoże z za wąską kołdrą - ratuje nas tylko mój koc niby plażowy, pod którym ja śpię. Trochę w piachu, no cóż, nie dali dwóch kołderek to ich wina. W łazience wszystko co potrzeba i nic poza, ciuchy leżą na siatce na podłodze.
Oprócz wielkiego madness pod ścianą, mamy tu mnóstwo potrzebnych i pomysłowych rzeczy, jak moja suszarka prania na kablu od telewizora ^^.
Patrząc od lewej: gazeta Claudia must have wakacyjny, jako gazeta a nie Claudia akurat. Lubię Claudię bo jest sporo lekkiego do poczytania. Oczywicie wolę Skarb z Rossmanna ale nie było >.<
Etui na laptopa mojego niebieskiego. Owsianka instant. Okulary słonaczne, siata z Ikei z lekami i herbatą i sztućcami. Kosmetyki: krem do rąk i zarazem wszystkiego, psik psik na komary, mini zmywacz i dezodoranty.
Różne produkty żywieniowe jak ser, chleb, mały soczek z Polskiego Busa (w podróży poczęstowano nas drożdżówką, soczkiem, lodami z herbatnikami! za free!) kawa, śmietanka, cukier.
Tacka po serze w roli talerza. Zestaw e-papierosowy Cyryla. Oprócz sztućców mam swoją kubko miseczkę żółtą, akurat na zupkę lub owsiankę, oraz kubek termiczny. Bardzo dobrze że to zabraliśmy, bo tutaj się o coś doprosić...


piątek, 4 lipca 2014

Lato z Wredoniką

Nadszedł długo wyczekiwany urlop. Nawet szybciej niż miał, bo w wyniku małej frekwancji dzieci w przedszkorpo odesłano nas na urlopy z nadgodzin. Pozałatwiałam swoje sprawy, posprzątałam, jeżdzilam samochodem po Ursynowie (z sercem w przełyku), naprawiłam zepsutą spłuczkę (tzn kupiłam część, którą spuściłam z prądem), dodzwoniłam się do lekarza, zaniosłam blender do naprawy i zrobiłam jakieś zakupy. No i pizzę kupiłam :) Odwiedziłam swojego lekarza w hospitalu Bielańskim oraz zrobiłam profilaktyczną cytologię na Ursynowie. Przynajmniej w tym Centrum Profilaktyki babka nie pobiera wymazu jak resztek majonezu ze słoika. Uprałam rzeczy na last minute, odwiedziłam babcię swojego ex... może to bez sensu, ale babcia, w przeciwieństwie do ex, jest ok :)

Jutro czas do Ostródy. Jestem przerażona. Po pierwsze, niby zarezerwowałam miejsce, ale koleś nie żądał zaliczki. Fajnie, ale jaką mam pewność, że jest rezerwacja zrobiona? Z O.W. Wodnik wysyłali kopię umowy do podpisu, a tu nic. Dzwoniłam 2 tygodnie temu, potwierdzałam, mam dzwonić w dniu przyjazdu i podać godzinę. Dzwoniłam dziś, i nie dodzwoniłam się :/ napisałam maila też. Więc nie wiem w sumie na czym stoję. Co mam zrobić, gdy się jutro nie dodzwonię?
Jechać w ciemno? Narażać się na stres, niepotrzebną podróż, zmęczyć   się jak dziki osioł na nic?   Bo jesteśmy tacy udani , że na pewno byśmy nic nowego na miejscu nie znaleźli. A jak nie pojedziemy - tracimy bilety, ale możemy znaleźć coś pewniejszego, co na dodatek nie jest 2 kilometry od plaży... (za późno, tzn wczoraj sprawdziłam to - do jeziora blisko, ale do plaży miejskiej prawie 2 km).
A już napakowałam wszystko, czyli:

