poniedziałek, 11 lutego 2013
Trip na Bora Bora
Już opanowałam zmywanie bez zlewu - jak ma się sprawdzony przez pokolenia system mycia w misce to nie jest właściwie żaden problem. Parę rzeczy które musimy zrobić to zakleić prysznic silikonem, powiesić lustro, karnisze, skrócić zasłony (mama), kupić duperele jak śmietnik, zegar, kubeczki do łazienki i może minipiekarnik? Cyryl spalił sobie włosy na palcach - podpalał gaz: najpierw odkręcił gaz, potem zapalił zapałkę...
niedziela, 27 stycznia 2013
Minimalizm -that's the idea!
środa, 4 kwietnia 2012
Paw i sowa
czwartek, 24 listopada 2011
O wszystkim i o niczym
A praca idzie jak po grudzie. Jednak ktoś się zorientował że "mam mgliste pojęcie o angielskim" a może po prostu włamał się na mojego bloga i to tu przeczytał? I z dwóch grup w firmie została mi jedna... moja duma została zraniona, ale już się otrzepałam z gnoju ;)
Z Cyrylem/zawodowo Kiriłłem też bez rewelacji. Byliśmy na Sputniku na filmie, ale chyba nikogo on nie zachwycił, ja byłam zła, bo Cyryl wcześniej zabalował tak, że wyszedł na imprezę w piątek wieczorem, wrócił w sobotę wieczorem. Jak on się zachowuje! Jak myśli że picie wódki z jego znajomymi jaskiniowcami jest dla mnie świetną rozrywką, to trochę minął się z prawdą. Tym bardziej że doświadczyłam jego zachowań po pijaku i mi wystarczy. A tłumaczenie: przecież wiedziałaś jaki jestem - może sobie wsadzić w żopu! Wisi mi 100zł, ostatnio musiałam mu kupić papierosy etc. a jak coś bąknę, że może by oddał - to taki urażony jakby przy cnotce wspomnieć o ruchaniu! W piątek jedzie do Krakowa na jakiś koncert zespołu, który już dwa razy widział! I jeszcze mnie obwinia, że zapomniałam, bo chciałam iść z nim w ten piątek do kina i nawet mam już dla siebie bilet- dyżurowałam na Sputniku. Ja nawet chciałam jechać do Krakowa z nim(nie z powodu koncertu Gama Raya oczywiście...) ale byłabym w stanie się poświęcić, akurat jest tam wystawa Turnera, byłoby fajnie na weekend.
Ale - nie! Bo w sobotę w Warszawie koncert Iced Earth, na który Cyrylek też chciał iść, więc od razu wraca! Pozłorzeczyłam, dałam spokój. Teraz jednak na koncert w Wawie nie idzie, ale trochę za późno to stwierdził.
Zdecydowanie nie jestem zachwycona jego zachowaniem. Jeżeli woli kolegę Zbysia ode mnie, to trudno!
Akurat napisałam do Zachęty, wysłali mi to zaświadczenie jakimi to cnotami się nie wsławiłam (brednie, wg Mariusza Wilka "klukwy rozłożyste"), i co, mam sobie je sama wydrukować? :P
poniedziałek, 13 czerwca 2011
A posteriori - druga rocznica
Parę rzeczy domaga się klaryfikacji. Mimo może i negatywnego zabarwienia moich ostatnich notek, bardzo kocham Cyryla i to się nie zmianiło. Tymniemniej, przez 2 lata naszego związku pewne rzeczy wyewoluowały. I tak nie jestem zapatrzona już jak cielę, widzę jego wadki i wady. Choć niektórych może to zdziwi, nie mam ochoty na figle na jeży czy kamieniu, ani nawet już w krzakach, na szafce etc. Proszę więc pochylić głowę nad Cyrylem, który jest młodszy i ma ochotę :P
Co do narzekania na lokum - narzekam, bo jestem z Polski. Oczywiście bardzo się cieszę że w ogóle moge do niego wpadać, ale: dajcie kurze grzędę, jeszcze wyżej siędę.
