Skończyłam czytać właśnie książkę o kobiecie na biegunie południowym. To fascynujące, jak człowiek potrafi znaleźć swoje miejsce na Ziemi nawet na Antarktydzie, i tęsknić za nim po powrocie do, zdawało by się, lepszego świata. Takie doświadczenia zmieniają człowieka raz na zawsze, no akurat w tym wypadku autorce się nie powiodło, bo na biegunie zachorowała na raka i nie wiadomo ile sobie pożyje. A na pewno z tego powodu już tam nie wróci. Biegun polarny... to jak stacja kosmiczna, albo jeszcze gorzej.
Sama czuję się niespecjalnie. Trudno oczekiwać, ze raptem po roku od pierwszych prób wyjścia z stadium "permanentnego pisklaka kukułki" będę już mogła spijać śmietankę moich dokonań - i oczywiście tak nie jest. Teraz z wyrzutem patrzę na siebie z przeszłości, nie robiącą nic oprócz otwierania dzioba, ale wiem doskonale, i wiedziałam wtedy, że za wcześnie było żeby rozwinąć skrzydła. Więc teraz - trzymając się zoologicznych metafor - trzeba podkulić ogon, położyć uszy po sobie i jakoś brnąć dalej. Jestem mistrzynią w wymyślaniu dla siebie usprawiedliwień, jednych lepszych, innych gorszych. Obarczam Cyryla moimi problemami non stop: a to że muszę przejść na dietę Ducana (fuu), a to że marzę o wyprowadzce, a on... nie wiem czemu nadal ma ochotę tego słuchać. Kiepska ze mnie dziewczyna, narzeka, myśli tylko o sobie. Ale jest mi ciężko, i cały czas się zastanawiam, czy kochać to nie za mało.
A w tym semestrze naprawdę się nie przepracowuję, mam dwa dni w tygodniu prawie wolne, w porównaniu z poprzednim, mam bardzo mało zajęć... więc czemu ja się dziwię że nie ma efektów z takiego lenistwa. Nawet ćwiczenia z rosyjskiego (6 godzin zegarowych w tyg.! ) przypominają: труд кормит, лень портит.
czwartek, 17 marca 2011
poniedziałek, 7 marca 2011
Aktualne update'y
Chrup, chrup. Płatki Lubelli są całkiem niezłe. Niedługo mogębyć znawcą i ekspertem w kwestii płatków śniadaniowych - nie mogą być ani za słodkie, ani za przaśne, tylko w sam raz :) te mają dziwne owoce, czerwone porzeczki liofilizowane o_O Ja w ogóle porzeczek nie lubię. Mam teraz praktyki w szkole, byłam tak z siebie dumna że wszystko sama załatwiła tylko trochę smutno siedzieć samej na przerwie... ale okazało się dziś że jeszcze 3 dziewczyny z koledżu są w tym gimnazjum i już wszystkie problemy znikły. Z tym że ich opiekun ich wykorzystuje do pilnowania jakiś klas i prowadzenia lekcji, a mój mnie nie, więc będę z nimi tak z doskoku i do środy powinno być over. Do czwartku muszę wysłać plan lekcji do Wilanowa, mam nadzieję że będzie ok - planuję odpaść dopiero po lekcji próbnej.
