Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 marca 2014

Light in the dark

Mentor - Rozjaśnia ciemność.
Zawsze doszukujesz się głębszego znaczenia pośród swoich myśli, w swoich relacjach z innymi ludźmi i ze światem materialnym. Starasz się zrozumieć postępowanie innych i masz przenikliwy wgląd w ludzi. W działaniu jesteś skrupulatny i wierny wyznawanym wartościom. Twoją misją jest zrobić coś dla innych ludzi. Potrafisz przy tym zachować odwagę, dobrą organizację i zdecydowanie. 
Dwa razy rozwiązywałam ten test, i mimo zaznaczenia trochę innych odpowiedzi, wynik wyszedł ten sam.
Czy się z tym zgadzam? Miałam problemy z odpowiedziami na pytania. Czy ja lubię być w centrum uwagi? Lubię gdy ludzie słuchają tego co mówię, otaczają mnie znajomi - ale nie mam charyzmy, nie przyciągam uwagi otoczenia. Najczęściej ludzie mnie ignorują, wiele razy na imprezach siedziałam poza wianuszkiem "adorancji". W związku z tym nawet przestaję próbować gdy jestem w większej grupie, czy to w pracy, czy na spotkaniu. Aktualnie w pracy mam o tyle trudniej, że gadam po angielsku. A nie wszyscy rozumieją all, niektórzy to ledwo co (wykształcone nauczycielki??) np. mówię "four thirty" - A, o szesnastej? "eleven twenty" - Wpół do jedenastej? Też nie chce mi sie dzielić jakiś informacji z życia pt. "Gotuję obiad, a tu niestety sztućce w nastawionej zmywarce! Łyżeczkami do herbaty jedliśmy, hahaha".
Samokrytyka moja: Jestem perfekcjonistką - wszystko ma być super, a jak nie jest, to wpadam w depresję. Zazdroszczę. Są sprawy, na które mam wpływ - np. prawo jazdy zależy ode mnie. Z obiektywnych przyczyn przerwałam jazdy, czekam na sprzyjające warunki. Aktualnie myślę o mieszkaniu. Nie mam wpływu na to, że żadnego nie dostałam w prezencie, wkurzam się. Myślę o kredycie. Ale boję się, co z pracą - gdybym straciła tą co mam, jak długo będę szukać? Oszczędności praktycznie nie mam, bo wydaję na wynajem. Logicznie by było nie wynajmować, wrócić do rodziców na jakiś czas, oszczędzić choć 10 tys na wszelki wypadek.
W pracy jedna dziewczyna jest w ciąży z drugim dzieckiem. Ma męża etc, więc to inna sytuacja, przecież ja nie chcę mieć teraz dziecka. Chyba jej nie zazdroszczę - może tego, że wie czego chce?
Ciągle się porównuję z innymi - gdy nie miałam pracy, lubiłam myśleć że nie jestem sama, bo X i Z nie ma. O prawie jazdy to samo: Y ma, ale nie jeździ, Q nie ma w ogóle. W serialu TVN gra dziewczyna z mojego liceum z równoległej klasy. No tego akurat nie zazdraszczam.

niedziela, 2 lutego 2014

Co Ci leży na duszy?

Jakby dobrze nie było, zawsze coś leży na duszy i gryzie! U mnie jest to aktualnie:
- kupiłam w SF pomadkę i nie odpakowaną zgubiłam już...
- muszę zwrócić do Tesco za małą bluzkę
- do pracy na wtorek trzeba cos tam przygotować i pewnie na wiele innych dni też
- muszę kiedyś załatwić Kartę Warszawiaka
- o prawie jazdy 'to do' nawet nie wspomnu

Przynajmniej mam już studia za sobą... ile to już minęło, w lipcu 2012 skończyłam. Zawsze mogę zacząć następne - może byłoby to przydatne. Jakąś pedagogikę jeżeli czuję że to moja przyszłość? Lub coś innego jeśli tego nie czuję.

Kupiliśmy bilety na majówkę do Włoch, urlopy wzięte. mam nadzieję że będzie fajnie. Byłam we Włoszech raz, ze swoim exboyfriendem. I to prawie tyle co mogę powiedzieć. Co pamiętam?
Piękną pogodę późnego lata, wąskie uliczki we Fiesole, kamienne domy, okiennice. Cyprysy, oliwki i piękną panoramę Toskanii za oknem. Zapchaną turystami Florencję, mauzoleum Medyceuszy w San Lorenzo otoczonym przez kramy z pamiątkami, Santa Maria Novella za rusztowaniami. Na Piazza del Duomo znaleźliśmy jakąś bransoletkę, ale złota chyba nie była. Galleria degli Uffizi, Ponte Vecchio, Ospedale Degli Innocenti, cele mnichów w San Marco, ciasne autobusy spowrotem do Fiesole, gdzie nie zobaczyłam Tomba Etrusca ;/ ale wykąpałam się w basenie. Piza ze zdechłym szczurem na ulicy i gniocchi na obiad, Lucca ze znikającym pod ulicą słupkiem-szlabankiem, kot pod krzesłem, piękna katedra, kawa i tiramisu. I znowu bazar z pamiątkami dla turystów. Oczywiście pizzę też jadłam, ale moja pamięć kulinarna nie jest tak dobra jak dziadka Maćka, więc jakoś innych dobrych jedzonek nie pamiętam. Pamiętam jak Maćka babcia dałą mi ostrygę, ale mi nie-sma-ko-wa-ła. Pamiętam marynowane marchewki w Austrii w zajeździe przy autostradzie. Nie była to era aparatów w telefonach, więc zdjęć nie mam za dużo. 


Jakoś ta notka nie trzyma się całości. Weekend mija, minął właściwie, a czego dokonałam? W sobotę miałam lekcję z dziewczynką, spędziłam prawie 5 godzin w domu u rodziców, wieczorem poszliśmy do Sphinxa. Gdy szłam spać, Cyryl leżał pod kocem na kanapie. Powiedział że też idzie spać, tylko pozamyka komputer. Ale oczy zamknęły mu sie pierwsze i przyznał się rano że do 6 spał na kanapie... LOL nie jest z niego porządny chłopak. Za to ja jestem porządna dziewczyna, w niedzielę wstałąm tylko o 10, zjadłam chałkę, dokończyłam odcinek serialu i wytarłam kurze z mebli, nastawiłam pranie. Cyryl wstał gdzieś po drodze, wyrzucił śmieci, odkurzył i umył podłogi. Ja zrobiłam ciasto z bananem, polecam przepis. I pojechałam do pracy robić dekoracje na imprezę poniedziałkową - jutrzejszą. Bal karnawałowy, wyszła niezła wieś tańczy i śpiewa. Cyryl pojechał ze znajomymi na piwo, ciekawe co powiedzieli na jego fryzurę ;> Jak popatrzyłam na jego długowłose zdjęcia, to teraz mi sie wcale nie podoba.

niedziela, 5 stycznia 2014

Dobre nawyki na nowy rok

Te postanowienia noworoczne, obietnice, szczery lecz słomiany zapał i dobre  chęci, którymi wybrukowane jest piekło (już piecze). Pomyślmy o dobrych nawykach, które w zamian możemy wprowadzić w życie i uczynić je ciut lepszym.