  • nóż widelec łyżkę kubkomiskę       
  • pastę do zębów, szczotkę
  • krem z filtrem Vichy 50
  • podkład
  • tusz i Eyebrow artist i Cienie i pędzelek
  •  Szampon Bambino przelany, żel przelany, odżywkę przelaną w pojemnik na mocz (hmm, mam też pojemnik na ...)
  • niezbędnik okresowy- you never know kiedy cię zaatakuje, na 100% na wakacjach
  • Urofuragin - bo też you never know
  • żel antybakteryjny z TBS
  • Waciki i płyn do makijażu przelany (dwufazowy, jak przelać obie fazy? Ale się udało)
  • Stopery! Stoperan też
  • Kremy różne
  • KOSTIUM
  • japonki sandały
  • parasol, chustka
  • reszta to zwykłe ciuchy

poniedziałek, 26 września 2011

Gwizdały my, oj!




Dożynki prezydenckie tradycyjnie odbywają się w Spale, a dożynki u Władcy odbywają się w Gwizdałach pod Łochowem. Ponieważ nie pisze tej notki sama, tylko ze swoim nowym przyjacielem, zajączko-jelonkiem na palcu, trochę mi ciężko. Zająca udało mi się kupić w 3. Divie, a był tylko rozmiar największy i najmniejszy, kupiłam za duży i tylko na palec wskazywalec się nadaje. Duży jest i ciąży. Ale do dzieła!
Dożynki miały odbyć się tydzień wcześniej niż 10-13 września, ale pokemony zasiały ferment i nie pojechałyśmy, a tak Iwona nie mogła bo wybywała do Karpacza, i zestaw był taki sam jak rok temu: Gosława, Sylwia, Marta i ja. No i Franciszka, samica psa rasy labrador. Już na początku kłody pod nogi, szczęśliwie zmieściłyśmy się w Chevrolecie Aveo w 5 z bagażami i grillem elektrycznym, ale utknęłyśmy w korkach koło Marek, i nawet hot dog ze Statoila, pływający w majonezie, nie uratował sytuacji, która stała się jeszcze bardziej napięta, gdy po odstawieniu psa pojechałyśmy do Biedronki po niezbędne produkty spożywcze. Na miejscu, pomimo tabliczki: Biedronka zaprasza, ujrzałyśmy zbliżony widok (słońce świeciło, cała różnica) Widok
Całe przedsięwzięcie pod znakiem zapytania! Jak mamy grillować 4 dni produkty z biedronki, skoro nie ma biedronki!? Hamburgerów, kurczaków w panierce, bagietek czosnkowych, i piwa w ilościach hurtowych? Gosława zła jak osa zarządziła, że jedziemy do najbliższej biedry, która znajdowała się w ... Wyszkowie, 17 km dalej.
Po wszystkich zakupowych perypetiach, odwiedzeniu Biedronki i 3 innych sklepów, udało nam się dotrzeć na działkę ze skromną ilością 48 piw i kilogramami mięsa. I zaczął się zwykły program rozrywkowy, trwający przez 3 kolejne dni: grill, piwko, rzeczka, piwko, grill. Pogoda była udana, słoneczko, nie padało, za to komary tak gryzły, że echo swędzenia prześladuje mnie 2 tygodnie po powrocie! Oczywiście, najlepiej piwo wchodziło Gosławie, i najpierw zepsuła ludziom z ośrodka Koszelanka wesele mówiąc że jesteśmy w żałobie po psie, którego trzeba będzie uśpić, bo pogryzł/ zagryzł brata (a prowadziłyśmy tego psa ze sobą, więc nie wiem co ludzie mogli pomyśleć). Później zresztą notorycznie wyrzucałyśmy śmieci na terenie tego ośrodka. Następnego dnia Gosława płakała za Gizmem, że co by było gdyby go nie było! Ale jest, więc co płacze! Dodam że Gizmo jest niebieskim rosyjskim arystokratą, kosztującym tyle co odszkodowanie za wgnieciony samochód. I mógł paść ofiarą zaczadzenia, ale szczęśliwie nie było go w łazience gdy Gosława, z własnej winy palacza, uległa zaczadzeniu
Ja zachowywałam się wzorowo, wypiłam więcej piw tylko jak oglądałyśmy horror Naznaczony, jakbym nie piła jednego za drugim to bym padła ze strachu, a tak śmiałyśmy się z napisów "Bend to nieznacznie" i "taśma chirurgiczna" (przyp. autor: bend znaczy zgiąć, a jak ktoś nie zna takich słów, to po co tłumaczy film, a taśma chirurgiczna nie istnieje). Ale i tak nie spało mi się za dobrze, pewnie jakaś żyła wodna czy piwna ;)




