czwartek, 18 lipca 2013
O wsi wesoła i spokojna!
sobota, 24 listopada 2012
Sim Sin
Jednak wybrałam ścieżkę kariery słynnej autorki - pisarki. Moją życiową aspiracją jest napisać bestseller, niestety na razie zatrzymałam się na romansidle "Cóż to była za jesionka", które ma liczyć 600 stron... ale ma też przynieść mi zyski $$$$ :P Rzuciłam pracę, bo choć nie był to cały etat, i tak nie starczało mi czasu na realizację pragnień - wracałam głodna, zła, reagowałam negatywnie na brud w domu. Mój kot cierpiał na brak kontaktów, potem były już dwa koty więc :P Mieszkanie samej nie jest takie łatwe, ale gotuję już coraz lepiej, mam też przydomowy ogródek z warzywami. Umiem naprawić kran i spłuczkę w toalecie. Znajduję coraz więcej przyjaciół i chyba mam kogoś specjalnego :) nazywa się Cyryl oczywiście. A z ostatniej chwili - umarła moja wiewiórka ze zdjęcia. Kot ją złapał i umieściłam ją w klatce, ale odeszła wczoraj, nie wiem czemu :( taki jej los. Opłakiwałam ją, i koty, i nawet Cyryl. A potem został u mnie na noc, co z tego że nie było nawet pierwszego buziaka, spaliśmy w jednym łóżku! Bo więcej nie mam. Co prawda muszę mieć trzy zwierzaki aby zdobyć więcej punktów charyzmy - chyba to za dużo jednak. Mały gryzoń ze zdj nie liczy się jako Sim, nie ma osobowości i nie kieruję nim, podobnie jak gekonem. Wszystkie te zwierzęta złapały koty albo ja:P środa, 24 października 2012
Przysmak śniadaniowy
- 250 g mąki ~1,5 szklanki
- 50 g miękkiego masła
- 50g cukru ~0,3 szklanki o ile dobrze rozpisałam obliczenie proporcji
- 250 ml maślanki - ja jej nie użyłam, nałożyłam do szklanki 2 łyżki jogurtu naturalnego gęstego i dopełniłam mlekiem, ale były kwaśne - dlatego proponuję słodką śmietankę lub po prostu samo mleko;
- 2 jajka - można ubić białka, i zrezygnować z proszku do pieczenie, ale ja tego nie zrobiłam i dodałam:
- łyżeczka proszku do pieczenia
niedziela, 7 listopada 2010
Sputnik nad Warszawą
Pierwsza książka rosyjska jaką sobie kupiłam :) nie licząc "Russkiego jazyka w kartinkach". Nie jest to wybitna artystyczna literatura, tylko zwyczajna babska książka, bardziej komediowa i obyczajowa niż Danielle Steel, coś w stylu Bridget Jones, bo też w pierwszoosobowej narracja. Bardzo dobrze się czyta, język nie jest trudny, widać że odbiorcą nie był czytelnik zbyt rozinteligentyzowany, zdania są krótkie a słownictwo niezbyt rozbudowane. - mój stopień zrozumienia można opisać w ten sposób: rozumiem ze jedzą kanapki, ale nie rozumiem z czym:) po sprawdzeniu okazało się ze z jesiotrem. Ale to detal który nie wpływa na moje zrozumienie całości. A fabuła jest jak prosto wzięta z życia, codzienne troski, problemy, które jednak rozwijają się w dosyć zaskakujący sposób, trochę w stylu Kopciuszka. Jestem dopiero na 60 stronie, a jest ich chyba 350.
Sama jestem zaskoczona jak łatwo i szybko mi to idzie. Oczywiście, po polsku byłabym już w połowie takiej książki. Ale nie czytam jej po to, zeby zmienić swoje podejście do świata, tylko żeby potrenować język.
A wszystko to w ramach warszawskiego festiwalu filmów rosyjskich Sputnik, gdzie w ramach wolontariatu siedzę na stoisku i sprzedaję książki. Książek jest masa, i klasyków, i współczesnych, polskich autorów, rosyjskich w tłumaczeniu i oryginale. Dobrze że nie ma nic wiecej na co mam ochotę, bo bym się obankruciła. W sumie poza festiwalem w Warszawie też można kupić książki rosyjskie, przez internet www.knigi.pl czy w jakiejś księgarni Rusałka. W ramach festiwalu we wtorek wybieram się na film, mam nadzieję ze do tej pory dostanę wynagrodzenie w formie bezpłatnej wejściówki, bo siedziałam tam w piątek 4 godziny.