  • Rób zamiast myśleć. Nie odkładaj na potem. Oj, muszę pozmywać, nie chce mi się, obejrzę film...drugi...trzeci... a tu nadal nie pozmywane i wyrzuty sumienia gryzą!
  • Jeśli coś zajmuje mniej niż 5 minut, to nie myśl, tylko zrób! Nie zapisuj na "To do list", bo to zajmie więcej czasu niż powieszenie prania np.
  • Pielęgnuj w sobie spokój. Tylko spokój może nas uratować. Nie chcesz być sąsiadem hejterem co tylko biega po klatce i zamyka na klucz drzwi. Wejściowe. Do bloku. Drogę ewakuacyjną.
  • Jedz owoce i warzywa. Łatwo mówić jak się pracuje w przedszkolu i pokrojone warzywka i owocki są na podwieczorki.
  • Pij więcej wody lub herbaty, a mniej kawy. Ja nie jestem kawową osobą, rano zawsze piję herbatę bo lepiej mnie orzeźwia, kawa - pewnie przez zawartość mleka- jest za ciężka. Lubie ją, oczywiście z tego samego powodu i używania cukru.
  • Używaj kremu do twarzy rano i wieczorem.
  • Zrezygnuj z kartofli i białego pieczywa. O i nie przesadzaj z solą i cukrem. Są inne przyprawy, pieprz co najmniej, które nie wpływają źle na organizm.
  • Alkohol jest fajny, ale zadaj sobie pytanie, czy nie sięgasz po niego za często. Sądzę że raz w tygodniu wystarczy. Oczywiście w umiarkowanej ilości, tak żeby kac nie j*bał. Jak j*bie - znaczy że przesadziłoś.
  • Nie czytaj pudelka, tylko joemonstera :D lub oglądaj stylowi.pl. Ogólnie nie ma sensu otaczać się faktami, które budują nienawiść do Biebera czy innych pustaków.
Lista inspirowana 11 nawyków na Nowy Rok. Niektóre dziwaczne, no cóż. Jak mam zrezygnować z napojów, których nie piję?


Lista dokonań weekendu:
  1. Skręcenie mebli z Ikei, szafa Morvik i komoda Malm. Sypialnia wygląda super. 
  2. Wyrzucanie choinki. Była ładna, ale być może dostałam alergii na pleśnie i grzyby rozwijające się na drzewku.
  3. Posprzątanie po choince, skręcaniu mebli i ogólnie
  4. Zakupy spożywcze oraz ubraniowe oraz karbowane nożyczki.
  5. Zapis na teorię prawa jazdy.
  6. Babski wieczór z sis Jaskrą mą

sobota, 9 listopada 2013

Odkurzacz

W mieszkaniu nie było odkurzacza, a jak bez niego żyć? Można nie sprzątać, ale nie jesteśmy dzikusami, standardy obowiązują a brud w oczy kole. Dostałam od rodziców fundusze na odkurzacz, wreszcie udało nam się dotrzeć do sklepu. (Raz się nie udało zgrać i znaleźć, bo Cyrylowi padł telefon, więc ja w sklepie sama kupiłam bluzki za 120 zł, ale żadnego odkurzacza. Za drugim razem poszłam na piwo z koleżankami z pracy w intencji ochrony przed rota wirusem po incydencie z wymiotującym dzieckiem. Modlitwy daremne, o czym potem.) Dzień wcześniej padłam na rota wirusa i nie oddalałam się od ubikacji. Dziś już zbliżam się do lodówki powoli, i pojechaliśmy na zakupy. Wybrać odkurzacz - wszystkie są takie same. Różnią się kolorem, wielkością, no i ceną. Więc jaki wybrałam? Najładniejszy. Musiałam dołożyć ze swoich trochę. Blendera nie kupiłam, bo po pierwsze nie znam i nie ufam firmie Clatronic, i nie był piękny. Oprócz odkurzacza dokupiliśmy parę przydatnych drobiazgów jak papier toaletowy (Trudny wybór. Weźmy Velvet. Oj, najdroższy...) ręczniki kuchenne, kawa, woda, płyn do prania, dezodoranty, pierogi, itp, itd i prawie dobiliśmy do ceny odkurzacza.  Jak to możliwe, że wszystko jest taaakie drogie? Wróć. Drogie może nie, ale ile tych rzeczy w domu potrzeba? Jedzenie, mycie, sprzątanie, pranie. Do każdego trzeba coś kupić, akcesoria i produkty. Jak będziemy się stąd wyprowadzać, to trzeba TIRa zamówić!

Logika Weroniki: Co ugotować na obiad? O, wiem, zrobię nadziewane papryki. Akurat mam 2 (dwie i tylko dwie =='). Ojej, mam za dużo farszu :< jak na dwie małe papryki. A, nadzieję też cukinie :D I co teraz? Jak włożę połówki cukinii do garnka? :< Ojejku, do piekarnika, jakoś to będzie!


Może jednak nie dziwne że wszyscy się pytają a jak mi idzie z gotowaniem. Gotować trzeba jak się mieszka bez mamusi i nie ma co się zastanawiać, z przepisu albo z głowy. Najczęściej makaron, ryż lub kasza z sosem, wtedy nie trzeba dodatkowo surówki. 

Teraz zobaczyłam na ceneo ten samże odkurzacz 60 zł taniej :/ ale przesyłka pewnie by też coś kosztowała.
Zadzwoniła do mnie babka w odpowiedzi na ogłoszenie z korków. Ucieszyłam się że będę miała ucznia. Ale ona ze z koleżanką :/ organizują jakąś kampanię w Europie Wschodniej i Polsce :/ i wyszukują osób znających język, które by chciały się zaangażować. Wynagrodzenie bardzo zadowalające, coś z nowymi technologiami... albo handel ludźmi?  I czy byśmy się nie spotkały na kawie w Arkadii :/ Byśmy się nie spotkały :/

czwartek, 18 lipca 2013

O wsi wesoła i spokojna!