Co do prezentu na Walentynki, trzeba przyznać że Cyryl się wykazał i tak, bo po perfumy latał po Superpharmie w Złotych, Galmoku i kupił w końcu na Natolinie koło mnie :D za słownikiem też 3 księgarnie przemierzył. A teraz postudiował raptem 2 tygodnie i już ma dosyć! Leniuchu ty! Byś nic nie robił tylko swoją babę do pracy wysyłał >.<
A jeszcze miałam napisać o kursie rosyjskiego w Katiuszy. Więc po pierwsze primo, uważam że nadal jestem drugą najmądrzejszą tam osobą po pani uchitelnicy z jakiejś bałtyckiej republiki. Co prawda nie widziałam jeszcze czwartego ucznia. Ale szkoła kulturalna, jest mała kuchnia do dyspozycji, kawka herbatka i ciastka! Małe klasy, więc mogę gadać ile mi się podoba :P No i nie uczę się tam żadnego języka Mordoru (= niemca), więc mam nawet ochotę wstawać na tą 9 rano w sobotę! Tylko obawiam się że za dużo ruska a za mało anglika :P
Co do prezentu na Walentynki, trzeba przyznać że Cyryl się wykazał i tak, bo po perfumy latał po Superpharmie w Złotych, Galmoku i kupił w końcu na Natolinie koło mnie :D za słownikiem też 3 księgarnie przemierzył. A teraz postudiował raptem 2 tygodnie i już ma dosyć! Leniuchu ty! Byś nic nie robił tylko swoją babę do pracy wysyłał >.<
A jeszcze miałam napisać o kursie rosyjskiego w Katiuszy. Więc po pierwsze primo, uważam że nadal jestem drugą najmądrzejszą tam osobą po pani uchitelnicy z jakiejś bałtyckiej republiki. Co prawda nie widziałam jeszcze czwartego ucznia. Ale szkoła kulturalna, jest mała kuchnia do dyspozycji, kawka herbatka i ciastka! Małe klasy, więc mogę gadać ile mi się podoba :P No i nie uczę się tam żadnego języka Mordoru (= niemca), więc mam nawet ochotę wstawać na tą 9 rano w sobotę! Tylko obawiam się że za dużo ruska a za mało anglika :P
środa, 9 lutego 2011
Jutro bedzie futro
Jutro zaczną się i skończą takie prawdziwe feryjne ferie dla mnie. Znaczy dzień kiedy i ja i Cyryl jednocześnie, symultanicznie będziemy mieli wolne, impreza, zabawa. Bo on nareszcie ma obronę pracy inżynierskiej. Czekałam z wytęsknieniem, że nareszcie będzie można się pobawić, napić - bo alkoholu nie piłam od miesiąca! i nocą wrócić na Wilańską pod ciepłą kołdrę. To już wiem że ostatni punkt nie wypali. W piątek są warsztaty merytoryczne w Wilanowie, nie obowiązkowe, ale w świetle wymaganych umiejętności-jak najbardziej wskazane i bardzo interesujące. Byłoby głupotą z mojej strony nie pójść tylko dlatego, bo chcę spać z moim chłopakiem w jednym łóżku do południa. I tak odwlecze się to pewnie do niedzieli.
Więc na razie sama mam ferie, i co robię... tartę cytrynową. Kurczaka w cieście, piorę, sprzątam, nawet piszę coś na kształt magisterki (cały czas się zastanawiam: czy praca badawcza polega na przepisywaniu książek własnymi słowami?) oglądam filmy, seriale, gram w scrabble, chodzę na zakupy :D czytam książki polskie, rosyjskie, angielskie. Wymyślam temat na Long Paper. Wczoraj wymyśliłam "Content Language Integrated Learning with Art something". W ramach zakupów - kupiłam na allegro spóźniony prezent dla Cyryla na Gwiazdkę, obronę, i Walentynki. Aż wstyd że tak późno, no on też niczego nie podarował. Mało tego! nie dośćże musiałam wymyślić prezent dla niego (oczywiście konsultowałam z nim), to jeszcze dla siebie! Stanęło na perfumach,(to znaczy wodzie toaletowej) i znowu ja nie dość że sama wybierałam zapach (to oczywiste) to latałam po superpharmach żeby sprawdzić promocję! No i jeszcze słownik Pons polsko rosyjski ilustrowany, to już chyba chłopak sam sobie poradzi. A na domiar złego chyba w przyszłym tygodniu jedzie na narty. Ja nie chcę / nie mogę. Chyba bardziej nie chcę, bo uświadomiłam sobie że gdyby jechali bez nart, to bym bardziej chciała.
