Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 grudnia 2012

Lewy rękaw

Wymyślenie tytułu notki zostawiam na koniec. Za dużo nie mam do powiedzenia, bo opisywać swoje urodziny? Prezenty? Wątpliwe sukcesy w "pracy" czy jeszcze wątpliwsze perspektywy? (Byłam na dwóch rozmowach, jedna nawet zaowocowała czymś w stylu lekcji próbnej, konkluzja była "To be continued", ale czy naprawdę tak będzie? W wymyślaniu czarnych scenariuszy jestem niezła. Na dodatek to wszystko w podstawówce na Gocławku - tej samej  szkole tysiąclecia na tysiąclecie Polski w której uczył się ojciec) Te pierwsze chwiejne zawodowe kroki nie przynoszą wielkich efektów. Przedpołudnia wolne, czas na przygotowanie lekcji leniwie mija, idę pracować jak większość ludzi już wraca z pracy lub szkoły. Do domu 18-19, zjeść odgrzewany obiad, pokręcić się i iść spać. Pomyśleć o tym co będzie jutro, za tydzień czy dwa miesiące. Wszystko tak samo? Ile można. A nawet zakładając że pracuję więcej i zarabiam lepiej - to w jaki sposób to zmieni moje życie. Czy w 2013 wreszcie zacznę samodzielne życie? We własnym domu, gdzie sama wybieram suszarkę do ubrań i podstawkę pod kwiatki i spełniam mój fantastyczny projekt ochrony kwiatków przed kotem hodując je w klatce po kanarku. Chciałabym, chciała. Bo teraz, mieszkając w domu rodzinnym czuję i widzę jak mój czas przelatuje przez palce, tracę go na jakieś rozmowy o duperelach, czekanie aż zwolni się łazienka, kuchnia etc.
No i oczywiście wspólny komputer, każda z nas ma konto na googlach, więc non stop logowanie, wylogowywanie bla bla inna lokalizacja - można zdechnąć. Tak jak pisałam zanim mnie wywaliło, w domku jest milutko, cieplutko, troskliwie (boli Cię gardło? A masz gorączkę? Nie? To weź aspirynę), ale i wkurzająco (zabierz te plastry z łazienki [normalne, na obtarte nogi], Co robisz? A mi też zrób )i nieśmiertelne: Gdzie idziesz? Kiedy wrócisz?

Chyba powoli powinnam kompletować listę życzeń świątecznych. Więc proszę o czekoladę i alkohol, bo one niezawodnie poprawią mi humor. Może być też biały nugat, choćby i z Lidla.
Widzę że nie prowadziłam takiej listy na blogu (może na fb?) i w ogóle grafomanii co niemiara :P szczególnie o mojej wielkiej miłości i ogólnie takie takie :P Śmieszny taki relikt przeszłości. I od tych lat się niewiele zmieniło, nadal nie mamy gdzie się podziać często - gęsto, tylko teraz zamiast się włóczyć i pić piwo, każde siedzi we własnym domu. I naprawdę nie pamiętam odpowiedzi na pytanie "Kiedy ostatni raz...?". Zaje*ista prognoza na przyszłość.

Tytuł to losowe zdanie z ostatnio przeczytanej i leżącej najbliżej książki, "Żmiji" Sapkowskiego, w oryginale "Odwinął lewy rękaw". Pytanie za sto punktów- Po co główny bohater odwijał lewy (to istotne) rękaw?

środa, 22 sierpnia 2012

Duszna książka - Jodi Picoult "Drugie spojrzenie"

Strach przed śmiercią jest podstawą człowieczeństwa. Żyjemy tu i teraz, a po naszej śmierci nastąpi gorzka czerń końca, a świat będzie pędził dalej. Ktoś inny będzie miał swoje teraz. Ale co nastąpi, gdy dwie przeznaczone sobie osoby dzieli czas, śmierć i tajemnica? Czy zgoła obce sobie osoby mogą okazać się związane z sobą jak gwiazdy krążące po wspólnej orbicie? (Neutron Star Collision -Muse) To oklepany frazes - tylko miłość może pokonać śmierć - quia fortis est ut mors dilectio. W przypadku książki Picoult wszystkie romantyczne przesądy znajdują swoje potwierdzenie. Jeśli Twoje serce wyrywa się ku mistycznej miłosci i czekasz na swojego star-crossed lovera, z pewnością spodoba Ci się ta pozycja. Jeżeli ciemna i niecukierkowa strona historii Stanów Zjednoczonych to Twoja pasja, również mogę Ci ją polecić.To samo dla entuzjastów dziejów rdzennych Amerykanów. I na koniec - dla młodych lekarzy, którzy słysząc tętent kopyt widzą raczej zebrę niż konia. Reasumując - jest to książka dla wytrwałych inteligentnych czytelników (liczy prawie 500 stron), ale oceniam ją na 4 gwiazdki.