W rocznicę Cyryl się spóźnił, przynosząc ze sobą kwiecie jak z wiejskiego wesela i poszliśmy na Kopę Cwila na Ewę Farnę. Po powrocie otworzyliśmy lichego ruskiego szampana, który pochodził chyba z Lichenia, ale i tak było sympatycznie. Gdyby nie to, że gdzieś była imprezka i dum-dum-dum do białego rana. A rodzina raczyła mnie poinformować że w niedzielę nie wracają, to i Cyryl do poniedziałku (czyli dziś ) został. Znowu się nie wyspał, bo od 7:30 rano zrywali terakotę z balkonów:P i się wkurzył.
Dzisiaj byłam też na rozmowie w sprawie praktyk w Zachęcie, wydaje mi się że zrobiłam dobre wrażenie, byłam zainteresowana, kompetentna etc. Tylko niepotrzebnie się wygadałam że sztuka współczesna nie jest moim hobby i że ostatni raz w Zachęcie byłam 1,5 roku temu - ale co miałam powiedzieć jak pytali :P W sumie też pierwsze moje wrażenie jak weszłam do tej częsci biurowej było raczej negatywne, a kobietki które ze mną rozmawiały: jedna taka ciepła klucha uśmiechnięta w kucyku i okularkach, druga starsza, bardziej żylasta i do rzeczy.
czwartek, 17 marca 2011
Biegun polarny
Sama czuję się niespecjalnie. Trudno oczekiwać, ze raptem po roku od pierwszych prób wyjścia z stadium "permanentnego pisklaka kukułki" będę już mogła spijać śmietankę moich dokonań - i oczywiście tak nie jest. Teraz z wyrzutem patrzę na siebie z przeszłości, nie robiącą nic oprócz otwierania dzioba, ale wiem doskonale, i wiedziałam wtedy, że za wcześnie było żeby rozwinąć skrzydła. Więc teraz - trzymając się zoologicznych metafor - trzeba podkulić ogon, położyć uszy po sobie i jakoś brnąć dalej. Jestem mistrzynią w wymyślaniu dla siebie usprawiedliwień, jednych lepszych, innych gorszych. Obarczam Cyryla moimi problemami non stop: a to że muszę przejść na dietę Ducana (fuu), a to że marzę o wyprowadzce, a on... nie wiem czemu nadal ma ochotę tego słuchać. Kiepska ze mnie dziewczyna, narzeka, myśli tylko o sobie. Ale jest mi ciężko, i cały czas się zastanawiam, czy kochać to nie za mało.
A w tym semestrze naprawdę się nie przepracowuję, mam dwa dni w tygodniu prawie wolne, w porównaniu z poprzednim, mam bardzo mało zajęć... więc czemu ja się dziwię że nie ma efektów z takiego lenistwa. Nawet ćwiczenia z rosyjskiego (6 godzin zegarowych w tyg.! ) przypominają: труд кормит, лень портит.
wtorek, 11 maja 2010
Już kwitną kasztany
Trochę to trwało, nic w świecie nie dzieje się od razu i bez przygotowania. Ale melduję wykonanie planu na takim poziomie, jaki aktualnie jest możliwy :) I coś więcej: jestem prawdziwie, autentycznie szczęśliwa. Wcześniej, zawsze było coś (lub wszystko) źle, czekałam w głębokim wewnętrznym poczuciu smutku, braku i nieszczęścia, aż wreszcie zza chmur pokaże się słońce. Oczywiście, teraz też mam na co narzekać, ze plany nie wyszły, że dużo nauki, ale nie opuszcza mnie to ciepło i spokój, bliskość drugiej osoby, szczęście.
I każdemu tego życzę - zamiast szukać ksiącia z bajki, warto rozejrzeć się, tak na maksa sceptycznie poszukać w swoim otoczeniu kogoś do poderwania. Przecież ja tak zrobiłam! Miałam dużo szczęścia, trafiłam najlepiej jak można było. Na miłego, przystojnego, inteligentnego chłopaka, z którym dobrze mi się rozmawia. Który jest delikatny, kochający, troszczy się o mnie. W ciągu roku ani razu się nie kłóciliśmy! ANI RAZU!