Lecą żurawie, Dama z pieskiem i Sala nr 6 to moje menu na festiwal. Chciałabym obejrzeć też Wyspę, Podróż ze zwierzętami, Kierowcę dla Wiery, Pochowajcie mnie pod podłogą, Cara... no nie da rady. Na szczęście jest internet i torrenty.
niedziela, 17 października 2010
Miłość i morze
Jak ktoś lubi Coelho, znaczy się że jest taki jak i jego książki: niby to górnolotne, ale naprawdę to grzebią ryjem w piachu :) Trochę już żyję, i trochę poznałam się na ludziach. Jedni mają prawdziwe życie wewnętrzne, a drudzy co najwyżej tasiemca i gromadkę owsików. Ale dzisiaj się wyżywam :P Chociaż tutaj nie muszę się kryć z moimi przekonaniami. A najśmieszniejsza jest w tym wszystkim ta cholerna subiektywność, dla kogoś innego ja jestem pospólstwem, bydłem i zarazą co zajmuje miejsce w metrze.
Dobra wiadomość :D sąsiad z góry (pie*&^%^&ny c#$j) chyba się wyprowadził! Dowody: błoga cisza o każdej porze dnia i nocy, a z jego okna od początku października dynda przytrzaśnięta oknem firanka/zasłona. Niemożliwe żeby od takiego czasu nie wietrzył przecież :)
A ja znowu zrobiłam pielmieni, chociaż coraz bardziej odbiegam od oryginału, tym razem użyłam mąki pełnoziarnistej.
Zaniedbuję swojego bloga, ale w sumie to pryszcz, gorzej że zaniedbuję pamiętnik :( bardzo nie lubię mieć w nim dłuższych przerw. Chyba zaraz się za niego wezmę.
wtorek, 17 lutego 2009
I remember You
Ostatnio coraz cześciej mam złe dni...kiedy jest mi smutno nie dzieje się nic miłego, jestem zmęczona, zdenerowowana i krzyczę na wszystkich. A powód ma jedno imię :( źle mi z tym, nawet nie mam kogo sie poradzić ... jestem taka rozstrzęsiona, rozchwiana że najchetniej bym kogoś pobiła. Mama albo Iwona coś do mnie mówią, a ja mam wrażenie że mi głowa wybuchnie jak na nie nie naskoczę w swojej obronie. To sie chyba nazywa drażliwość.
Wstałam na kacu, popijałam cały dzień wodę z kranu (z butelki, bo jak zwykle, było mi szkoda kasy na mineralkę), na uczelni wkurzyła mnie koleżanka. Siedziałyśmy razem w ławce, a gdy jej się nie podobało coś, co mówiła prowadząca (np. że bedątylko jedne zajęcia z architektury) to kolezanka sarkała pod nosem do siebie / do mnie: Więcej architektury! zamiast powiedzieć na głos, gdy prowadząca pytała czy sa jakieś sugestie. Albo niech mówi głośbo, albo w ogóle, bo mnie to nic nie obchodzi co ona sobie mamle pod nosem.
Potem nie udało mi sie zapisac do tej grupy, co chciałam, ale machnęłam reką, przepuściłam innych i zapisałam sie do drugiej. W sumie też dobrze, bo będę mogła okienkować się z Ewą. Samochód na mnie prawie najechał na ulicy, facet w autobusie trzymał na siedzeniu walizkę i nie miałam gdzie usiąść. Wydałam w lutym o wiele za dużo kasy na piwo i rozrywki, i nic mi z tego nie przybyło. Ubyła nie tylko kasa - lepiej by dla mnie było, gdybym parę razy została w domu. Ale dysonans między tym co chcę a tym co jest dla mnie dobre jest nie do przeskoczenia. I jedno, i drugie rani - pierwsze ostro i przenikliwie, drugie uwiera jak za małe buty.
Czytam książkę Johna Fowlesa Mag. Automatycznie powinnam - jako jedna z bliźniaczek - utożsamiać się z June / Julie, ale zdecydowanie bliższa mi teraz jest Alison. Smutne, ale w jej relacji z Nicholasem widzę wiele podobieństw do tego, co znam z autopsji. Szczególnie smutne, kiedy się wie, co zrobiła (nie piszę co, bo może ktoś chciałby przeczytać książkę, w każdym razie polecam)
Zdjęcie z San Michele (Księgę z san Michele Alexa Munthe - tez polecam), nie jest to Villa Bourani, ale też śródziemnomorsko, żebym się nie zapłakała przypadkiem.


.jpg)