W bibliotece w dziale nowości zakuła mnie w oczy książka autorstwa koleżanki z roku z historii sztuki. Koleżanka to duże słowo, nie lubiłam jej stylu bycia i wywyższania się nad maluczkich jak ja co oglądają Animal Planet zamiast rozwijać się intelektualnie, chodzić po modnych przybytkach jak jadłodajnie filozoficzne czy nawet nie mam przykładu żeby podać. Jeździć na Erasmusy, mówić po niemiecku (a nie po rusku jak kacapy) i pracować w wyuczonym zawodzie przy biurku, a nie ganiać dzieci po szkole. Ubierać się w zawsze idealnie dobrane spódniczki i sweterki i perłową biżuterię zamiast dżinsów z dziurami i bluzy z Tchibo na bluzkę z ciuchów. O ile mi wiadomo, zamieszkiwać na Powiślu w pewnie bardziej prestiżowych warunkach niż klitka na ursynowskim blokowisku. No więc jej życie upływa tak odmiennie od mojego, że aż trudno uwierzyć że w jakimś momencie osi naszej egzystencji się przecięły, tylko dla Niej historia sztuki była dobrym i przyszłościowym wyborem, a nie jak dla mnie - bezużyteczną gałęzią w edukacji. Zawsze marzyłam o artystycznym spełnieniu w dowolnej dziedzinie, malarsko wizualnej, designerskiej czy pisarskiej właśnie - a tu taka Ona wydaje książkę (powiedzmy sobie szczerze, raczej mało kto ją będzie czytał poza studentami). Ja nadal spełniam się przesadzając kwiatki, lepiąc mielone i pisząc bloga... I jak żyć?
Mówiąc o literaturze, w domenie polskich autorek książek dla kobiet ostatnio króluje literatura zaściankowa, o wsi spokojnej właśnie. Z Kalicińską na czele i wieloma naśladującymi ten pomysł spadkobiercami. Być może się mylę, opisuję trend, który widzę - na półkach w księgarniach zaroiło się o książek o zwykłym szarym życiu, o pracy, problemach w domu, chorobach. To by było zbyt dołujące, więc bohaterki przełamują marazm i niechęć do wszystkiego przez nowe przedsięwzięcia, jak wyprowadzka na wieś lub otwarcie gastronomii (Dom nad rozlewiskiem, Sukienka z mgieł, Poduszka w różowe słonie, Rok w Poziomce itp. autorki różne) Szczególnie Kalicińska zaszła mi za skórę meldując swoich bohaterów (swoje bohaterki!) niby w zwykłych realiach, ale jednak na Saskiej Kępie, w willi na Żoliborzu, na strychu na Starówce i wyrażając się z pogardą o szarych, bezdrzewnych (sic!) blokowiskach Ursynowa i Gocławia. J.M. Chmielewska (nie mylić z Tą Chmielewską) zatrudnia bohaterki o ile dobrze pamiętam w niezwykłej kawiarni czy herbaciarni, która zmienia ich losy, a i kawa jest nie z tej ziemi. Michalak nawet umieszcza siebie samą (po imieniu) w książce jako trochę metafizyczną dziwną duchową przewodniczkę / doradcę postaci... Które dokonują niezwykłych czynów utrzymując płynność finansową pracując w wydawnictwie. Wszystkie te książki napisane są całkiem ładnie, styl przeważnie nie zgrzyta w zębach, jednak chętny krytyk zawsze coś znajdzie. Język Kalicińskiej czasami jeży mi włos na głowie: (fragment wymyślony, ale tak to wygląda) "Dostałam od Jurka kwiaty. Ładne!" "Ugotowałam krupnik na żeberkach. Smaczny wyszedł!". Michalak uparcie opisuje swoją bohaterkę jako "dziewczyna", choć 30-tka dawno jej stuknęła.
Z zażenowaniem muszę jednak przyznać, że z przyjemnością i zaciekawieniem przeczytałam wszystkie te książki chętniej niż Salmana Rushdiego, którego nadal męczę.

środa, 8 maja 2013

TAG: nigdy nie wychodzę z domu bez...


A więc bez czego ja nie wyjdę z domu - lub po co się wracam, i bez czego czuję się źle i nawet rozmyślam nad zakupem w kiosku.

  • telefon
  • portfel - choć na zakupy z towarzystwem opłaca się go nie brać
  • okulary - bom ślepa, ale odmawiam ciągłego noszenia
  • chusteczki - wysmarkać się w paragon, liść w lesie czy palce można, ale po co
  • pomadka - suche usta są brzydkie i powodują dyskomfort, oblizuję je jakby to miało coś pomóc a nie zaszkodzić...
  • podpaski tampony - bo nigdy nie wiesz kiedy @ cię dopadnie, a jak już dopadła to kiedy będą potrzebne
  • aaa, klucze do domu, bo tutaj bez karty do furtki/drzwi nawet na podwórko nie wejdę
  • guma do żucia / cukierki opcjonalnie bo miło w drodze sobie coś pociamkać
  • słuchawki do telefonu - absolutny must have dla mojego zdrowia psychicznego w środkach komunikacji
  • gumka do włosów - bo włosy wpadające do buzi to nie moje hobby
Czy coś jeszcze... opcjonalnie, może nie przy sobie, ale na wyjazdy czy coś, w domu przydaje się:
  • pendrive mój chomiczek
  • kalendarz
To chyba wszystko i powód dlaczego torba taka ciężka nawet pusta tzn tylko z niezbędnikiem. Mam duży i ciężki portfel, nie dlatego żem bogata, tylko sam w sobie waży sporo.
Wodę noszę rzadko, teraz jest ciepło więc awansuje na must have, ale picie wody sprawia że co innego staje się niezbędne, a tramwaje czy metro tego nie oferuje (nie za darmo). Często mam kanapki. Teraz potrzebne też okulary słoneczne, a książkę do czytania mam w telefonie - aktualnie The Swan Kingdom - Zoe Marriott.

Mam nowy kompjuter, malutki Acer - nie chciałam tej firmy ale jednak jego wybraliśmy ze względu na matową matrycę i wymienną baterię, a nie wbudowaną jak w Asusie. A, i jest niebieski...

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Collages


Czy kolarze robią kolaże? Nie można zmienić kobiety, można zmienić kobietę, ale to nic nie zmieni... Parę obrazków z mojego życia codziennego, pomyślałam ze obrazy mówią więcej niż słowa. Co więc mówią o mnie te obrazy? Stać Cię na syrop klonowy, ale pieczesz ciasto w prodiżu i myjesz ogórki w łazience! Kefir i wafle kukurydziane nic nie pomogą po zjedzeniu tych wszystkich ciastek. 

http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/jak-urzadzic-sypialnie,85339.html  materiał z dzień dobry TVN czemu źle mi się śpi - bo nogami jestem i do drzwi, i do lustra!

środa, 24 kwietnia 2013

ezakupy dla leniwej gospodyni

Pragnę otwarcie zaznaczyć główne punkty mojej notki na samym jej początku. Są to dwie nowe w moim życiu kwestie, zobaczymy czy się okażą warte dalszej znajomości. Pierwsze to ezakupy, które uważałam za domenę ludzi leniwych, snobistycznych i zafascynowanych nowymi możliwościami jakie daje kasa. Jakże inna okazała się rzeczywistość, gdy sama sięgnęłam po proste rozwiązanie do furtki z napisem Dostawa do domu! 
Zakupy były popakowane asortymentem, jak widać na zdj ręczniki papierowe osobno, podpaski też, mrożonki razem.
Plusy:
- najważniejsze dla osoby wątłej tężyzny fizycznej bez samochodu, nie trzeba nosić. A kilo mąki, cukru i butelka oleju etc. to może niewiele, ale autobusem z przesiadkami...
- nie trzeba tracić czasu i nerw w kolejce w sklepie, no i do naszego koszyka nie trafiają piękne, smaczne, ale drogie i niepotrzebne produkty.
- podobnie, łatwo zaplanować zakupy, przez dłuższy czas można dodawać do koszyka "co się przypomni" i nie trzeba biegać po sklepie od chleba do warzyw, a zawsze jest to daleko :P

Minusy:
- do końca nie wiesz co dostaniesz, my otrzymaliśmy np. cukier innej firmy, Sagę 40 torebek (nowy kształt? a może 40 nowych 10 starych, nie wiem, nie liczyłam) a zamawiałam 50, chleb wybranej firmy i dany rodzaj ale inne opakowanie i nie wiem czy to jest do końca to...
- nie ma tej przyjemności zakupów, które lubię. Lubię spacerować po sklepie gdy mam czas, planować obiady i sałatki, jakie ciasto może upiekę.
- nie można przeczytać składu produktu ani informacji o składnikach odżywczych.
- nie ma alkoholu w dostawie!