I każdemu tego życzę! :)
piątek, 19 lutego 2010
Pociąg swobody
Ostatnio w autobusie podrywał mnie chłopak! Usiadł obok, popukał w ramię i zagadał, na początku myślałam ze skądś go znam albo z kimś mnie pomylił, ale nie. Ja bym się tak nie odważyła, ale gdybym nie byłą tak szczęśliwie zakochana w Cyrylu, to kto wie, pewnie bym się z nim umówiła. Zresztą bardzo przypominał mi z zachowania i trochę z wyglądu chłopaka z którym dawno temu parę razy się spotkałam. Łapał mnie za rękę, bezczelny!!! ale komplementów nie prawił:P W życiu trzeba walczyć o swoje, nie pomijać żadnej okazji. Tamten chłopak nie marnuje żadnej podróży autobusem, i pewnie niedługo któraś się z nim umówi na kawę.
W Walentynki / Cyrylinki ( bo to jego imieninki) byliśmy w Szwejku na kolacji. Pierwszy raz gdy tam byłam, bardzo mi się podobało; ale gdy chodzę z Cyrylem, jest tłoczno, jedzenie niby dobre ale bez rewelacji, a na dodatek miejsca dla palących albo jedyne wolne są w ogródku, gdzie jest chłodnawo. Dzisiaj się wybieramy z nim i Ewą gdzieś na Ząbkowską, nie wiem dokładnie jeszcze gdzie, sporo tam knajpek. Nigdy w nich nie byłam: W oparach absurdu, Po drugiej stronie lustra. A na Wileńskiej koło Cyryla jest Sens Nonsensu:P tam byłam, bardzo sympatycznie. To mały pub taki, jaki wg mnie pub powinien być: wystrój nie odświętny i najnowszy, ale klimatyczny, starawe mebelki, wzorzyste tapety i przyciemnione światło. A nie stoły i ławki z emblematami kompanii piwowarskich. Fajne miejsce to też Zakątek przy Chmielnej, i Cztery Kąty na Hożej bodajże. Bo ja z Cyrylem non stop gdzieś wychodzę- koleżance można powiedzieć: Nie chce mi się, ale z chłopakiem zawsze miło się spotkać, gdzie by to nie było. Masę czasu przesiedzieliśmy w Indeksie, no i w klubach: głównie Club Rock i Neo.
Wczoraj byliśmy na kręglach- nigdy wcześniej w to nie grałam, ale świetna zabawa. Zamiast siedzieć w pubie i smętnie pić piwo, to można rozbudzić w sobie żyłkę współzawodnictwa i trochę się poruszać! Przy okazji robiąc też to co w pubie zwykle. A na Warszawiance wcale nie wychodzi to specjalnie drogo, do poniedziałku do czwartku za 40 zł/ h. Kiedy się na jak ja zniżkę UW, to -20% ;) bardzo mi się to podobało i chętnie powtórzę. Albo bilard. Oczywiście mam zerową praktykę i nie idzie mi za dobrze w żadnej z tych gier, ale to drobiazg. Kręgle jednak fajniejsze od bilarda moim zdaniem.
Cyryl jedzie w góry jednak na krócej, 4-5 dni zamiast tygodnia. I bardzo dobrze.
środa, 2 grudnia 2009
u r o d z i n y
Wydawało mi się że po pewnym czasie wejdziemy na etap w związku, na którym przez jakiś czas pozostaniemy, z pewną rutyną zachowań i przyzwyczajeń, ze stałą siłą uczuć. Z Maćkiem na tym etapie (który zresztą nie był specjalnie wygórowany, niestety-stety) byliśmy parę lat. Ba, nawet się cofaliśmy. Żeby po tak długim czasie skończyć jako uczuciowy i psychiczny bankrut z zerem na koncie.