Więc na razie sama mam ferie, i co robię... tartę cytrynową. Kurczaka w cieście, piorę, sprzątam, nawet piszę coś na kształt magisterki (cały czas się zastanawiam: czy praca badawcza polega na przepisywaniu książek własnymi słowami?) oglądam filmy, seriale, gram w scrabble, chodzę na zakupy :D czytam książki polskie, rosyjskie, angielskie. Wymyślam temat na Long Paper. Wczoraj wymyśliłam "Content Language Integrated Learning with Art something". W ramach zakupów - kupiłam na allegro spóźniony prezent dla Cyryla na Gwiazdkę, obronę, i Walentynki. Aż wstyd że tak późno, no on też niczego nie podarował. Mało tego! nie dośćże musiałam wymyślić prezent dla niego (oczywiście konsultowałam z nim), to jeszcze dla siebie! Stanęło na perfumach,(to znaczy wodzie toaletowej) i znowu ja nie dość że sama wybierałam zapach (to oczywiste) to latałam po superpharmach żeby sprawdzić promocję! No i jeszcze słownik Pons polsko rosyjski ilustrowany, to już chyba chłopak sam sobie poradzi. A na domiar złego chyba w przyszłym tygodniu jedzie na narty. Ja nie chcę / nie mogę. Chyba bardziej nie chcę, bo uświadomiłam sobie że gdyby jechali bez nart, to bym bardziej chciała.
czwartek, 6 stycznia 2011
Poświątecznie
Cyryl wrócił, święta Sylwester ledwo co minęły a już znowu święto Trzech Króli - bezsensowne, rzeczywiście. Nawet się nie zdążyłam zmęczyć nauką ale wejść w jej rytm też się nie udało, więc odpoczynek się w sumie przydaje. Jutro zajęć za bardzo też nie ma zajęć, ale apokaliptyczna sesja się zbliża, a ja nie mam tuszu w drukarce i czuję się jak dziecko we mgle przez to. Jak ludziom udawało się studiować bez internetu, xero etc? Chyba po prostu jak studiowali, to jeden kierunek a nie dwanaście, nie pracowali, tylko zakopywali się w bibliotekach. Ja nie lubię się uczyć jak wszyscy są w domu. W sumie czas od powrotu rodziców z pracy do ich pójścia spać jest absolutnie zmarnowany pod tym względem: a to obiad, a to film, zawsze trzeba coś zrobić i poprawiać po 10 razy. "Zgaś światło jak wychodzisz z pokoju", "Zabierz talerze ze stołu", "Schowaj ketchup" po prostu można zwariować. Nie oczekuję że ktoś to zrobi za mnie, ale talerzowi nic się nie stanie jak postoi na stole, a ja nie cierpię jak ktoś mi mówi co mam robić i kiedy. Jest za tłoczno, za głośno. Ledwo zdążę wrócić z zajęć, nawet nie zdejmę butów a już: "Odgrzeję ci kartofli" - non stop upupianie, a potem zdziwienie że nie potrafię czegoś tam ugotować czy zrobić. 0 konsekwencji.
Przeczytałam książkę którą wygrałam w konkursie Sputnika. Ten konkurs, swoją drogą, to taki bajzel. Źle podali wymiar nagród ( szczęśliwie, na moją korzyść chociaż), jak już pojechałam po odbiór, to części mi nie wręczyli -kuponu rabatowego, kuponu na kurs językowy, tłumacząc że mam się sama od tych firm upomnieć, co nie do końca tak było, informacje o wygranym pobycie w Zakopanem otrzymałam na karteczce Post-It. Pomijając brak jakiegokolwiek zaświadczenia o wygranej i braku obiecanych filmów wśród nagród rzeczowych. No i że wygrałam książkę o kampanii Sarkozego o_O
Jak tylko dostane od nich ten kupon to im napiszę co o nich myślę. Fajnie wszystko, nagrody o sporej wartości, ale organizacja jakby były to dwie czekolady.
