Sprawy najnowsze. Jak myślicie, kogo stać na kupowanie byle czego, kiepskich butów czy prawie jednorazowych torebek, ubrań złej jakości? Biednych czy bogatych? Biednego stać tylko na taki szmelc, ale bogaty... ma tyle kasy, że może wyrzucać buty po jednym spacerze. Więc to on może kupować tandetne towary. A do rzeczy, kto będzie bardziej wybrzydzać przy wyborze korepetytora (czyli mnie) dla dziecka? Mam swój profil takiej osoby: jest to matka blondynka w średnim (lub mocno średnim) wieku, mieszkająca w domku jednorodzinnym i wisząca cały czas na telefonie. W zeszłym roku taka matka / czy córka zrezygnowały po 1 lekcji. To były lekcje na umowę, sporo miałam zarobić - nie zdążyłam dojechać do domu a tu już telefon ze szkoły że rezygnują. Wtedy poczułam się zmieszana z solidną warstwą błota i wyrzucona za drzwi jak sprzątaczka, co nie doszorowała kibla do perfekcji. Solidny kac moralny trzymał ze 2 dni, nosiłam się z pomysłem podpalenia im domu (okolice przystanku Kopcińskiego na Imielinie).
Tym razem sytuacja miała miejsce na Marokańskiej - może baba pomyślała że plebs z Osiedla Saska nie jest godzien jej córki co mieszkania w bloku z szarańczą nie zaznała? Babka znalazła moje ogłoszenie w necie, dzwoniła do mnie z pytaniem korki dwa razy, raz odmówiłam bo nie pasował termin, potem drugi raz dzwoniła że nikogo nie może znaleźć i może jednak w piątek? a teraz jej napisałam sms czy dziś lekcja będzie, a ona że nieaktualne... Przypuszczałam ze tak to będzie wyglądać, jeszcze szkoda jej było 5 zł za dojazd do ucznia ("przecież to na piechotę można dojść!" Tak, ale nie w kapciach!!) Odpisałam jej że przykro mi, bo musiałam zrezygnować z innego ucznia żeby mieć czas na lekcje z nimi (co jest prawdą, miałam innego chętnego).
Takie tam paradoksy. Innym tajemnym i nieujawnionym zjawiskiem jest logika autobusów na Gocławiu. Jeśli myślicie, ze na Ursynowie one jeżdżą stadami, to jesteście w błędzie! Praca Płd musi być tak straszna, że autobusy giną bez wieści i boją się zapuszczać same między te wielkie bloki. Więc na/ z naszego przystanku jeździ parę busów na Saską - 123, 147, 111, 151, 117 w jedną stronę. Czy to znaczy że logicznie rozkładają się tak, aby przyjeżdżać w stałych odstępach? Hell no, najpierw stado, a potem 10 minut posuchy, w ciągu której przyjadą ( w parze) 507 i 509, które na Wale Gocławskim nie stają. Więc gdy już jakiś szczęśliwy zabłąkany autobus dowiezie mnie z Saskiej do domu, wysypuje się z niego gromadka ludzi zmierzających sznureczkiem do pasów. Gdy pierwsza z nich do pasów dotrze i przechodzi przez ulicę, reszta też przechodzi ławą przez jezdnię.
Wniosek z tego taki: ufaj swojej intuicji, jeśli gdzieś źle się czujesz, to nic z tego nie będzie.