Jednak sądzę że będziemy korzystać z tej możliwości częściej, bo najniższy koszt dostawy to 6 złotych, a przy zakupie wody czy ciężkich środków czystości naprawdę można zaoszczędzić sporo wysiłku.

Nie wspomniałam o drugiej kwestii, bo już się zmęczyłam pisaniem na kolanie, nie mam jak się oprzeć :/ bo łóżka nie składamy. Next time

piątek, 19 kwietnia 2013

Wherever I may roam

Najbliższe notki będą miały tematykę kosmetyczno - życiową. Czy też uważacie że o ile młody przeklinaj acy człowiek jest do zniesienia (mało kultury, młody a więc głupi) to stara klnąca jak szewc baba, tzw. raszpla jest kategorycznie nie do przyjęcia? Jeśli taka Was zaczepi, to lepiej oddalić się szybkiem krokiem. Przypominając słowa trenera samoobrony z ddtvn - uciekaj gdy czujesz się niepewnie, lepiej jest być wziętą za idiotkę niż pobitą/ okradzioną / zgwałconą, a jak masz pecha to wszystko na raz. Wszystko już tu było, i recenzje książek (może do tego powrócę, tylko coś muszę przeczytać...) i filmów, i moje życie, i kulinaria. Kosmetyków nie było, no to będą! A moja siostra właśnie się zorientowała że grono.net już nie istnieje...pierwszy serwis społecznościowy, takie emocje, wspomnienia i już go nie ma. 
W tle Metallica "Of Wolf and Man", zapomniałam że mieli takie piosenki z Black Albumu.

  •  Kosmetyk nr 1, żel pod prysznic z Rossmannowej marki, zapach (jedyne na co zwróciłam uwagę obok ceny) pomarańcza i granat. Zużycie po dwóch miesiącach codziennego mycia. Jakaś poparzona laska z wizażu pisze "Niestety skończył się przed upływem dwóch tygodni. ", ale jeśli nie jecie go na śniadanie to starczy na długo. Pachnie, pieni się, myje, nie wysusza, ale zapewne też nie nawilża.
  • Kolejny punkt mógłby się pojawić w poprzedniej notce, bo to żel peelingująco-rewitalizujący Garniera z Biedronki za 12 zł. Ta sama nuta zapachowa co poprzedni, ale pachną inaczej ;) inna kompozycja chemiczna i artystyczna na opakowaniu widać. Bardzo lejący, broń Boże nie ściskać tubki bo wyleci ilość na umycie twarzy, ciała i połowy łazienki, na wizażu i takie rady się pojawiają. Małe przyjemne granulki, łatwo się zmywa, nie czyni szkody na twarzy, ładnie ją wygładza i kolejne produkty się dobrze rozsmarowują.
  • 3 i 4 omówię razem, bo dopiero wczoraj je kupiłam, nie oczekuję od nich za wiele, tylko świadomości że walczę z nieodwracalnym starzeniem swojego ciała. Są to serum Eveline, różowe na biust a białe na cellulit, kiedyś już je stosowałam.  Serum na cellulit bardzo chłodzi, zawiera mentol, co sprawia wrażenie "silnego i natychmiastowego działania".
  • http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=58542&recenzja=765462 recenzję zamieściłąm na wizażu i tam można ją przeczytać. Kupiłam bo po lekcjach mam łapy w kredzie i zarazkach pewnie też, a często po lekcjach w autobusie jem kanapkę.
  • Już się zmęczyłam. Krem do twarzy Alterry, do cery +25 przeciwzmarszczkowy. Ładny różany zapach, nawilża skórę, nie powoduje podrażnień, uczucie ściągnięcia pojawia się czasem po nałożeniu, ale gdyby nie recenzja na youtube wspominająca o tym, nawet bym nie zauważyła. Dla tych, kogo dziwi że krem przeciwzmarszczkowy powiem raz: Starzenie już się zaczęło! W wieku ponad 25 lat jest najwyższy czas na pielęgnację anty-aging. Albo już nawet za późno! Utrwalonych zmarszczek nie usunie nic (poza ingerencją chirurga)

czwartek, 7 marca 2013

Kopciuszek

Oj, przydałaby mi się profesjonalna pomoc porządkowa! Lub perfekcyjna pani domu, bo "ukraiński robot sprzątający" jest bezużyteczny, nawala w Mass Efekta. Mieszkanie jest za duże, za nowe, za brudne! Miejscami (a są to dla kurzochów miejsca strategiczne) jest niewykończone, nie ma listw podłogowych, i w rowkach między ścianą a podłogą brud hula i się rozmnaża chyba. 5 sekund po wytarciu mebli na mokro kurz znów na nich się osadza. Piękna, czarna a'la lustrzana podłoga w łazience pozwala obejrzeć swoje szczegóły anatomiczne od dołu, ale dla młodej niedoświadczonej gospodyni jest męką Tantala, Syzyfa i piętą Achillesa. Porzuciłam już mopa, szoruję ścierą na kolanach (jedyny słuszny sposób sprzątania) i nadal! Godzinę po odkurzaniu piach nadal chrzęści pod stopami... Marzę o mopie obrotowym, mokrych ściereczkach do kurzu, Pronto i o iRobot sprzątający. I czasie żeby odgruzować wszystko od góry do dołu, bo na razie sprzątam rzadko gruntownie, i często z doskoku - po 1 rzeczy, a to lustra w szafach, a to podłogę w jednym pokoju. A, zastanawiam się ile pracy bym sobie oszczędziła po ogoleniu siebie i Kiriłła na łyso :P Na dodatek zbliża się wiosna, złożyłam obietnicę że przy +15°C umyję okna. Okna tylko 3, ale duże, i 2x drzwi balkonowe, i 2x balkony.
I może na Wielkanoc mój zielony zając w akwarium na zielonym obrusie będzie się godnie prezentował :)

W sobotę rusza mój kurs ruskiego (trzeba zapłacić), więc znowu nie będę miała czasu na porządki, ani zakupy, ani wizyty na ciasteczko w domu. Piątki mam luźniejsze tylko. Najgorsze poniedziałki, wtorki, środy, potem już powoli się wyluzować mogę, sobota pracująca od 10 (o 9 w autobus żeby dojechać na Imielin) teraz z ruskim do 15:30 będzie.

sobota, 23 lutego 2013

Bite off more than one can chew

Pierwsza impreza na nowych śmieciach zakończyła się dla mnie zatruciem pokarmowym i całym dniem w łóżku - po połowie nocy nad miską w toalecie. A drinki z limonką na wyborowej limonka z miętą były przepyszne. Proza życia - gotowanie, pranie, sprzątanie i zakupy w Biedronce. No i praca, dobrze że to nie etat (tzn źle, ale czasu mam więcej) i mogę się krzątać do woli.
 