Zapoznałyśmy się też z fauną i florą Nadbużańskiego Parku Krajobrazowego. Zdjęć poszczególnych grzybów zamieszczać nie będę, tylko najciekawsze okazy. Był też wielki żuk biegacz, wiewiórka, sójka i dwie sarenki i takie tam.



wtorek, 19 lipca 2011

Wróćmy nad jeziora...





Na Mazurach było super! Tak zielono i świeżo i piękne jezioro, była ładna pogoda prawie cały czas. Ośrodek był też bardzo fajny, duży, z placem zabaw i boiskiem (nie żebyśmy z niego korzystały) z knajpką i przystanią, pomostem i kąpieliskiem dla dzieci dla mnie. Miałyśmy domek na samym końcu, ale koło nas miała domek rodzinka słuchająca disco polo non stop, co "trochę" mnie wkurzało. Domek był strasznie ciemny, bo drzewa zasłaniały światło a pokemony zajęły ładniejszy pokoik, a my zostałyśmy w tym przechodnim.
Prawie codziennie przed południem szłyśmy nad jezioro, później lub wcześniej jechałyśmy do Biedronki po zapasy na grilla. Po jeziorze czas na obiad z grilla - kurczaki, kiełbaski, bagietki, hamburgery, pieczarki, boczusie, kaszanki :) i znowu nad jezioro, wieczorem grill i film czy gry. Z małymi odstępstwami jak wycieczki do miasta, choć dopiero w połowie wyjazdu odkryłyśmy prawdziwie turystyczną część Ruciane, bo wcześniej znałyśmy tylko Nidę. Byłyśmy na kajakach i rowerze wodnym. A wszystko to okraszone puszkami piwa Leżajsk! Mocniejszy alkohol piłyśmy tylko raz, jakiś norweski aquavit z kolą. Wstawiłyśmy się z Martą, pośmiałyśmy, potem po północy poszliśmy łowić raki ;) Nic z tego nie wyszło i przestawiłyśmy się na ognisko które rozpaliłyśmy bez żadnej zapałki (bo się żarzyło) a potem podrywał nas chłopak, którego wyśmiałyśmy jak powiedział ile ma lat (21). Później oglądałyśmy wspaniałe filmy jak Ludzka Stonoga i Polowanie na Czarownice o_O i poszłyśmy oglądać wschód słońca, ale nic nie było widać. Wieczorami grałyśmy w Jengę, na pomoście w karty, pływałyśmy na moim dmuchanym kółku.
Raz pojechałyśmy do Mrągowa, chyba dlatego że jest to ojczyzna kolegi Iwony, ale nie było tam nic zbyt ciekawego. Tylko raz jadłyśmy rybę i była bardzo dobra.
A drugiego dnia zacięłam się super ostrym nożem zabójcą w paluszek i chodziłam z plastrem all time. Wszystkie my - Gośka aka Grubaska, Marta aka Dresiara, Iwona aka Ciężarna i ja czyli Weronika "Ruska" będziemy tęsknić za naszym jeziorem Nidzkim!




niedziela, 26 czerwca 2011

Zalas lapas!

Kryptonim naszego wyjazdu na Mazury jest po łotewsku i znaczy 'zielony liść' , może się z pozoru wydawać to bez sensu, ale w notatniku tej firmy powstawały zręby tego przedsięwzięcia.I mój blog ma posłużyć jako przenośna i interaktywna lista rzeczy do wzięcia, coby nikt o niczym nie zapomniał. A jeżeli ktoś wpadnie na pomysł, co może być czterem panienkom niezbędne na Mazurach, niech też pisze.