Teraz związek jest oprocentowany na większe uczucie. Odsetki są znacznie większe, a i ryzyko straty wkładu własnego nieporównywalnie mniejsze. Porzucając finansowe metafory, nie ma stabilizacji głównie z powodu kłopotów lokalowych. To dlatego musimy się włóczyć po różnych gastronomiach jadłem i piwem plynących, dlatego za każdym razem uświadamiamy sobie, że jesteśmy dla siebie coraz ważniejsi, że jedno sprawia że nad drugim zawsze świeci słońce. Może nie brzmi to zbyt logicznie, ale gdybyśmy się spotykali w ustroniu 4 ścian, to zajmowalibyśmy się napewno nie konwersacją - czego obawiałam się, gdy warunki lokalowe jeszcze były. Obawiałam się powtórki z poprzedniego związku, że oddalimy się od siebie i Cyryl będzie dla mnie "kolegą z którym chodzę do łóżka" jakim był Maciek. Zamiast tego: zawieszenie akcji, powrót do etapu który powinien nastąpić przed pościelą. Oprócz oczywistych niedostatków- tak jak pisałam, w długoterminowym rozliczeniu- są też zalety.
Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale sytuacja napewno się rozwiąże, a wtedy będziemy zbierali plony tego, pod co teraz szykujemy grunt.
Część bardziej opisowa: dostałam od Cyryla parę prezentów, nie tylko materialnych. Ten najważniejszy był już tydzień temu, a były to słowa na które tak długo czekałam. Powiedział ze mnie kocha, i wiem że mówił na serio- gdyby chciał skłamać czy sobie zażartować, już dawno bym to usłyszała. Drugi prezent, można tak go nazwać, bo było to coś, czego sobie zażyczyłam, to było zgolenie przez niego brody. Wiem ze też nie przyszło mu to łatwo, bo od lata to odkładał, ale teraz sam stwierdza że już tak zostanie. Po prostu broda dodawała mu za dużo lat i powagi, nie pasowała do jego charakteru. Materialne trzy, bardzo mnie cieszące, ale w porównaniu do poprzednich - mało ważne, bo po prostu wzięte z listy: to perfumy które bardzo mi się podobają. Mała inwencja, ale ile kasy, malutka buteleczka 30ml Amor Amor Tentation kosztuje około 170 zł :O aż mi głupio, ile kasy on na mnie wydaje, jak gdzieś idziemy to też prawie zawsze on za mnie płaci. Ale gdyby tak nie było, po prostu byśmy nigdzie ni echodzili, albo zamiast na pizzę to na spacer moknąć w parku.
niedziela, 25 października 2009
Coś nowego
Teraz jest tak szaro, zimno, chodniki śliskie od mokrych liści. Wszystko się rozpada, codziennie ciemniej, mniej zielono, gołe drzewa wyglądają jakby już nigdy nie miały mieć liści. Pół roku mroku, dusznych autobusów i drapiących czapek. Muszę szybko zobaczyć jakieś pozytywy zimy - przynajmniej można się przytulać, bo latem nawet w nocy było na to za gorąco.
Nie mogłabym być pisarzem, pisząc w takim tempie. W ogóle nie mogę nim być, bo nie mam niczego ciekawego do powiedzenia. Najprawdopodobniej tylko zaśmiecam internet w tej chwili :)
Żyję od chwili do chwili, teraz liczę dni do środy, kiedy znowu się spotkam z Cyrylem. Tylko szkoda że po drodze są 3 dni, 3 noce. A tam, szybko zleci. Patrząc w przód- wydaje się że to strasznie długo, patrząc w tył - przecież czwartek, 3 dni temu, dopiero co był.
poniedziałek, 28 września 2009
Szczęście obezwładnia
(Tak, zaraz się odezwą- gdzie komórki a gdzie powietrze?? To co ma być, woda, elektrolity?)
Szczęście sprawia że wychodzimy ze skorupy i wystawiamy miękki brzuszek żeby właśnie tam nas głaskało. Ale w miękki brzuszek można dostać najboleśniejszego kopniaczka, nie znając dnia ani godziny. Świadomi praw i obowiązków, i tak się w to pakujemy, bo nikt jeszcze nie nauczył się inaczej kochać.