Przeczytałam książkę "Samotność 12" Arsena Riewazowa. Już notka z tyłu okładki pokazała że jest to książka w stylu i inspirowana Danem Brownem. Międzynarodowe spiski prowadzące do destrukcji ludzkości, tajemne kulty, morderstwa, starożytni władcy, w wszystko to dzieje się w Moskwie. Fabułą i spisek nie jest największym atutem tej historii, ale narracja, humor i rosyjskie realia. W najlepszych momentach przypomina Sapkowskiego co jest sporym komplementem. Opowiadanie "W leju po bombie", z cytowanymi piosenkami któe towarzyszą bohaterowi w jego przygodach. Jako że nawet jedną rosyjską piosenkę rozpoznałam po tłumaczeniu (Chaif, Ne speschi) i wiedziałam co to Kołaczyk/ Kolobok, byłąm zachwycona swoim dogłębnym znawstwem. Fabułą pozostawia trochę do życzenia. Jakim cudem zwykły przeciętny Rosjanin znalazł się z każdej strony wplątany w taką aferę? Dysonans skali wielkiej ogólnoświatowej organizacji i zwykłego człowieka który może z nią walczyć jest naciągany. I sam koniec, bez rozwiązania akcji. Może chwyt żeby wymusić drugą część Odinochestwa 12? Wielkim plusem są pojawiające się w przypisach dowcipy o których mówią postaci, naprawdę śmieszne i w stylu (nic dziwnego zresztą) Gawarit Moskwa z joemonstera.
Przeczytałam książkę którą wygrałam w konkursie Sputnika. Ten konkurs, swoją drogą, to taki bajzel. Źle podali wymiar nagród ( szczęśliwie, na moją korzyść chociaż), jak już pojechałam po odbiór, to części mi nie wręczyli -kuponu rabatowego, kuponu na kurs językowy, tłumacząc że mam się sama od tych firm upomnieć, co nie do końca tak było, informacje o wygranym pobycie w Zakopanem otrzymałam na karteczce Post-It. Pomijając brak jakiegokolwiek zaświadczenia o wygranej i braku obiecanych filmów wśród nagród rzeczowych. No i że wygrałam książkę o kampanii Sarkozego o_O
Jak tylko dostane od nich ten kupon to im napiszę co o nich myślę. Fajnie wszystko, nagrody o sporej wartości, ale organizacja jakby były to dwie czekolady.
Przeczytałam książkę "Samotność 12" Arsena Riewazowa. Już notka z tyłu okładki pokazała że jest to książka w stylu i inspirowana Danem Brownem. Międzynarodowe spiski prowadzące do destrukcji ludzkości, tajemne kulty, morderstwa, starożytni władcy, w wszystko to dzieje się w Moskwie. Fabułą i spisek nie jest największym atutem tej historii, ale narracja, humor i rosyjskie realia. W najlepszych momentach przypomina Sapkowskiego co jest sporym komplementem. Opowiadanie "W leju po bombie", z cytowanymi piosenkami któe towarzyszą bohaterowi w jego przygodach. Jako że nawet jedną rosyjską piosenkę rozpoznałam po tłumaczeniu (Chaif, Ne speschi) i wiedziałam co to Kołaczyk/ Kolobok, byłąm zachwycona swoim dogłębnym znawstwem. Fabułą pozostawia trochę do życzenia. Jakim cudem zwykły przeciętny Rosjanin znalazł się z każdej strony wplątany w taką aferę? Dysonans skali wielkiej ogólnoświatowej organizacji i zwykłego człowieka który może z nią walczyć jest naciągany. I sam koniec, bez rozwiązania akcji. Może chwyt żeby wymusić drugą część Odinochestwa 12? Wielkim plusem są pojawiające się w przypisach dowcipy o których mówią postaci, naprawdę śmieszne i w stylu (nic dziwnego zresztą) Gawarit Moskwa z joemonstera.
niedziela, 5 grudnia 2010
Urodzinki Misiowej Rodzinki
Były prezenty, słodyczy i kosmetyków mam chyba do Wielkanocy co najmniej. I było fajnie, i śmiesznie, i miło i to chyba był pomysł trafiony w dziesiątkę. A ci co nie przyszli, to nawet lepiej, bo by było już napewno za dużo osób.
Po skończonej grze w kręgle część ewakuowała się do metra, ale najwytrwalsze elementy: ja, Iwo (dziwo!) Julka i Beata i Zbysio przenieśli się do cudu clubu Vegas, i koło 1 w nocy impreza się zakończyła brnięciem do domu w zamieci.