  • kostiumy

  • karty do gry / myslałam też o Jendze, jakby Gosława przywiozła, opcjonalnie

  • aparat fotograficzny

  • druciane kółeczko?? nie mogę odczytać, to Marta pisała. A, dmuchane!

  • badminton - ale kto?

  • muza głośniki ♫

  • fiprex o_O stoperan, leki, nici, opatrunki, kroplówka z glukozą??

  • rękawiczki gumowe do chowania zwłok

  • "od pana Andrzeja/ Kasi"

  • PROSTOWNICA

  • papier toaletowy

  • ręczniki plażowe

  • gromnice....?

  • od komarów

  • maszynka do fajków

  • opiekacz do kanapek

  • naczynia dla każdego, płyn do zmywania, ściereczka

środa, 21 lipca 2010

Wróciła żywa z ojczyzny Jožina z bažin



Urocza morawska mieścina Vizovice, znana ze śliwowicy oraz występowania w tekście słynnego hitu Jožin z bažin. Widziałam mnóstwo trolli, leśnych dziadków, ale do potwora z moczar najbliższe były:Nutrie, mieszkające w rzeczce Lutoninka, oglądane z odległości około 2 metrów. Śmieszne zwierzaczki. W rzeczce spędziliśmy sporą część swojego pobytu, bo z gorąca można było umrzeć. A czeskie piwo słabe, kiepskie i ciepłe ;/ Mieliśmy naprawdę fajną ekipę, w większości faceci z dziewczynami, więc w sumie bardzo rodzinnie. Wszyscy mili, wyluzowani, przyjacielscy, śmiesznie się z nimi spędzało czas. Nawet łażenie daleko do prysznica nie przeszkadzało, bo w upale człowiek się rozpływał. A leżenie w Lutonince z piwem w ręce, i wodą z kaskady lecącą na plecy - poezja!
Cyryl super się zachowywał, opiekował mną, a ja mu robiłam kanapeczki, miałam gotowane jajka, kabanosy, chlebki a'la Vasa z Biedronki. Nie do pomyślenia, ale prawie nikt z ekipy się nie upił, a napewno ja nikogo nie widziałam napitego. Cyryl trzymał klasę, tylko raz piliśmy nie-piwo, whisky, ale w 10 osób 1 butelkę= nic. Ludzie z którymi był i w zeszłym roku, przecierali oczy ze zdziwienia, bo wtedy łaził z piwem przyrośniętym do ręki i wstawał już pijany rano.
Jęsli chodzi o zestaw koncertowy, to szkoda że w tym roku nie grało to co w 2009 - Blind Guardian, Stratovarius, Nightwish, Avantasia, Europe... a był kiepski Manowar (na żywo było straszni, Joey di Maio zwłaszcza) Tarja też kaszana, ale Sabaton(Warszawo walcz!!!), Gamma Ray, Metalforce, Primal Fear, Accept, Doro!!! byli absolutnie zajebiści. Na koncertach w południe było tak gorąco, że koleś z obsługi polewał ludzi wężem, w tym mnie prosto w dekolt dwa razy- ale co to była za cudowna ulga. No i Lodova Trist, wymieszany sok owocowy z drobno pokruszonym lodem, zwana też jako "Orgazm"= trzymasz dziewczynę godzinę na słońcu, potem jej to kupujesz i już :D Dodam jeszcze że w Czechach nie ugryzł mnie ani jeden komar!! Ostatni koło Bielsko-Białej zdążył.