Miłość daje mi uczucie doskonałego, spokojnego i ciepłego szczęścia o zielonych oczach. Moja skrzywdzona natura mówi: "nie obiecuj sobie za wiele", "to tylko ty tak czujesz". Nie dziwne, kiedy od wieloletniego ex-chłopaka usłyszałam: "ostatnie 2 lata ( z 4,5) to już Cie nie kochałem". Przyznaję, te dwa lata były beznadziejne. Z jednej strony żałuję, ale z drugiej- to już przeszłość, ból nie boli wstecz, może tak być musiało, żeby teraz było jak jest?
Prawdę mówiąc, nie ogarniam.
Lato sie skończyło, tak to jest. Ucisz serce, będzie lżej :) jest dobrze, złote liście pasuję do zamglonego powietrza, żółtej cerkwii i pięciu prawosławnych krzyży nad Pragą. ( Cerkiew na planie 5 polowym, 4 małe kopułki i duża na środku. To w sumie nie kopułki, tylko dzwonniczki)
I tramwaj mknący Stalową. Dobra, wlekący się, pod żeliwnymi balkonami przedwojennych kamienic, z których dawnej świetności zostaje coraz mniej. Przy krawężniku rosną akację, jak to pieknie będzie wiosną jak zakwitną. Akacje późno kwitną, długo stoją bez liści. I takie nagie są chyba najbardziej gotyckimi drzewami świata, gdy na nie patrzę to czuję, że gdybym umiała malowac, to malowałabym jak Friedrich. Rok temu na Wileniaku prawie się świat kończył dla mnie! Teraz się zaczyna. I znowu ja zaczynam filozofować, a w pokoju kot rozwala pudło. O, przebiegł przebiegły. Chciałabym, tzn planuję wybrać się z aparatem i pocykać te rozwalające się praskie domy. Jednak dobrze że Cyryl w nowym mieszka :]
poniedziałek, 6 lipca 2009
kanikuły!
Są wakacje, lipiec i nie ma żadnego "ale", naprawdę! Jestem zadowolona, i niczego nie chcę zmieniać, to naprawdę dziwne! Nie powiem że źle mi z tym, przeciwnie, bardzo dobrze :) układa się jak na razie.
Trafiłam na gronie na ciekawą ankietę (która - az dziwne- nie była głupia) Pytanie brzmiało: z czego mógłbyś/mogłabyś zrezygnować, żeby mieć pozostałe? Odpowiedzi: Z pieniędzy / rodziny / miłości / przyjaźni / kariery / uczciwości / dzieci / szacunku do samego siebie.
Dla mnie i większości respondentów była to kariera. Nie jest to coś, o czym marzę. Gdyby tak było, miałabym w zyciu inne priorytety. Jeżeli chciałabym zrobić karierę, to tylko po to, żeby móc zapewnić sobie życie na dobrym poziomie. Oczywiście, każdy chciałby się czymś wykazać. Kiedyś tego nie widziałam, ale teraz jest dla mnie jasne, że rodziny nic nie zastąpi, i cieszę się że moja jest normalna. Bo dookoła masę rozbitych rodzin, samotności, innej patologii.
Chciałabym wyjechać na wakacje z Cyrylem. Moglibyśmy pojechać do Zakopanego, bo (wstyd) nigdy tam nie byłam. Zresztą, nie ważne gdzie, tylko z kim. Ale na razie chyba małe szanse, bo wszytkie plany były robione zanim się sparowaliśmy.
Wszystko jest w różu :) lubię jeździć na Pragę, lubię Wileniak, lubię wielką cerkiew (bo dzieki niej wszytko nabiera jeszcze bardziej wschodniego charakteru), wybieg z misiami, gmach Dyrekcji Kolei, pomnik Czterech Śpiących. Lubię jeździć Z-2 przez most, nawet przyciśnięta żebrami do barierki. Nawet zapach papierosów i kawy dobrze mi się kojarzy.
środa, 24 czerwca 2009
Jak śliwka w barszcz!
