- Filiżanki i kubki i inne naczynia, w tym kominki zapachowe. Na firmowe mikołajki dostałam dwie filiżanki z talerzykiem. Ładne i słodkie, ale małe na espresso no i tylko 2... Kiedyś na gwiazdkę dostałam zestaw dzbanuszek, filiżankę i talerz, razem składało się to w bałwanka. Też ładne. ale przydatne w ogóle nie! Bo tylko 1 filiżanka no i tylko na okres świąt. Brzydki kominek zapachowy stał w szafie ze 2 lata, wystawiłam na śmietnik i nigdy więcej o nim nie mówię.
- Dekoracyjne mydła - są ładne, ale do mycia się nie nadają, bo to mydła które zmywają warstwę lipidową i skóra jest jak papier ścierny.
- Bazarowa biżuteria bo jest brzydka i kiczowata.
- Bazarowe kosmetyki, mówię tu np. o kremie firmy Cien z Lidla, który śmierdział, a był w słoiku 400ml.
- Świeczki - większość kończy jako durnostoje. Czasami są bardzo ładne, czy pachnące - takie lubimy, więc trzeba być ostrożnym.
- Wg Cyryla - prezenty, których zadaniem jest skłonić do podjęcia działania. Np. chcę żeby on zaczął ćwiczyć, więc kupuję mu hantle. Taki prezent może tylko wkurzyć.
sobota, 21 grudnia 2013
święta bez prezenta
niedziela, 3 listopada 2013
What does the fox say?
- Blender z pojemnikiem do miksowania, kruszenia lodu etc. i trzepaczką firmy Bosch
- Odkurzacz z filtrem HEPA (chyba dobry jest) firmy obojętnej
- Opiekacz 3 w 1 z funkcją grilla i gofrownicy firmy obojętnej, wg recenzji czy dobry czy zły zawsze ktoś jest niezadowolony. Więc lepiej jak tani się zepsuje
środa, 5 grudnia 2012
Lewy rękaw
środa, 9 lutego 2011
Jutro bedzie futro
Więc na razie sama mam ferie, i co robię... tartę cytrynową. Kurczaka w cieście, piorę, sprzątam, nawet piszę coś na kształt magisterki (cały czas się zastanawiam: czy praca badawcza polega na przepisywaniu książek własnymi słowami?) oglądam filmy, seriale, gram w scrabble, chodzę na zakupy :D czytam książki polskie, rosyjskie, angielskie. Wymyślam temat na Long Paper. Wczoraj wymyśliłam "Content Language Integrated Learning with Art something". W ramach zakupów - kupiłam na allegro spóźniony prezent dla Cyryla na Gwiazdkę, obronę, i Walentynki. Aż wstyd że tak późno, no on też niczego nie podarował. Mało tego! nie dośćże musiałam wymyślić prezent dla niego (oczywiście konsultowałam z nim), to jeszcze dla siebie! Stanęło na perfumach,(to znaczy wodzie toaletowej) i znowu ja nie dość że sama wybierałam zapach (to oczywiste) to latałam po superpharmach żeby sprawdzić promocję! No i jeszcze słownik Pons polsko rosyjski ilustrowany, to już chyba chłopak sam sobie poradzi. A na domiar złego chyba w przyszłym tygodniu jedzie na narty. Ja nie chcę / nie mogę. Chyba bardziej nie chcę, bo uświadomiłam sobie że gdyby jechali bez nart, to bym bardziej chciała.
środa, 2 grudnia 2009
u r o d z i n y
Wydawało mi się że po pewnym czasie wejdziemy na etap w związku, na którym przez jakiś czas pozostaniemy, z pewną rutyną zachowań i przyzwyczajeń, ze stałą siłą uczuć. Z Maćkiem na tym etapie (który zresztą nie był specjalnie wygórowany, niestety-stety) byliśmy parę lat. Ba, nawet się cofaliśmy. Żeby po tak długim czasie skończyć jako uczuciowy i psychiczny bankrut z zerem na koncie.
Teraz związek jest oprocentowany na większe uczucie. Odsetki są znacznie większe, a i ryzyko straty wkładu własnego nieporównywalnie mniejsze. Porzucając finansowe metafory, nie ma stabilizacji głównie z powodu kłopotów lokalowych. To dlatego musimy się włóczyć po różnych gastronomiach jadłem i piwem plynących, dlatego za każdym razem uświadamiamy sobie, że jesteśmy dla siebie coraz ważniejsi, że jedno sprawia że nad drugim zawsze świeci słońce. Może nie brzmi to zbyt logicznie, ale gdybyśmy się spotykali w ustroniu 4 ścian, to zajmowalibyśmy się napewno nie konwersacją - czego obawiałam się, gdy warunki lokalowe jeszcze były. Obawiałam się powtórki z poprzedniego związku, że oddalimy się od siebie i Cyryl będzie dla mnie "kolegą z którym chodzę do łóżka" jakim był Maciek. Zamiast tego: zawieszenie akcji, powrót do etapu który powinien nastąpić przed pościelą. Oprócz oczywistych niedostatków- tak jak pisałam, w długoterminowym rozliczeniu- są też zalety.
Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale sytuacja napewno się rozwiąże, a wtedy będziemy zbierali plony tego, pod co teraz szykujemy grunt.