Druga impreza przebiegła lepiej (impreza, bardziej spotkanie towarzyskie w pozycji siedzącej, połączone z konsumpcją i napojami), były stare koleżanki z LO i musiałam się bardziej wykazać w roli gospodarza. Tak więc już prawie wszystkie moje koleżanki odwiedziły mnie na nowych śmieciach, a Cyryla koledzy... czy ona ma kolegów? Ma jednego, on tu już był. Mam nadzieję że za wielu się ich tu nie pojawi (a zaraz się okaże że też to czytają - więc koledzy z ławeczki są mile widziani :P ) bo znowu ciężar przyjmowania gości będzie na moich plecach, a on się świetnie pobawi i wytrzeźwieje za dwa dni. No i do tego czasu firanki mają zawisnąć - proszę o to bez przerwy.
Ale Cyryl w Zakopanem jest - nawet dwóch tygodni nie pomieszkaliśmy razem, a on sobie pojechał na narty! A ja? A praca? Dyplom? Karnisze? Ile on ma lat, żeby z dnia na dzień podejmować takie decyzje i jechać pół Polski w jakimś widzimisiu? Niby dorosły, zamieszkał z dziewczyną, a tak naprawdę to duże dziecko, które tupnie nóżką i żąda. O innych mało cywilizowanych zwyczajach nie będę wspominać. Nie mam nawet czasu tego roztrząsać, chyba złapałam zbyt wiele srok za ogon.
Mam umowy w dwóch szkołach językowych, prowadzę w nich codziennie zajęcia w różnych podstawówkach. Mam też codziennie uczniów: poniedziałek Stegny, wtorek Ursynów, środa Ursynów, czwartek Sielce, piątek Saska Kępa, sobota Ursynów i w tą niedzielę nawet na Stegnach! Są to realne dochody, które łatwo wyliczyć i się gospodarować. Jakie dochody ma Cyryl - tego naprawdę nie wiem. Od zlecenia do zlecenia, nie dostaje żadnej sumy co miesiąc. Jak się tym gospodarować, jak rozliczyć wydatki? Ja kupuję więcej jedzenia, on rzeczy przemysłowe, ale są to rzeczy dla niego: kółka do fotela, zaparzacz do kawy. Za swoje kosmetyki ja sama płacę, więc czemu mam dokładać się do czegoś, z czego nie korzystam?

piątek, 15 lutego 2013

Kitsune

W książce "Wino śliwkowe" dużo uwagi poświęcone było rodzinie kobiet, które rzekomo było spokrewnione z mitycznymi lisami. Osoby te nie podlegały do końca prawom rzeczywistości, trochę jak kukułcze jaja podrzucały własne dzieci ludzkim rodzinom, które miały później masę problemów z takim nieposłusznym potomkiem. Nie pamiętam szczegółów, a wino śliwkowe stoi w szafce i czeka na sprzyjający moment ;) 
Dwa liski, porzucone przez jakieś dziecko w restauracji w Ikei znalazły dom na Bora Bora. Co jest ze mną nie tak, skoro widok leżącej zabawki odebrałam jako obraz porzucenia i smutku? Tzn czemu nadaję zabawkom cechy istot żyjących, ten etap rozwoju powinnam już mieć za sobą. W Ikei kupiliśmy tyle, ile daliśmy radę unieść na plecach:

  • wycieraczkę Borris ;>
  • zegar na ścianę
  • po 2 talerze płytkie i głębokie
  • 4 noże stołowe
  • obieraczkę do warzyw
  • tłuczek do mięsa
  • 2 silikonowe deski do krojenia
  • 2 poduszki Granat i poszewki Malin Figur
  • regał Albert (4 półki, najtańszy)
  • śmietnik na papiery
  • lampkę LED-ową
  • wieszak na paski i apaszki
  • plastry
Wreszcie luźniejszy dzień i mogę trochę pomieszkać w mieszkanku, a nie tylko pogapić się w kompa i iść spać, nawet coś ugotowałam ( i spaliłam mięso w mikrofali) - dzięki mamie Patrycji mamy jeszcze zapasy na długo. Czas na sprzątanie nadejdzie jutro. A, kupiłam też szczotkę zmiotkę i szufelkę, tu chyba nie było. Ja kupiłam, mama powiedziała że zapłaci. Ogólnie rodzice dużo mi pomagają, ojciec przewiózł moje graty, mama upiekła mięso, zrobiła naleśniczki, kupują mi jakieś drobiazgi albo dają z domu. Od strony Cyryla na razie nic takiego nie miało miejsca. 
Do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja, Iwona mnie prawie z domu pogoniła jak przyszłam. To co najbardziej mi przeszkadzało na Ursynowie to hałasy sąsiadów. Tupanie, bieganie bachorów że u nas żyrandol dzwoni, trzaskanie drzwi, szczekanie psa, nawet suwaną szafę słychać. 

niedziela, 27 stycznia 2013

Minimalizm -that's the idea!

Zastanawiacie się czasami ile rzeczy jest nam absolutnie potrzebne do przeżycia? A ile zaśmieca nasz domy i otoczenie bez potrzeby? My, dziewczyny potrzebujemy więcej ekwipunku niż chłopaki: ciuchy, i to nie byle jakie, ale modne, do tego buty, torebki, biżuteria, paski, chustki i bielizna, kosmetyki do każdej części ciała. Elektronika, różne zasiedlające półki i szuflady obiekty jak książki, zeszyty, akcesoria biurowe, jeśli ktoś ma hobby jak ja, to należy doliczyć skrzynki koralików i srebrnych drutów, pudełka farb, pędzle. Z racji wykonywanego zawodu tony podręczników z płytami, notatek ze studiów, inne dydaktyczne pomoce jak karty obrazkowe, puzzle dla dzieci, zabawki... to już grubo ponad 100 posiadanych przedmiotów. A może i ponad 1000. Jeśli ktoś byłby tym zainteresowany, to blogów jest masa. Nie wiem jakie usprawiedliwienie znaleźć dla pluszowego wielbłąda czy miseczki-wiewiórki.
Ale czy da się mieć tylko 100 rzeczy? Wszystkich? Majtek, noży i długopisów?
Robiłam porządki w biurku, znalazłam masę pamiątek z młodości durnej w stylu zapieczętowanych woskiem liścików do mnie samej, szklanki po piwie z Proximy, fletu z podstawówki (wywaliłam) oraz koperty po kupionej przez internet spódnicy z Tajlandii. Znalazłam też stare pamiętniki, to już była ostra jazda! Wiedziałam że tam się znajdują, ale nie byłam na tyle szalona żeby je czytać przez ostatnie parę lat :P Wyłonił się z nich obraz mnie, niedowartościowanej, zagubionej, bojącej się życia, żyjącej w niezadowoleniu i poczuciu braku, pustki, niezrozumienia i alienacji. I dziecinnej, ale ponoć to akurat mi zostało. Teraz potrafię zrozumieć siebie lepiej, widzę więcej i szerzej, i choć zrozumiałe poczucie losowej niesprawiedliwości i krzywdy zostało, to swój obecny stan ducha mogę określić jako: szczęśliwa. Oczywiście, bywam złą i smutną bo pada deszcz, jest zimno, do domu daleko, praca nie taka... ale dzięki Cyrylowi czuję się kochana, widzę jakąś perspektywę i światełko w tunelu. Nie jestem przydeptywana do poziomu -1, tak jak się czułam w poprzednim związku, po którym pozostał mi jedynie niesmak. Nie mogę przewidywać niestety co będzie dalej, wiem tylko jedno - miną w czerwcu 4 lata. W tym samym momencie poprzedniego związku było już źle, może dlatego że on już mnie nie kochał od dawna. Czemu nie zerwał, wolał mnie trzymać przy sobie? Zresztą to bez różnicy, bo doprowadziło mnie do miejsca gdzie jestem teraz :)
Ilustracją jest fotel namalowany wczoraj, ma być to zestaw flashcards do nauki. Akwarela, jak widać, 2 kolory only ;>