A na zdjęciu the best prezent, termos od Cyryla (oczywiście, kupiony zgodnie z moimi wytycznymi), wspaniały zbiornik na wczoraj zakupioną najbardziej kozacką herbatę świata, z alkoholem instant, czyli: Grzaniec Kozacki! Drugim prezentem od Cyryla, który dostałam wczoraj, był pendrive. Historia pendrive'a: Cyryl przychodzi po odbiór osobisty zamówienia, mówi ze pendrive, że Tracer, a potem: jeżeli to pomoże znaleźć, to jest w kształcie chomika >^-^< Oj, wykasował mi się cały kawałek o konkursie Sputnika. Więc zajęłam drugie miejsce za recenzję, ale z nagrodami może być więcej kłopotu niż pożytku - po co mi dekoder telewizji n bez samej usługi? przecież i tak do instalacji jest dodawany gratis! No i kurs rosyjskiego, książki, płyty, filmy. Napiszę więcej potem.
Po skończonej grze w kręgle część ewakuowała się do metra, ale najwytrwalsze elementy: ja, Iwo (dziwo!) Julka i Beata i Zbysio przenieśli się do cudu clubu Vegas, i koło 1 w nocy impreza się zakończyła brnięciem do domu w zamieci.
A na zdjęciu the best prezent, termos od Cyryla (oczywiście, kupiony zgodnie z moimi wytycznymi), wspaniały zbiornik na wczoraj zakupioną najbardziej kozacką herbatę świata, z alkoholem instant, czyli: Grzaniec Kozacki! Drugim prezentem od Cyryla, który dostałam wczoraj, był pendrive. Historia pendrive'a: Cyryl przychodzi po odbiór osobisty zamówienia, mówi ze pendrive, że Tracer, a potem: jeżeli to pomoże znaleźć, to jest w kształcie chomika >^-^< Oj, wykasował mi się cały kawałek o konkursie Sputnika. Więc zajęłam drugie miejsce za recenzję, ale z nagrodami może być więcej kłopotu niż pożytku - po co mi dekoder telewizji n bez samej usługi? przecież i tak do instalacji jest dodawany gratis! No i kurs rosyjskiego, książki, płyty, filmy. Napiszę więcej potem.
sobota, 27 listopada 2010
Zaczarowana Fontanna

Może na początek to co najbardziej mnie "zabolało" w tym tygodniu. W cudzysłowiu, bo kto jak kto, ale ja powinnam mieć inne podejście do życia, przecież to nie pieniądze są najważniejsze. Więc nie dostałam stypendium, choć zabrakło mi dosłownie pół oceny. Teraz przypominam sobie wszystkie sytuacje w których mogłam zdobyć te pół oceny, że gdyby nie wyjazd z IHS-em to miałabym 5 z informatyki Oczywiście bardzo mocno mnie to uderzyło, bo kryteria nie były jasne i wydawało mi się że dostanę...a dopiero potem się okazało że moja średnia to wcale nie 4,5, tylko 4,45 zaokrąglone, no i wszystko jasne. Oczywiście wróciłam do domu i ryczałam jak głupia. Oczywiście jak mogłam najszybciej poszłam do domu, urwałam się z rosyjskiego, bo już nie mogłam wstrzymać łez, wytrzymać tych szczęśliwych osób dookoła.
Cóż, Iwo miała stypendium i wydała na same głupoty, więc nie ma co już płakać. Jestem już tylko zła, bo niektóre osoby które dostały, nie są wcale mądre ani dobre. Ani pilne. Więc strategia na ten rok- pracuj ciężko i nie pomagaj bumelantom.
i tym podobne...
Poczytaj mi mamo - reedycja małych cudnych książeczek z bajkami na 90 lecie Naszej Księgarni. Tym razem w dużym wydaniu, 10-bajkowym, ale ze starą szatą graficzna, o chyba najważniejsze, bo pamiętam te obrazki przed 20 lat. I właśnie tam jest Zaczarowana Fontanna, o fontannie co była wierzbą, i jakimś kameleonie chyba:P Super jest odnaleźć jakiś kawałek z przeszłości. I poczuć się starą doopą... W środę mam urodziny, Cyryl dostał dyspozycje co sprezentować - mało w tym romantyzmu, ale są rzeczy których potrzebuję, jak termos i pen-drive, a nie mam nie nie kasy (bo nie są absolutnie niezbędne) W sumie urodziny to nic fajnego - człowiek tyle czeka, a to mija tak szybko. Poszłabym na kręgle z tej okazji, to byłoby dobre, no ale mimo urodzin trzeba wszystko samemu zorganizować, bo Iwo rączką nie ruszy...może zmuszę Cyryla :)
Cóż, Iwo miała stypendium i wydała na same głupoty, więc nie ma co już płakać. Jestem już tylko zła, bo niektóre osoby które dostały, nie są wcale mądre ani dobre. Ani pilne. Więc strategia na ten rok- pracuj ciężko i nie pomagaj bumelantom.