Część bardziej opisowa: dostałam od Cyryla parę prezentów, nie tylko materialnych. Ten najważniejszy był już tydzień temu, a były to słowa na które tak długo czekałam. Powiedział ze mnie kocha, i wiem że mówił na serio- gdyby chciał skłamać czy sobie zażartować, już dawno bym to usłyszała. Drugi prezent, można tak go nazwać, bo było to coś, czego sobie zażyczyłam, to było zgolenie przez niego brody. Wiem ze też nie przyszło mu to łatwo, bo od lata to odkładał, ale teraz sam stwierdza że już tak zostanie. Po prostu broda dodawała mu za dużo lat i powagi, nie pasowała do jego charakteru. Materialne trzy, bardzo mnie cieszące, ale w porównaniu do poprzednich - mało ważne, bo po prostu wzięte z listy: to perfumy które bardzo mi się podobają. Mała inwencja, ale ile kasy, malutka buteleczka 30ml Amor Amor Tentation kosztuje około 170 zł :O aż mi głupio, ile kasy on na mnie wydaje, jak gdzieś idziemy to też prawie zawsze on za mnie płaci. Ale gdyby tak nie było, po prostu byśmy nigdzie ni echodzili, albo zamiast na pizzę to na spacer moknąć w parku.
sobota, 27 grudnia 2008
Cold Long Winter
Czas na kolejny post..więc jest juz po światach. Oczywiście, Wymarzonego księcia pod choinką nie znalazłam, choc prawie każdy mi go życzył. Za to mam katar..słaba rekompensata, cóż, przynajmniej jest nas dwójka.
Prezentów z mojej listy nie dostałam ani jednego, było nawet gorzej, bo nie pozwalali mi pić Desperadosa >.<>torebeczkę, która delikatnie zasugerowałam Mikołajowi, koszulkę nocną z Hello Kitty, która jest obłednie słodka i awansowała na moja ulubioną- nawet przed różową z centkami. Kalendarzyk z Irisami van Gogha na okładce - wreszcie będę mogła planowac sobie życie, i chustkę - w stylu jak arafatka, ale żółciutka, tez mój gust. No i wiadomo od CiocioBabć - dwa zestawy kosmetyków, czekoladki, i kasę no i jeszcze iPoda Shuffle - tego mini :) od kuzynki, sądzę że dostała jako gadżet firmowy i rozdała dalej.
Co do żakiety Carska Rosja - wyczytałam że ta śmieszna nazwa pochodzi od kroju carskich mundurów (czy ja wiem...) a sam żakiet zakupiłam na allegro za 15 zł, i to Zary :) tylko bez 3 guzików, pfff, co to za problem.
Teraz sama mogę sobie kupować prezenty, bo 4 dni przed świątami pracowałam pilnie w Rossmannie Piaseczno pakując klientom siatki z zakupami. Koleżanka zarzekała się: Boże, proszę abym nigdy wiecej nie musiała pracować w sklepie na / przy kasie. Ja nie jestem taka kategoryczna...nigdy nic nie wiadomo, wolę to niż sortowanie odpadów czy składanie płyt dvd . Było miło - tzn: nie było niemiło, wszystko normalnie, inne pracownice sympatyczne, ludzie nawet też, o ile nie awanturowali się "A to moje! czemu to pani zabiera!!!" , ale bite 8 godzin na nogach (serio, siedziałam 15 min na przerwie) to nie sielanka. Inwentaryzacje były mniej męczące, gdyby nie to, że były w nocy. Pensja przyjdzie po Nowym Roku, ale już sobie kupiłam gifta (przeciez nie ma tak, zebym nie miała grosza na koncie) i była to kurteczka z Bershki. Czasami mam potrzebę zrzucenia z siebie grzecznych sweterków i bluzeczek, a przywdziania czegos bardziej hard-core'owego:) to ma być niby krok w stronę znalezienia męża...akurat. Może chociaz sama będę sie lepiej czuła, a to pierwszy krok :)
niedziela, 21 grudnia 2008
At The Beginning
Pisząc tytuł tej notki, wpadłam na pomysł, aby każda z nich zaczynała się (jak każdy odcinek Grey's Anatomy) od tytułu piosenki :)
To mój drugi blog, poprzedni poniósł śmierć razem z całym serwerem mylog-faken-pl. Cieszę się, że moge zacząć coś od nowa. Kręcę sie niespokojnie na krześle, bo nie wiem o czym powinna być ta pierwsza notka. Myślałam o liście prezentów świątecznych, ale juz za późno i tak, żeby ktoś się nią zasugerował. Ale może... żebym miała co skonfrontować w przyszłym roku z rzeczywistością.
Więc oto lista rzeczy, które pragnę.
- Tego Wymarzonego, Wytęsknionego
- notebooka Asus EEE 10' w kolorze zielonym ^^
- coś, o czym właściwie marzę, ale jeszcze nie wiem co to
- żakiecik czarny/ brązowy w stylu umownie przeze mnie zwanym "Carska Rosja"
- ładne ciepłe i wygodne buty na zimę
- płaszczyk na zimę- jak wyżej
- pędzel kabuki z Sephory
- mozaikę do twarzy do pędzla- jak szaleć to szaleć: Fresh Bloom Clinique
- książkę Jane Austen (oprócz Perswazji i Opactwa Northanger)
- dużo czekolady z bąbelkami
- zapas Desperadosa ^^
tak piszę i wymyślam, ale nawet gdybym dostała to wszystko, ale bez punktu 1, to i tak w moim życiu nic nie zmieniło by się na lepiej... trochę bym się pocieszyła, krócej, może dłużej, może cieszyłabym sie za każdym razem zakładając płaszcz czy malując twarz. Ale to tylko zadowolenie. Kiedy będzie mi smutno, a samotność bedzie uwierała w serce jak za małe buty - to co mi po notebooku, żakiecie, nawet samochodzie?
Potzrebuję Punktu Pierwszego, kogoś, kto nada mojemu życiu zgubiony sens, sprawi że ono wreszcie sie zacznie. Przeczę tu trochę sama sobie, bo zawsze krytykowałam definiowanie swojej osoby przez to, z kim się jest, ale jednak... who shall deliver me?