sobota, 24 listopada 2012

Sim Sin

Jednak wybrałam ścieżkę kariery słynnej autorki - pisarki. Moją życiową aspiracją jest napisać bestseller, niestety na razie zatrzymałam się na romansidle "Cóż to była za jesionka", które ma liczyć 600 stron... ale ma też przynieść mi zyski $$$$ :P Rzuciłam pracę, bo choć nie był to cały etat, i tak nie starczało mi czasu na realizację pragnień - wracałam głodna, zła, reagowałam negatywnie na brud w domu. Mój kot cierpiał na brak kontaktów, potem były już dwa koty więc :P Mieszkanie samej nie jest takie łatwe, ale gotuję już coraz lepiej, mam też przydomowy ogródek z warzywami. Umiem naprawić kran i spłuczkę w toalecie. Znajduję coraz więcej przyjaciół i chyba mam kogoś specjalnego :) nazywa się Cyryl oczywiście. A z ostatniej chwili - umarła moja wiewiórka ze zdjęcia. Kot ją złapał i umieściłam ją w klatce, ale odeszła wczoraj, nie wiem czemu :( taki jej los. Opłakiwałam ją, i koty, i nawet Cyryl. A potem został u mnie na noc, co z tego że nie było nawet pierwszego buziaka, spaliśmy w jednym łóżku! Bo więcej nie mam. Co prawda muszę mieć trzy zwierzaki aby zdobyć więcej punktów charyzmy - chyba to za dużo jednak. Mały gryzoń ze zdj nie liczy się jako Sim, nie ma osobowości i nie kieruję nim, podobnie jak gekonem. Wszystkie te zwierzęta złapały koty albo ja:P  

To znaczy simka Wredonika Warszawska. Życie bez nauki, studiów jest jednak monotonne, i jedyne wybory których muszę dokonywać to umyć głowę dziś czy jutro. Oglądać tv, czytać książkę czy grać w Sims 3 Zwierzaki :D Beztroskie życie u Cyryla się skończyło, wracamy do rzeczywistości, do wstawania rano, walk o łazienkę, telewizor - w sumie o to nie walczę, bo z góry jestem przegrana. Na szczęście jest tvn player, ipla i inne :D Pewnie w końcu czas będzie spróbować zamieszkać razem... ale jak pomyślę o wynajmowaniu cudzego zaplutego mieszkania, gdzie nie mogę ruszyć parszywej wycieraczki nawet - i za wszystko mam płacić! Strasznie mi to nie pasuje. To wyrzucona kasa. W Simsach mam kody na wszystko :( a prawdziwe życie parszywe i smutne jak Ch**. Gdyby była normalna praca, to można by kredyt, wydoić kasy skąd i od kogo się da... no ni ma.
Więc czytam Murakamiego, fajny. Czytam jako ebook w telefonie, więc nie mam poczucia w którym miejscu książki się znajduję. "Siedem lat później" Emily Giffin przeczytałam szybko, ale to romansidło średnich lotów (ale sympatyczne). Teraz do pokonania 600 stron, z czego przeczytane 180. 1/3, not bad ;)

wtorek, 19 czerwca 2012

Zderzenie z...

Kwitną czerwcowe roślinki, peonie, dzwonki, łubin, jaśmin, krzewuszka i ligustr. Szczególnie ten ostatni czuć na każdym rogu, jego duszący zapach aż nie daje oddychać, podwojony przez asfaltowe wyziewy. Choć dobrze mi się kojarzy, z wakacjami w Kortowie (które były naprawdę super), to jednocześnie jest taki cmentarno-kościelny. Śpiewają jerzyki, nieomylny głos początku wakacji. Tylko co to będą za wakacje? Ostatnie pewnie (choć myślałam to już o poprzednich).
Coś się kończy, ale co się zaczyna.
Dziś miałam obronę magisterki... lustrzane odbicie egzaminu na studia. Komisja prawie ta sama, miejsce też, ja też ta sama, ale czy taka sama? Inne akcesoria, nawet w ogóle się nie denerwowałam, spałam jak niemowlę - zwykle jak się denerwuję (prezentacją, lekcją dyplomową, oddanie licencjatu) to nie śpię, nie jem. A teraz jedyne co mnie zestresowało to stłuczka  mojego autobusu po drodze. (zdjęcie nie ja robiłam, ale ja byłam w środku, potem szybko pobiegłam na przystanek w drugi autobus wsiadać)
Z drugiej strony, nie czułam stresu, i nie czuję też ulgi za dużej, choć mam już święty spokój do 11 lipca (obrona licencjatu). Co ze mną będzie, nie wie nikt. Co z wakacjami - nie wiem. Czy już szukać pracy? Fajnie byłoby mieć wolne na wakacje, więc chyba nie będę, kasę mam i starczy mi na długo (przy moim tempie wydatków). Pomieszkać trochę z Cyrylem, odpocząć, zebrać siły na przyszłe życie zawodkowe. Tak, bo w moim przypadku to zawodek i pracka, nic poważnego chyba, nie wierzę w to.
A dziś gra Ukraina, pewnie ostatni mecz :(

czwartek, 22 marca 2012

Kroić na talerzu?

Odwieczne filozoficzne pytanie: gdzie kroić jedzenie, na talerzu czy na desce? Na desce wygodniej, ale ciężko ją umyć, za to zmyć talerz jest łatwo ale jest niewygodnie i ponoć może się brzeg wyszczerbić jak uderzy się nożem. To niekończący się dylemat i nierozstrzygnięta polemika, jedno jest pewne: pokroisz na talerzu w domu, gdzie kroi się na desce lub na odwrót i twój los jest niepewny.
Zastanawiam się nad przyszłością swojego bloga, ostatnio okazało się że czyta go naprawdę dużo osób, których bym o to nie posądzała, osób nieznajomych, lub znajomych dla których nie był przeznaczony. Więc skoro się już rozlało kakao, a bloga kasować nie mam zamiaru, za długo go piszę, za bardzo to lubię - może czas trochę go pozmieniać. Prawdą jest że piszę bloga od prawie 8 lat (wcześniej w innej odsłonie), ale zawsze coś mi nie pasowało w stylu moich notek. Lubiłam czytać blogi innych, ale nie umiałam zastosować tego samego stylu. A teraz już prawie nikt znajomy nie ma bloga, albo nie znam adresu, mimo usilnych prób :P
Gdy planowałam nowy wpis, miałam wiele świetnych myśli, słów, zdań, ale gdy zaczynałam pisać, coś innego przelewało się na ekran. Wyżywałam się na wszystkich, jawnie czy skrycie albo klepałam coś bez sensu o swoich sukcesach i porażkach. Z drugiej strony nie chcę żeby była to narracja pseudointeligentnej 12-latki.
Internet jest publiczny, blog też, więc niegłupim rozwiązaniem byłoby spróbować coś ugrać za jego pomocą, pisząc o czymś... no właśnie o czym? Kultura, sztuka, moda, uroda, kulinaria, podróże, kotki pieski, filmy, komputery, medycyna - o każdej z tych dziedzin mam COŚ do powiedzenia ;) ale czy nadaje się to do czytania? makelifeeasier zajęte, makelifeharder też:(