piątek, 9 lipca 2010

Sezon remontowy



Spektakularny widok mojej łazienki w poniedziałek. Destrukcja postąpiła zaskakująco szybko, i już nie ma powrotu! Poprzednia wersja łazienki - na miarę skromnych możliwości zadbana i czysta, nie uchroniła się przed kamieniem na kafelkach, czarnym grzybkiem pod silikonem, rdzą na kranach, pęknięciami na płytkach. Wygłosiłam kiedyśnawet (podpowiadzianą przez Iwonę kwestię) że nie brzydzimy się tam myć, tylko dlatego bo jest nasza ;)) i za karę musiałam ją całą szorować. Nie było czego ratować, tylko wyrzucić w drzazgi i postawić na nowo.
Na razie tyle widać, dziś zyskała też kaloryfer i wannę (nowy egzemplarz, bo pierwszy kupiony pan Rysio przewiercił :P ale udało się mu oszukać market budowlany i przyjęli zwrot). Bardzo mi się podoba efekt, końcowy będzie jeszcze lepszy - jeżeli uda nam się przekonać rodziców, żeby nie kupowali reszty wyposażenia (wieszaki, kosz na pranie) takich samych jak były, tylko nowych. Ale to najłatwiej wymienić.
W domu straszny kurz i pył, nie można wywietrzyć, bo na zewnątrz remont elewacji (dumnie to brzmi)
. Ja 3 razy myłam się u znajomych, a reszta dzielnie w misce ;))

W środę wyjazd na Masters of Rock w Czechach, mam odłożoną już kasę, ale wydatki wydatki wydatki, ciekawe ile mi zostanie. Mam nadzieję że Cyryl będzie się zachowywał - przynajmniej jak będziemy mieszkać w 1 namiocie, to nie będę musiała znosić jego spóźnialstwa. O któej byśmy się nie umówili, zawsze się spóźni. Już przestałam sama się spieszyć na czas, przyjeżdżam z 10 minut później, ale i tak zawsze jestem pierwsza. Ja jadę 1,5 h pociągiem, a on nie może wyjść z domu te 10 minut wcześniej.

niedziela, 27 czerwca 2010

Wakacje

Wakacje oficjalnie już się zaczęły, jeszcze jutro wyniki z ostatniego najstraszniejszego egzaminu na filologii, ale wychodzę z założenia: kto miałby niby go zdać, jeśli nie ja. Ja zrobiłam wszystkie zadania, zdążyłam ze wszystkim, a słyszałam ze ludzie niczego nie rozumieli, połowy nie zrobili... więc wnioski nasuwają się same.
Za dwa tygodnie wyjeżdżamy do Czech na festiwal, ale zanim to będzie, czeka mnie ponad tydzień pilnowania pana od remontu łazienki, bo Iwo spierdala na praktyki. Tak zawsze jest, remont w pokoju- ja pilnuję, łazienki- znów ja. Może będzie jakaś obsówa i większa część remontu pokryje się z moim wyjazdem, wtedy...wtedy każą mi zostać w domu :/ Ciekawe jak ludzie którzy pracują radzą sobie z remontami?
Więc odpoczywam, robię to na co nie miałam czasu w ciągu roku szkolnego. Np:

Robię rosyjskie pierożki zwane pielmieni, byłam z siebie niezwykle dumna że mi się chciało, że coś się udało nadające się do jedzenia, no ale tak naprawdę nie wiem czy Cyrylowi smakowały, skoro to była taka ułomna wersja, a nie opcja de luxe od jego babci;/

A dziś pojechaliśmy ze znajomymi nad jakieś jeziorko pod Łomianki. Niby nic, mulasta woda, pokrzywy, komary, ale tak fajnie było, klepnąć się na kocyk, połazić, pogadać. Cisza, spokój, bez żadnego pośpiechu, typowo wakacyjnie. Tak to można pożyć, pojechać sobie pod namiot (no lepiej by było w cywilizację, ale kogo na to stać), siedzieć na ławeczce, grać w badmintona, kąpać się, jeść sobie byle co. Z byle jakiego grilla:

