Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 maja 2014

Cuccina Italiana

Pierwsza zjedzona we Włoszech rzecz: kanapki zrobione przez Andrea w Punto gnającym po ulicach nocnego Mediolanu, popijane herbatą z termosu (jak się nie zalać jadąc po kocich łbach??). Nie będę wymieniać śniadań, które niczym się nie różniły od polskich.
Następny obiad w domu, makaron z sosem pomidorowym i grzybami, na drugie (??) kurczak i sałatka.
Ciekawszą pozycją była kolacja w dzielnicy Nervi, willowej, cichej i spokojnej. Knajpka jak przewodniki polecają - wystrój nie jest najważniejszy, ale uznanie miejscowych. Mała salka, zwykłe stoliki, na nich szklanki dnem do góry, co widać jest Italian style. Paczuszki z grissini na poczekanie, bo trochę się zeszło zanim a) Włoch pokonwersował z kelnerem, co dla moich uszu było jak krzyki mew- tyle samo zrozumiałam, więc było to dość śmieszne, b) ustaliliśmy że my nie mamy pojęcia co jest w menu i zdajemy się na wybór Włocha, c) ugotują te dziwaczne rzeczy, które wcześniej widzieliśmy w Akwarium. Najpierw jedliśmy foccacię z serem, co przypomniało mi domowe naleśniki :P Spróbowaliśmy ośmiornicy z pietruszką i czosnkiem, okonia morskiego, kalmarów, krewetek i łososia. Vino bianco do tego. Na deser pojechaliśmy oglądać panoramę Genui z góry i jedliśmy jakiś mrożony deser w kubeczku.
Więcej na mieście nie jadaliśmy :P ale odbijemy sobie to idąc do Trattoria Rucola! Jadaliśmy za to włoskie jedzenie made by mamma Luba :P smażony okoń morski, zapiekane bakłażany, cukinie z serkiem (cukinie innego gatunku niż w PL, małe i jasnozielone, sprzedawane z kwiatami) i małże. Po raz pierwszy w życiu (no, może drugi) jadłam małże, ale nie odmieniło to mojego życia - dużo roboty a smak nie jest wyjątkowy. Bardziej właśnie sposób wydobywania ich z muszli - jak duże pistacje :P
Smaczne były ciasteczka cantuccini, najpiere pieczone w formie rogalików, krojone na plasterki i pieczone ponownie. Mamma Luba mówiła że w Polsce nie do dostania. Jednak w rzeczywistości kupiłam w Delikatesach za ulicą. Tak samo grissini, tyle że najlepszych z orzechami w Delikatesach nie ma. No i nie są świeżutkie.


Niestety po super wycieczce do Portofino w domu dostaliśmy zupę. Była paskudna, z grzankami z chleba tostowego, które rozpuściły się z sekundę w gorące kluchy, z kartoflami, których nie jem, kaszą, mrożonką i ugotowanymi kawałkami boczku. I grzybami, a całość przejrzysta jak Morze Liguryjskie :/.
Byliśmy na rodzinnej grilliacie, wydaje mi się jednak że grill nie został wyniesiony do rangi sztuki jak w Polsce. Mięso zwykłe, jakieś kiszki z mielonym, pikantne kiełbaski, szaszłyki. I clue wieczoru - grillowane parówki. Do tego żadnej sałatki :/ Ale muszę przyznać że Włosi mają o wiele lepszą kulturę picia alkoholu - zamiast kraty piwa parę butelek, rozlewanych po szklaneczce. Po kieliszku wina musującego i każdy miał dobry humor, bez pijackich ekscesów jak to w PL bywa.
Kawa zaparzana w kawiarce, rano latte, po południu espresso, którego trochę się przeraziłam bo nigdy nie piję kawy bez mleka ;) było dobrze zaparzone z dobrej kawy. Kupiliśmy sobie nawet do domu Lavazzę mieloną zamiast Jacobsa.
Ostatnia rzecz jedzona z Włoch - kanapki na drogę od mammy. Z chleba tostowego, dla Cyryla 5 plastrów szynki gotowanej, dla mnei dwa plasterki z indyka (it. tacchino) a pomiędzy nimi centymetr serka topionego! Fuu. Tak mi sie potem chciało pić, że musiałam kupić na lotnisku soczek za 9 złotych :/

sobota, 30 marca 2013

You can't take the sky from me

Na ten dźwięk Kiriłł biegnie w podskokach, bo to jego dzwonek w telefonie - dobry sposób by znienawidzić piosenkę która lubi i która pochodzi z jego ulubionego serialu. A ulubiony serial który razem oglądamy to Castle. Drugi w kolejności jest White Collar, a inne oglądamy osobno - ja Greys Anatomy i Homeland, no i Hart Of Dixie akurat dziś ;) a on Community, Shameless, Elementary i Revolution. Dwa pierwsze komediowe, potem detektywistyczno - kryminalny podobny do House'a, ale świr nie jest lekarzem tylko detektywem i jakiś post-apokaliptyczny. Oczywiście oglądamy też Grę o Tron, ale wychodzi dopiero w poniedziałek. Dajcie spokój, dwa lata odkąd zaczął się ten serial. Dużo czy mało w tym czasie osiągnęłam? Nie przytyłam, skończyłam studia x2, znalazłam pracę x2, no i mieszkamy razem osobno od rodziny. 

Czym objawia się życie samemu? Nikt nie mówi : teraz sprzątaj, teraz zmywaj. Robię to kiedy chcę (co bynajmniej nie znaczy ze w ogóle!) Jem co chcę, piję co chcę ;) Kasy na razie starcza na wsio, z tym jest bardzo fajnie. O, no i nikt nie robi mi wymówek czemu chodzę z żółtkiem jaja na głowie albo smaruję rzęsy olejem rycynowym. W TV oglądam co chcę. Jak chcę mieś Bugsa na szybie to mam! Nie ma 3 osób które wyjadają ciastka, sałatki, cukierki i inne Cini Minis! Tylko nie ma kotka, ale przynajmniej nie puszcza bełta na prześcieradło.
Jakaś treść by się przydała, może o moim menu? Z dyskontów oczywiście. Serca jedliśmy tylko raz, a mijają dwa miesiące! Kurczak i indyk, czasem łosoś z makaronem z przepisy z opakowania tagliatelle Lubella (gdyby ktoś był ciekawy) Kotlety mielone aż sama się zdziwiłam jakie dobre. Danie a'la zapiekanka bez piekarnika z cukinią starcza na parę dni! Mięso filet z udek tańsze niż z piersi a smaczne i soczyste. Czosnek jem prawie codziennie, w sałatce, w sosie, na bruschettach z mikrofali. Oczywiście dania gotowe też, jak nuggetsy z Biedronki na imprezy, sos ze słoika z mrożonką chińską, popcorn, ale zupki z proszku nie jadłam ni razu. A, i słoiczki z domu z ryżem i mięsem, ale to mało. Nareszcie lodówka jest zapełniona jak w miarę normalnym domu, jest ruski szampan, desperados, kasztelan,  zimne nóżki, margaryna, dżemy, śmietana, jogurt, sporo warzyw. Wędlina, mięso, ser, serek wiejski, mleko, majonez, ketchup, pesto, musztarda, oliwki. Pastella, parówki, gruszki w occie, jajka i bita śmietana :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...