Do lektury książki polecam ścieżkę dźwiękową. Nie bez przyczyny ochrzciłyśmy książkę tytułem dusznej - jest bardzo nawiedzona, ale nie w strasznym tego słowa znaczeniu. Można ją czytać samemu w nocy bez gęsiej skórki. Poza tym czytałam wiele książek tej autorki, i często po tytule trudno przypomnieć sobie treść. Dodając do tego głupie tłumaczenia tytułów, które zabijają jakiekolwiek znaczenie: Głos serca (Songs of the Humpback Whale) albo Deszczowa noc (Mercy), trzeba jakoś je przybliżyć uściśleniami jak: zabił chorą żonę na raka. Agata może się ze mną nie zgodzić, ale jest to dosyć przewidywalna proza, pewne motywy powtarzając się przewijają przez kolejne powieści. Rzadkie i śmiertelne choroby, Indianie, Nowa Anglia i jej zapadłe miasteczka (zupełnie jak Stars Hollow z wyglądu) proces sądowy, zawiłości medycyny sądowej i analizy DNA, zagubione rodziny i - co najlepsze lub najgorsze - często nieoczekiwane zakończenie z niespodziewaną bezsensowną śmiercią włącznie. Akurat w dusznej książce (bo jest nawiedzona) kostuchę udało się oszukać.

sobota, 5 listopada 2011

Dzieci Stalina


Do kupienia tej książki nakłoniła mnie reklama na stacji metra: Dzieci Stalina. Trzy pokolenia miłości i wojny, biograficzna i tak dalej. Na fali mojej miłości do wszystkiego co rosyjskie, kupiłam ją. Książka mnie nie zawiodła, obfituje w dramatyczne historie ludzi doświadczonych wojną i sowieckim reżimem, opisuje też bohaterów zdolnych przeżyć w tak niebezpiecznych czasach. Rodzinne tragedie i zwroty akcji to jedno, ale głównym motywem książki miała być wielka miłość Rosjanki i Anglika, który pojawił się w Moskwie na wymianie studenckiej. I tu zaczynają się schody. Autor książki opisywał historię życia swoich rodziców, którym głównym akcentem jest dążenie do umożliwienia Ludmile opuszczenie ZSRR, oczywiście jest to praktycznie niemożliwe. Szereg niepowodzeń, straconych nadziei i raz po raz podejmowanej na nowo walki przerywają jedynie sporadyczne spotkanie młodej pary (raz na kilka lat). Podczas lektury miałam nieustanne wrażenie, że młodego Anglika pasjonuje sama walka z systemem, próba osiągnięcia niemożliwego, a miłość do Ludmiły jest tylko dodatkiem, bo w trudnej sytuacji nie mieli szansy poznać i pokochać się tak naprawdę.
Dla osób szukających autentycznego świadectwa życia w Związku Radzieckim jest to doskonałą książka, tak samo dla miłośników wartkiej akcji. Przeplatanie się wspomnień o ojcu i własnych doświadczeń syna z życia w post-radzieckiej Rosji czyni książkę interesującą pozycją dla rusofilów takich jak ja. Ale jeżeli macie zamiar szukać tam "trzech pokoleń wielkiej miłości", to radzę szukać dalej.