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Advanced Language Practice

Bardzo podobają mi się fotoblogi o warszawie, ile ciekawostek można poznać. Mam parę w obserwowanych, szczególnie jeden o Nowej Pradze jest fajny - bo Cyryl tam mieszka i często bywam - co nie zmieniło faktu że nie wiedziałam jak wygląda orzełek z bramie Dyrekcji PKP. Nawet jużchciałam sama coś opisać o interesujących mnie obiektach, ale Atlas Architektury Warszawy chyba kończy się gdzieś na O, więc ani Wileńskiej, ani Środkowej, Solidarności czy Targowej ni ma.
Jeszcze trochę i będą wakacje, w środę ostatni egzamin, trochę latania po wpisy- albo to oleję i do września.
Wracałam z korków i tak mi się niedobrze zrobiło, nawet jeść mi się odechciało :/ Korki już się kończą, shit fuck bo z nimi kasa. Mam odłożone na Masters Of Rock w Czechach, ale tyle rzeczy bym sobie kupiła...pewnie zamiast fajnych spodni, kiecki etc kupię torebkę na biodra żeby mnie w tych Czechach nie okradli. Chcę po prostu już wsiąść w samochód, pociąg i ujechać gdzieś daleko od problemów, męczącej rodziny, nauki !! Jestem młoda, ładna, ambitna i zdolna (tak mówi Cyryl, pewnie trochę koloryzuje), więc nie będę wyrzutkiem społeczeństwa. Bez sensu, tak sobie żyć z dnia na dzień i czekać i liczyć że ktoś w autobusie czy na ulicy ni z tego czy z owego zaproponuje Ci super robotę :P Może kiedyś wyrosnę. Buu, w przyszłym roku jak nie bede miała więcej korków to pójdę z torbami, rodzice nie będą mnie finansować, bo zgodzili się płacić za lektoraty jednak.
Więc przez całe wakacje będę oglądać Kochane Kłopoty, szlajać się z Cyrylem tu i tam. Mimo szczerych nadziei Iwony, nic a nic się miedzy nami nie psuje :P

czwartek, 3 września 2009

Zakochane Zakopane


Chyba nadal nie mogę w to uwierzyć, przecież tyle razy siadałam do pisania nowej notki w tak wisielczym nastroju, że na klawisze wylewałam (w przenośni)  swoją krew i łzy.

A teraz jest mi tak cudownie, mimo wszystkich przeciwności udało mi się wyrwać z zamknietego koła poprzedniego związku i znaleźć nowego wspaniałego chłopaka. Idealnego dla mnie. Mógłby tylko nie palić, bo i mnie wciągnie w nałóg :P i nie pić piwa, bo od niego mi też brzuch rośnie :P Żartuję, nie zmieniłabym Cyryla w żadnym calu.

Pojechaliśmy razem na parę dni do Zakopanego, pierwszy wspólny wyjazd. Moze to taka prawidłowość, że jeżeli jest wielkie zamieszanie przed wyjazdem, to sam pobyt na miejscu udaje się znakomicie? Tak było tym razem, bardzo dobrze się bawiliśmy, spacerowaliśmy po mieście, po górach tylko troszkę, a jak padało oglądaliśmy filmy w pokoju. 50 metrów dalej mieszkali nasi miejscowi znajomi, więc wieczorami było gdzie wpadać na piwo, albo z kim się szwendać po nocy po polu.

Pierwszej nocy po powrocie obudziłam się, i przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem, i czemu nie ma obok mnie Cyryla...

Żałowałam że wyjeżdzamy, a to mi się nie zdaża! Zwykle chcę wracać do domu, gdziekolwiek bym nie była. Ale teraz to, co najważniejsze było przecież tuż obok. Cieszyły mnie małe rzeczy, spacery po nocy i rozmowy o głupotach, jedzenie pierogów z jednej miski, nawet stanie w kolejce do kolejki na Kasprowy było w takim towarzystwie przyjemnością ( z piwem i podśpiewywaniem rosyjskich piosenek). Byliśmy w kinie na Kac Vegas, jadłam oscypka z żurawinami (któego w nocy podgryzł chyba kot Ravic 2) Pzrez okno było słychać szum strumyka, tylko na drzewach coraz więcej żółtych liści. Ale dla mnie to i tak był maj.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Garnuszki foto-story

Wakacje nadal trwaja, płyną rzeką po asfalcie jednym szerokim pasmem odpoczynku i zabawy. A tak! szkoda tylko że po asfakcie, chwilowo po nadmorskiej plaży (ah, jak fajnie nam tam było, smacznie, wesoło i procentowo!)

czyżby to czas na mini fotorelację?