W sobotę byliśmy na Starym Mieście / Podzamczu na Wiankach, pilismy piwo na Barbakanie, potem zeszliśmy na dół oglądać fajerwerki, było naprawdę klimatycznie - masa ludzi na środku ulicy, muzyka. Fajerwerki były naprawdę kosmiczne, świetny pokaz. Wszystko było zaplanowane, zsynchronizowane z muzyką i rzeczywiście robiące wrażenie - a to jak fontanny, czy spadające gwiazdy, wybuchy albo rozkwitające kwiaty. Robiłam nawet zdjęcia komórką, tylko była ustawiona mała rozdzielczość niestety, ale i tak widać jakie piękne fajerwerki miałam na nowy początek



Plan został wykonany, są wakacje i mam chłopaka, naprawdę zależy mi żeby było to coś na stałe! To az głupie co napisze, ale trzeba dać życiu szansę. Nawet gdy - odpukać - nic z tego nie będzie (nie chcę się za wcześnie nakręcać) to tego, co teraz czuję nie zabierze mi nikt. Ja i Cyryl... kto by pomyślał! :D a co to za piękne imię! Tylko jak to się zdrabnia, bo chyba nie Ciri :P nie wpadłam na to wczesniej, że Sapkowski daleko imion nie szukał.
Inna nowość: zarejestrowałam sie na studia, na drugi kierunek: anglistykę w kolegium nauczycielskim. Nauczycielką być nie mam zamiaru, ale tam można nauczyć sie dobrze i za darmo dwóch języków, to dobre uzupełnienie dla historii sztuki.
poniedziałek, 15 czerwca 2009
Szukajcie a znajdziecie
Rozejrzałam się dookoła, zobaczyłam i znalazłam. Znalazłam kogoś, o kim cały czas pamietam, na myśl o kim od razu sie uśmiecham.
To nie mogło dłużej tak trwać - mimo że zerwałam z Maćkiem, cały czas nas coś łączyło, szczególnie jak zaczęły się jego problemy. Dobrze wiedział, że wróciłabym do niego, gdyby tylko zechciał. Dzięki Bogu, nie zechciał. Nie wyobrażam sobie wrócić do tego czegoś, wszystkich problemów kóre na nazwisko maja K.... Maciek nadal jest, i będzie dla mnie wazny, jako ktoś z kim przeżyłam prawie 5 lat, i kto mnie zna jak nikt inny. Ale nic wiecej.
Na szczęście - pewnego marcowego dnia poszłam na imprezę z koleżanką do kolegi jej kolegi. A tym kolegą był właśnie Cyryl ;) (ten o nazwisku tej z chałką na głowie) wtedy cały czas miałam jeszcze Maćka w głowie, niestety. Jedno spotkanie na piwie ze znajomymi, drugie spotkanie , trzecie , zawsze siedziliśmy obok siebie - na początku przez przypadek, po raz drugi z premedytacji, po raz trzeci przy chęci z obu stron. I tym razem było jak ma być powinno: przyniósł krzesło, i piwo! :) pzregadaliśmy ze 3 godziny, okazało się że zainteresowanie jest odwzajemnione...
Odprowadził do domu, po drodze trochę nam się zeszło. Bo przecież: to nie sztuka zakochać się na wiosnę!
Nie pamietam kiedy - i czy w ogóle tak sie czułam. Wszystko jest inne niż gdy zaczynałam chodzić z Maćkiem - i bardzo dobrze! Z tego co widzę, to porządny chłopak, który mieszka sam i jakoś daje rade sobie ugotować, posprzątać, studiować i jeszcze pracować.
Nie wiem, jak to się potoczy. Najpierw miałam wątpliwości, czy to ma zamiar sie toczyć w jakąkolwiek stronę, ale ma. Spotkanie w środę - tydzień po poprzednim!!! Szanse są pół na pół - wyjdzie dobrze albo źle. Z Maćkiem było miałam 100% szans że będzie, za przeproszeniem, chujnia. Są dwie dobre rzeczy, które odziedziczyłam z tego zwiazku : Ciocia Joasia i Maćkababcia.