Wracając do początkowego pytania, czy wy macie w domach jakieś dziwne przyzwyczajenia, zwyczaje, które wprawiają innych w zakłopotanie lub powodują uśmiech na ustach? Jak fakt że u mojego chłopaka je się kartofle z chlebem, a "szczury" od herbaty wyrzuca do zlewu? (ostatecznie do kosza, oczywiście, do zlewu przejściowo)

czwartek, 24 listopada 2011

O wszystkim i o niczym

Это просто-на-просто какой-то ужас! Я убью Кирилла! Денег не дарить, жарких слов не говорит!
Czyli jak zwykle. Może zacznę od mgr...napisałam ją, promotor sprawdził, teraz leży sobie gdzieś odłogiem, poprawiam błędy już od trzech tygodni, czyli tak naprawdę to tego nie robię. Nie byłam w biblio sprawdzić przypisów, zrobić bibliografii, heh. Nie mam czasu, albo serca. W sumie nie wyznaczałam sobie żadnego mniej czy bardziej realnego terminu. W weekend zrobię co mogę. Nie lubię takich rozgrzebanych spraw, co się za mną ciągną jak smród po gaciach! Wszystko trzeba pozałatwiać i uciąć jedną stanowczą kreską, a na razie udało mi się tylko zlikwidować stare konto :p wyjąć kasę, musiałam 12 zł dopłacić! A tyle tego jest... lekarze, dentyści, uczelnia, głupie zaświadczenie z głupiej Zachęty - jeszcze nie dali!
A praca idzie jak po grudzie. Jednak ktoś się zorientował że "mam mgliste pojęcie o angielskim" a może po prostu włamał się na mojego bloga i to tu przeczytał? I z dwóch grup w firmie została mi jedna... moja duma została zraniona, ale już się otrzepałam z gnoju ;)
Z Cyrylem/zawodowo Kiriłłem też bez rewelacji. Byliśmy na Sputniku na filmie, ale chyba nikogo on nie zachwycił, ja byłam zła, bo Cyryl wcześniej zabalował tak, że wyszedł na imprezę w piątek wieczorem, wrócił w sobotę wieczorem. Jak on się zachowuje! Jak myśli że picie wódki z jego znajomymi jaskiniowcami jest dla mnie świetną rozrywką, to trochę minął się z prawdą. Tym bardziej że doświadczyłam jego zachowań po pijaku i mi wystarczy. A tłumaczenie: przecież wiedziałaś jaki jestem - może sobie wsadzić w żopu! Wisi mi 100zł, ostatnio musiałam mu kupić papierosy etc. a jak coś bąknę, że może by oddał - to taki urażony jakby przy cnotce wspomnieć o ruchaniu! W piątek jedzie do Krakowa na jakiś koncert zespołu, który już dwa razy widział! I jeszcze mnie obwinia, że zapomniałam, bo chciałam iść z nim w ten piątek do kina i nawet mam już dla siebie bilet- dyżurowałam na Sputniku. Ja nawet chciałam jechać do Krakowa z nim(nie z powodu koncertu Gama Raya oczywiście...) ale byłabym w stanie się poświęcić, akurat jest tam wystawa Turnera, byłoby fajnie na weekend.
Ale - nie! Bo w sobotę w Warszawie koncert Iced Earth, na który Cyrylek też chciał iść, więc od razu wraca! Pozłorzeczyłam, dałam spokój. Teraz jednak na koncert w Wawie nie idzie, ale trochę za późno to stwierdził.
Zdecydowanie nie jestem zachwycona jego zachowaniem. Jeżeli woli kolegę Zbysia ode mnie, to trudno!
Akurat napisałam do Zachęty, wysłali mi to zaświadczenie jakimi to cnotami się nie wsławiłam (brednie, wg Mariusza Wilka "klukwy rozłożyste"), i co, mam sobie je sama wydrukować? :P

piątek, 19 sierpnia 2011

Gniade komarrry

Jakaś epidemia komarów, gryzą codziennie, wszędzie, jestem jednym wielkim bąblem, pachnę OFFem na kilometr i tak wiele z tego nie wynika. I obserwujęje w ciekawym momencie ich życia- pod koniec:D A jak nie jestem gryziona to siedzę w domu, czytam książki białych czy czarnych masajek lub Danielle Steel, i trochę piszę To-czego-nazwy-nie-wolno-wymawiać. A dobrze byłoby to też skończyć. Trochę motywuje mnie myśl, ze może na jakiś prezencik zasłużę, ale chociaż w porównaniu (wg mnie ofkors) z innymi uczelniami to tylko na UW (PW, SGH może też) Naprawdę się pisze magisterkę, a nie przepisuje internet - to pewnie nie dostanę drobnej sumy pieniędzy za którą można kupić robocik Kitchen Aid <3 Pewnie już nigdzie nie wyjadę, choć bym chciała gdzieś z Cyrylem. On też by chciał, ale z pieniążkami krucho. A kto nie ma miedzi-ten w domu siedzi. Może kiedyś wreszcie zrealizuję swoje marzenie i napiszę książkę i będę miała kasy tyle co Rick Castle ( z serialu Castle)? Ale jaka to miałaby być książka? Pewnie romans, ale nie głupia naiwna szmira w stylu Danielle Steel których tyle czytam, tylko coś jak ja - dowcipne, lekkie, pastelowe, czasami poważne, depresyjne i ponure jak cmentarz w noc listopadową! Okraszone filozoficznymi wywodami, poetycznymi wstawkami. Jak letni ogród - ale nie książka Pauliny Simmons Letni Ogród, never!! Może trochę z fantasy - wróżki z motylimi skrzydłami pasują do ogrodów:) albo gąsienice zawisaka tawulca i ich ładne kupki - kolejne moje zainteresowanie, koty, ptaki i robaki.
Czemu mnie naszło na tą książkę? Kiedyś, dawno dawno temu zanim jeszcze chodziłam z Cyrylem (parę godzin zanim chodziłam) on powiedział mi ze jego marzeniem jest polecieć w Kosmos! Takiego Cyryla pokochałam, wesołego chłopaka bujającego w gwiazdach i sputnikach ;) No i mnie zapytał jakie jest moje marzenie. To ja, niezbyt kreatywnie, ale za to bardzo przyziemnie wydukałam: Dom, rodzina, dzieci... To nie jest takie oczywiste. Nie każdy z Was (jeżeli są tam jacyś Wy) będzie to miał. Teraz bym powiedziała: napisać książkę! To przynajmniej nie brzmi tak luzersko ;) nawet niedługo może się to marzenie spełnić, tylko książka będzie miałą taki sam tytuł jak wielu tysięcy innych: Praca Magisterska.