Już pierwszego dnia do akcji wkroczył papier toaletowy aka "szarak". Widać go na głowie Iwony, w środku Gosia z miną małego kotka. Papier toaletowy był towarem luksusowym, prawie na kartki, my przywiozłysmy go z Wawatown, pokemony...wyprosiły dwie rolki od kolezanki z Gdyni, z którą się spotykałysmy...Czaicie bazę? zabrała dwie rolki z domu i nam przyniosła w torbie xD

Na półeczce rosła kolekcja puszek po piwie, paczek po fajkach (te kupowała tylko Gośka, ale amatorów dymka & karmienia skorupiaka było więcej) i butelek po vodce. Tych ostatnich było tylko dwie zero-siódemki żołądkowej gorzkiej czystej De Luxe. Jedna była za mało, dwie - za dużo. Ala jaka piękna kompozycja powstała:


Starterem do picia który wydawał komendę: Ognia! był ślimak winniczek, wieczorek pożegnalny rozpoczał sie gdy przepełzł do cienia. wszystko działo sie w rozrywkowym pokoju 120, ala Club u Władcy na Plaży.

następnego dnia...miny nie dopisywały, zwłaszcza że (impreza zaczęła sie wcześnie i tak samo skończyła, przed 24)już o 10 musiałyśmy sie wymeldować. Ale poszłyśmy pod grzybek inhalacyjny się dotlenić...

A potem i tak rąbałyśmy w tysiąca, bo jakiś deszcz nam nie straszny! na ławeczkach przed sopocką przymolną estradą, na której wcześniej występował jakiś rosyjski bard potomek Okudżawy. Barbarzyńskie teutońskie pokemony nie dały mi posłuchać, ba! tępiły wszelkie rusycyzmy, bo wszakże jesteśmy w PL :P

Pławiłyśmy sie w Bałtyku jak młode foki, ja w cętki, Iwo w tropiki.

To zdjęcie pokazuje, jak bardzo mam wszystko na swoim miejscu :P

Iwona z Martą tez niczego sobie, nogi aż do samej du.. , choć argumenty mniejsze! Garnuszki sie popiekły, Gosławę zaatakowała jakaś słoneczna alergia, i obawiałyśmy sie że ze świądu cała sie rozdrapie - i co my z taką rozdrapaną zrobimy? będziemy ją mieszać z kebabem jak będzie głodna, bo będzie konsystencji przetartej gąbki? Na szczęście pani Strąk uratowała naszą drużynową.

I tak też wesoło minął nam tydzień w 3mieście

piątek, 14 sierpnia 2009

Garniarnia in Sopot

Występują: klony (Weronika i Iwona) , pokemony (Gosława i Marta), podrzutek Chaosu (Aśka) i pan z Perełki aka Goły i Wesoły.

Zaczęło się całkiem niewinnie, o 6:40 w czwartek 6 sierpnia, w pociągu Neptun relacji Warszawa Zachodnia -Gdynia Główna. Gosława zarządała ode mnie wieczka do herbaty za dodatkowy cukier i pożarła moją sałatkę z poRem i szynką . Ja w zemście ukradłam jej poczęstunkowe ciasteczko.

Kolejna odsłona: godzina 23, zabrakło piwa, wycieczka do monopolu, a w drodze powrotnej... spotkanie z panem jadącym do Perełki, który najpierw niby tylko chciał wyłudzić papieroska, a potem naszła go taka myśl: Za ile się zabawimy? Weronika i Gosława uciekają z autobusu dzikim pędem, Weronika w rękawie ma 1 piwo Okocim, Gosława na 6 w plecaku.

Pobudka wczesnym rankiem koło 10, juz o 12 bywałyśmy zwykle na plaży. Plażowanie, potem obiad, znowu plażowanie, a potem party w Imprezowym Pokoju 120 u Władcy Klubu!