piątek, 19 sierpnia 2011

Gniade komarrry

Jakaś epidemia komarów, gryzą codziennie, wszędzie, jestem jednym wielkim bąblem, pachnę OFFem na kilometr i tak wiele z tego nie wynika. I obserwujęje w ciekawym momencie ich życia- pod koniec:D A jak nie jestem gryziona to siedzę w domu, czytam książki białych czy czarnych masajek lub Danielle Steel, i trochę piszę To-czego-nazwy-nie-wolno-wymawiać. A dobrze byłoby to też skończyć. Trochę motywuje mnie myśl, ze może na jakiś prezencik zasłużę, ale chociaż w porównaniu (wg mnie ofkors) z innymi uczelniami to tylko na UW (PW, SGH może też) Naprawdę się pisze magisterkę, a nie przepisuje internet - to pewnie nie dostanę drobnej sumy pieniędzy za którą można kupić robocik Kitchen Aid <3 Pewnie już nigdzie nie wyjadę, choć bym chciała gdzieś z Cyrylem. On też by chciał, ale z pieniążkami krucho. A kto nie ma miedzi-ten w domu siedzi. Może kiedyś wreszcie zrealizuję swoje marzenie i napiszę książkę i będę miała kasy tyle co Rick Castle ( z serialu Castle)? Ale jaka to miałaby być książka? Pewnie romans, ale nie głupia naiwna szmira w stylu Danielle Steel których tyle czytam, tylko coś jak ja - dowcipne, lekkie, pastelowe, czasami poważne, depresyjne i ponure jak cmentarz w noc listopadową! Okraszone filozoficznymi wywodami, poetycznymi wstawkami. Jak letni ogród - ale nie książka Pauliny Simmons Letni Ogród, never!! Może trochę z fantasy - wróżki z motylimi skrzydłami pasują do ogrodów:) albo gąsienice zawisaka tawulca i ich ładne kupki - kolejne moje zainteresowanie, koty, ptaki i robaki.
Czemu mnie naszło na tą książkę? Kiedyś, dawno dawno temu zanim jeszcze chodziłam z Cyrylem (parę godzin zanim chodziłam) on powiedział mi ze jego marzeniem jest polecieć w Kosmos! Takiego Cyryla pokochałam, wesołego chłopaka bujającego w gwiazdach i sputnikach ;) No i mnie zapytał jakie jest moje marzenie. To ja, niezbyt kreatywnie, ale za to bardzo przyziemnie wydukałam: Dom, rodzina, dzieci... To nie jest takie oczywiste. Nie każdy z Was (jeżeli są tam jacyś Wy) będzie to miał. Teraz bym powiedziała: napisać książkę! To przynajmniej nie brzmi tak luzersko ;) nawet niedługo może się to marzenie spełnić, tylko książka będzie miałą taki sam tytuł jak wielu tysięcy innych: Praca Magisterska.

Aha, i podoba mi się nowa płyta Dody i chcę ją kupić!

czwartek, 17 marca 2011

Biegun polarny

Skończyłam czytać właśnie książkę o kobiecie na biegunie południowym. To fascynujące, jak człowiek potrafi znaleźć swoje miejsce na Ziemi nawet na Antarktydzie, i tęsknić za nim po powrocie do, zdawało by się, lepszego świata. Takie doświadczenia zmieniają człowieka raz na zawsze, no akurat w tym wypadku autorce się nie powiodło, bo na biegunie zachorowała na raka i nie wiadomo ile sobie pożyje. A na pewno z tego powodu już tam nie wróci. Biegun polarny... to jak stacja kosmiczna, albo jeszcze gorzej.

Sama czuję się niespecjalnie. Trudno oczekiwać, ze raptem po roku od pierwszych prób wyjścia z stadium "permanentnego pisklaka kukułki" będę już mogła spijać śmietankę moich dokonań - i oczywiście tak nie jest. Teraz z wyrzutem patrzę na siebie z przeszłości, nie robiącą nic oprócz otwierania dzioba, ale wiem doskonale, i wiedziałam wtedy, że za wcześnie było żeby rozwinąć skrzydła. Więc teraz - trzymając się zoologicznych metafor - trzeba podkulić ogon, położyć uszy po sobie i jakoś brnąć dalej. Jestem mistrzynią w wymyślaniu dla siebie usprawiedliwień, jednych lepszych, innych gorszych. Obarczam Cyryla moimi problemami non stop: a to że muszę przejść na dietę Ducana (fuu), a to że marzę o wyprowadzce, a on... nie wiem czemu nadal ma ochotę tego słuchać. Kiepska ze mnie dziewczyna, narzeka, myśli tylko o sobie. Ale jest mi ciężko, i cały czas się zastanawiam, czy kochać to nie za mało.
A w tym semestrze naprawdę się nie przepracowuję, mam dwa dni w tygodniu prawie wolne, w porównaniu z poprzednim, mam bardzo mało zajęć... więc czemu ja się dziwię że nie ma efektów z takiego lenistwa. Nawet ćwiczenia z rosyjskiego (6 godzin zegarowych w tyg.! ) przypominają: труд кормит, лень портит.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...