Aha, i podoba mi się nowa płyta Dody i chcę ją kupić!

środa, 1 czerwca 2011

Dzień Dziecka

xCóż, wyjazd do Zakopanego był - fajny, odświeżający, potrzebny - i się skończył bardzo szybko, bo i krótki był. Tu już sesja, a na SGGW Ursynalia, słychać muzykę aż u mnie. Podjęłam decyzję, postanowiłam że w lato bedę chodzić tylko w szortach i spódnicach/sukienkach. Przyda się moja kolekcja damskich fatałaszków z Orsaya głównie ;) Nie bez powodu mam tam kartę stałego klienta, Thank God I'm a woman. Wszystkie te kwiatuszki, koronki bardzo lubię, a Iwo ma sukienki nie tylko że za małe, to jeszcze z Croppa czy h&m (po jednaj z każdego) w dziwne, mało romantyczne mazaje.
W poniedziałek kupiłam wymarzone buty, a we wtorek musiałam je oddać, bo były za duże i spadały. Ale wcześniej poczyniłam w nich autorskie poprawki krawieckie żeby ściągnąć paski... szczęśliwie przy zwrocie patrzyli na podeszwy, nie szukali obcych nitek ;) wiec zamiast uczyć sie do testu z rosyjskiego, to jeździłam do GalMoku. A jak już jechałam na ten test i wyciągałam z torby materiały do nauki, to autobusem mijaliśmy: http://www.tvnwarszawa.pl/ulice,news,ursynow-skuterem-w-latarnie,219022.html . Nie tylko rozbity skuter i odłamki szkła ale nieprzytomnego chłopaka leżącego na ulicy, głowa w kałuży krwi, jak szmaciana lalka... to tak mnie zamurowało, że dopiero po jakimś czasie doszłam do siebie. Zaskakujące było że w autobusie niektórzy to zauważyli, głosy : O Boże! a inni - nic nie widzieli, dla nich nic się nie stało. Wtedy nie wiedziałam czy żyje, czy nie, czy go potrącił samochód. Brrr, niebezpieczne to życie, aż dzwoniłam do Cyryla żeby on nie jeździł na skuterze ani nie zbliżał się do latarni. Ostatnio śnił mi się ślub z Cyrylem, wszystko oczywiście na spontanie, bez pompy, sukienki białej czy nawet obrączek, ale i tak byłam zachwycona z bycia panią Timoszenko.
Ostatnio jadłam u niego w domu obiad (szczęśliwie nie frutti di mare!) i chciałam jakoś zacząć konwersację od tego że Cyryl to zawsze je chleb do kartofli. Dla mnie to dziwne, w Polsce tak się nie je, to nie Syberia żeby tyle kalorii wcinać. Na co jego matka wydała się zdegustowana moją niewyrozumiałością, że w Polsce -foch- to nawet do zupy chleba nie podają. Ja: no je się zupę z chlebem... Na co ona że w restauracji trzeba poprosić. Ugryzłam się w język ze ja nie jem zupy w restauracji. No ale nie będę tu moich żali wylewać,bądź co bądź internet publiczny jest.

czwartek, 6 stycznia 2011

Poświątecznie

Cyryl wrócił, święta Sylwester ledwo co minęły a już znowu święto Trzech Króli - bezsensowne, rzeczywiście. Nawet się nie zdążyłam zmęczyć nauką ale wejść w jej rytm też się nie udało, więc odpoczynek się w sumie przydaje. Jutro zajęć za bardzo też nie ma zajęć, ale apokaliptyczna sesja się zbliża, a ja nie mam tuszu w drukarce i czuję się jak dziecko we mgle przez to. Jak ludziom udawało się studiować bez internetu, xero etc? Chyba po prostu jak studiowali, to jeden kierunek a nie dwanaście, nie pracowali, tylko zakopywali się w bibliotekach. Ja nie lubię się uczyć jak wszyscy są w domu. W sumie czas od powrotu rodziców z pracy do ich pójścia spać jest absolutnie zmarnowany pod tym względem: a to obiad, a to film, zawsze trzeba coś zrobić i poprawiać po 10 razy. "Zgaś światło jak wychodzisz z pokoju", "Zabierz talerze ze stołu", "Schowaj ketchup" po prostu można zwariować. Nie oczekuję że ktoś to zrobi za mnie, ale talerzowi nic się nie stanie jak postoi na stole, a ja nie cierpię jak ktoś mi mówi co mam robić i kiedy. Jest za tłoczno, za głośno. Ledwo zdążę wrócić z zajęć, nawet nie zdejmę butów a już: "Odgrzeję ci kartofli" - non stop upupianie, a potem zdziwienie że nie potrafię czegoś tam ugotować czy zrobić. 0 konsekwencji.
Przeczytałam książkę którą wygrałam w konkursie Sputnika. Ten konkurs, swoją drogą, to taki bajzel. Źle podali wymiar nagród ( szczęśliwie, na moją korzyść chociaż), jak już pojechałam po odbiór, to części mi nie wręczyli -kuponu rabatowego, kuponu na kurs językowy, tłumacząc że mam się sama od tych firm upomnieć, co nie do końca tak było, informacje o wygranym pobycie w Zakopanem otrzymałam na karteczce Post-It. Pomijając brak jakiegokolwiek zaświadczenia o wygranej i braku obiecanych filmów wśród nagród rzeczowych. No i że wygrałam książkę o kampanii Sarkozego o_O
Jak tylko dostane od nich ten kupon to im napiszę co o nich myślę. Fajnie wszystko, nagrody o sporej wartości, ale organizacja jakby były to dwie czekolady.
Przeczytałam książkę "Samotność 12" Arsena Riewazowa. Już notka z tyłu okładki pokazała że jest to książka w stylu i inspirowana Danem Brownem. Międzynarodowe spiski prowadzące do destrukcji ludzkości, tajemne kulty, morderstwa, starożytni władcy, w wszystko to dzieje się w Moskwie. Fabułą i spisek nie jest największym atutem tej historii, ale narracja, humor i rosyjskie realia. W najlepszych momentach przypomina Sapkowskiego co jest sporym komplementem. Opowiadanie "W leju po bombie", z cytowanymi piosenkami któe towarzyszą bohaterowi w jego przygodach. Jako że nawet jedną rosyjską piosenkę rozpoznałam po tłumaczeniu (Chaif, Ne speschi) i wiedziałam co to Kołaczyk/ Kolobok, byłąm zachwycona swoim dogłębnym znawstwem. Fabułą pozostawia trochę do życzenia. Jakim cudem zwykły przeciętny Rosjanin znalazł się z każdej strony wplątany w taką aferę? Dysonans skali wielkiej ogólnoświatowej organizacji i zwykłego człowieka który może z nią walczyć jest naciągany. I sam koniec, bez rozwiązania akcji. Może chwyt żeby wymusić drugą część Odinochestwa 12? Wielkim plusem są pojawiające się w przypisach dowcipy o których mówią postaci, naprawdę śmieszne i w stylu (nic dziwnego zresztą) Gawarit Moskwa z joemonstera.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...