Setlista:

  • Rabatki- Los Trabantos
  • Like a Prayer- Madonna
  • Policeman- Jamal
  • Rozczochrany Łeb- Habakuk
  • różne -Abba
  • Spierdalacz- Pogodno

Obowiązkowy taniec z prostownicami, w wariancie bardziej wschodnim z warkoczem Julii Timoszenko z papieru toaletowego :)

Dwa razy garniarnia piła na wyjeździe w Gdyni: w klubie Contrast ^^ okrętowe klimaty, a raz u państwa rodziców koleżanki, zeszły dwie połóweczki żóbróweczki. Bo my juz nie pijem tylko piwa, z nas są true drinkary - drin z limonką (na wieczorku pożegnalnym) to była jakość sama w sobie, żoładkowa gorzka czysta nie jest zła. A jak sie po niej gra w tysiąca, tylko karty ryba walą (tą rybą, o której pokemony zapomniały że ją zjadły)

Ostatni akt: pożegnalny sopocki drin dorabiany w pociągu, zagryzany kanapką z makrelową pastą.

K O N I E C

W bardziej prozaicznej konwencji: wyjazd bardzo udany. Na początku obawiałam sie tęsknienia z Kiryłem lub Cyrylem, jednym z nich, ale szybko sobie uświadomiłam że bez sensu byłoby branie go na ten wyjazd, bo solidarność jajników by go przygniotła. A tak, wybalowałam sie swobodnie z koleżankami i siostrą. Bałam się też, że jak to bywa gdy z kimś dłużej przebywasz, że zaczniemy sie wkurzac i pokłócimy sie strasznie - nic takiego nie było, w serdecznej atmosferze dotrwałyśmy końca wyjazdu i zdecydowanie nie mamy siebie dosyć.

Było nam miło, wesoło, smacznie, ciepło i słonecznie, trochę w stanie nieważkości, wyjazd na tydzień to idealna długość. Przeczytałam "Dzieci Stalina", opaliłam się, nie zbankrutowałam... Więcej takich wyjazdów!

Uczestnicy wyjazdu garnuchów mogą dodawać alternatywne wersje wydarzeń w komentarzach :)

poniedziałek, 6 lipca 2009

kanikuły!

Są wakacje, lipiec i nie ma żadnego "ale", naprawdę! Jestem zadowolona, i niczego nie chcę zmieniać, to naprawdę dziwne! Nie powiem że źle mi z tym, przeciwnie, bardzo dobrze :) układa się jak na razie.

Trafiłam na gronie na ciekawą ankietę (która - az dziwne- nie była głupia) Pytanie brzmiało: z czego mógłbyś/mogłabyś zrezygnować, żeby mieć pozostałe? Odpowiedzi: Z pieniędzy / rodziny / miłości / przyjaźni / kariery / uczciwości / dzieci / szacunku do samego siebie.

Dla mnie i większości respondentów była to kariera. Nie jest to coś, o czym marzę. Gdyby tak było, miałabym w zyciu inne priorytety. Jeżeli chciałabym zrobić karierę, to tylko po to, żeby móc zapewnić sobie życie na dobrym poziomie. Oczywiście, każdy chciałby się czymś wykazać. Kiedyś tego nie widziałam, ale teraz jest dla mnie jasne, że rodziny nic nie zastąpi, i cieszę się że moja jest normalna. Bo dookoła masę rozbitych rodzin, samotności, innej patologii.

Chciałabym wyjechać na wakacje z Cyrylem. Moglibyśmy pojechać do Zakopanego, bo (wstyd) nigdy tam nie byłam. Zresztą, nie ważne gdzie, tylko z  kim. Ale na razie chyba małe szanse, bo wszytkie plany były robione zanim się sparowaliśmy. 

Wszystko jest w różu :) lubię jeździć na Pragę, lubię Wileniak, lubię wielką cerkiew (bo dzieki niej wszytko nabiera jeszcze bardziej wschodniego charakteru), wybieg z misiami, gmach Dyrekcji Kolei, pomnik Czterech Śpiących. Lubię jeździć Z-2 przez most, nawet przyciśnięta żebrami do barierki. Nawet zapach papierosów i kawy dobrze mi się kojarzy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...