i tym podobne...
Poczytaj mi mamo - reedycja małych cudnych książeczek z bajkami na 90 lecie Naszej Księgarni. Tym razem w dużym wydaniu, 10-bajkowym, ale ze starą szatą graficzna, o chyba najważniejsze, bo pamiętam te obrazki przed 20 lat. I właśnie tam jest Zaczarowana Fontanna, o fontannie co była wierzbą, i jakimś kameleonie chyba:P Super jest odnaleźć jakiś kawałek z przeszłości. I poczuć się starą doopą... W środę mam urodziny, Cyryl dostał dyspozycje co sprezentować - mało w tym romantyzmu, ale są rzeczy których potrzebuję, jak termos i pen-drive, a nie mam nie nie kasy (bo nie są absolutnie niezbędne) W sumie urodziny to nic fajnego - człowiek tyle czeka, a to mija tak szybko. Poszłabym na kręgle z tej okazji, to byłoby dobre, no ale mimo urodzin trzeba wszystko samemu zorganizować, bo Iwo rączką nie ruszy...może zmuszę Cyryla :)
niedziela, 7 listopada 2010
Sputnik nad Warszawą
Pierwsza książka rosyjska jaką sobie kupiłam :) nie licząc "Russkiego jazyka w kartinkach". Nie jest to wybitna artystyczna literatura, tylko zwyczajna babska książka, bardziej komediowa i obyczajowa niż Danielle Steel, coś w stylu Bridget Jones, bo też w pierwszoosobowej narracja. Bardzo dobrze się czyta, język nie jest trudny, widać że odbiorcą nie był czytelnik zbyt rozinteligentyzowany, zdania są krótkie a słownictwo niezbyt rozbudowane. - mój stopień zrozumienia można opisać w ten sposób: rozumiem ze jedzą kanapki, ale nie rozumiem z czym:) po sprawdzeniu okazało się ze z jesiotrem. Ale to detal który nie wpływa na moje zrozumienie całości. A fabuła jest jak prosto wzięta z życia, codzienne troski, problemy, które jednak rozwijają się w dosyć zaskakujący sposób, trochę w stylu Kopciuszka. Jestem dopiero na 60 stronie, a jest ich chyba 350.
Sama jestem zaskoczona jak łatwo i szybko mi to idzie. Oczywiście, po polsku byłabym już w połowie takiej książki. Ale nie czytam jej po to, zeby zmienić swoje podejście do świata, tylko żeby potrenować język.
A wszystko to w ramach warszawskiego festiwalu filmów rosyjskich Sputnik, gdzie w ramach wolontariatu siedzę na stoisku i sprzedaję książki. Książek jest masa, i klasyków, i współczesnych, polskich autorów, rosyjskich w tłumaczeniu i oryginale. Dobrze że nie ma nic wiecej na co mam ochotę, bo bym się obankruciła. W sumie poza festiwalem w Warszawie też można kupić książki rosyjskie, przez internet www.knigi.pl czy w jakiejś księgarni Rusałka. W ramach festiwalu we wtorek wybieram się na film, mam nadzieję ze do tej pory dostanę wynagrodzenie w formie bezpłatnej wejściówki, bo siedziałam tam w piątek 4 godziny.
Lecą żurawie, Dama z pieskiem i Sala nr 6 to moje menu na festiwal. Chciałabym obejrzeć też Wyspę, Podróż ze zwierzętami, Kierowcę dla Wiery, Pochowajcie mnie pod podłogą, Cara... no nie da rady. Na szczęście jest internet i torrenty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)