Jako że życie w pracy to tylko 1/3 życia w ogóle - aż dziwne- czas popisać o moich szalonych pasjonujących rozrywkach towarzyskich. Są bardzo poważne, jak na osobą w moim podeszłym wieku przystało. Ponieważ często jestem samodzielnie oddelegowanym kierowcą, zwiększa się spożycie Lecha Free. W istocie rzeczy wszystko kręci się dookoła tego samego grona osób, jestem nudna jak nie wiem, ale cud że ktokolwiek poza moim kotem chce spędzać ze mną czas.
Działka. Działka jest jaka jest, do roboty poza wylegiwaniem leżaka, hamaka, jazdą na rowerze, spacerkami, pracą w ogródku lub ogniskami/ grillami niewiele jest. Teraz otworzył się browar więc można siedzieć i tam. Ale pojechaliśmy z Cyrylem. W okolicy są inne atrakcje, których nie zwiedziliśmy, takie jak Nieborów, Arkadia, Łowicz no i tyle. Takie leniwe wiejskie życie.
Rybactwo rybołóstwo wędkarstwo czyli wyjazdy niby to na ryby, ale w sumie na grilla i ognisko i picie piwa. Wędki właściwie to taki atrybut kamuflażu że piwo nie jest jedyną przyczyną wyjazdu, bo ryby łapią się przez przypadek jedynie. Miejsce jest jedno, jeziorko w odległości niewielkiej od dwóch kumpli nierozłącznych jak paski na dresie. Miejscówka niby ok, ale nic specjalnego. Przypomniałam sobie jak kiedyś jechaliśmy na grilla za Łomianki, tam też było jeziorko. No to jednak była większa masakra.
Rozrywki inne, takie jak:
Dni Ursynowa i koncerty Vavamuffin i Braci. Całkiem miła rozrywka, siedzenie na górkie i picie z puszkie, słuchanie muzykie.
Wyjazdy zwiedzanie okolicy jak tężni w Konstancinie ;) piękny park i eskadra kaczuszek, no i te solanki, po prostu +100 do zdrowia.
Spotkania towarzyskie Balkon Party z koleżankami z pracy. Więc towarzystwa w których się obracam to: towarzystwo "Z klubu Vegas", tam przynajmniej czasami pojawiają się nowe osoby. Koleżanki z pracy, tzn wybrana wyselekcjonowana ekipa. Pokemony. Reszta to wolne elektrony, ale prawie że nie wpływają na pracę systemu.
No i wyjście do teatru Polonia na Shirley Valentine, jakimś magicznym zrządzeniem losu miałyśmy miejsca w drugim rzędzie i Krystyna Janda była na wyciągnięcie ręki.
Wyjście do kina, ale o czym tu gadać. Na Avengersów już 4 latki chodzą ...
Tic Taki bananowe takie sobie, choć z minionkami. A popkornowe dobre dla fanów karmelowego popkornu takich jak ja.
Oto mój wpis z pierwszego w życiu pobytu w szpitalu. Choć bałam się strasznie, gorsze było czekanie czy będzie lepiej czy gorzej. Dwie wizyty na SOR w Bielańskim, jedna zakończona powrotem do domu z powodu ZUM - niby radść, ale sprawa podstawowa nic się nie polepszyła, więc po tygodniu ta sama droga, czekanie pierdyliard godzin na numerek, przyjęcie i rozmowy z debilnymi stażystkami: - Niech pani określi swój ból od 1 do 10. - Ale mnie nic nie boli. - A czy ból promieniuje? <ściana>
Pierwszy wenflon na SORze
Przytulne łóżeczko na korytarzu. Blisko kibla, ale lampy w gały całą noc, bez kontaktu - telefon łądowałam w kiblu. Szczęśliwoe tylko 1 noc.
Pierwsza kroplóweczka, też na korytarzu.
Awans do normalnej sali, 3 łóżka, łazienka własna, telewizor - no na monety, ale zawsze coś, i WIFI!! łóżko przy oknie, wygodne w miarę, szafka z blatem.
Łazienka z ciepłą wodą (no trzeba było trawić) ale czysta, nowa. Tylko bez lustra... Lustro było w kuchni i w łązience dla odwiedzających :P
Typowe danie obiadowe. Zupa jakaś tam, dwie kulki kartofli, sałatka np. marchew z pietruszką O_O i sztuja mięsa. Kotlet rybny np.
Niebieski wenflon dla niemowlaczka.
Przebój mody szpitalnej, leggingy norweskie. Przynajmniej ja sie przebierałam w piżamę i odzienie codzienne, inne staruchy all day w pasiastych piżamach suwały po korytarzu.
Racja żywieniowa. Jabłka zjadłam, kawę piłam i herbatą reszta w większości wróciła do domu.
Cytuję: "Wspaniałe ujęcie ukazujące radość z podróży przeplataną wzruszeniem z powodu odzyskania zdrowia ". Dobry kolega Michał przyjechał i zabrał mnie w tego miejsca boleści.
Nalana od sterydów gęba i włosy nie myte od tygodnia. Ale czesałąm sie w dobierany i wszystkim się podobało. Albo tak mówili tylko.
Tak spędzałam dnie. W sumie było spoko, relaks, ktoś odwiedzał, można było pogadać lub oglądać Wspaniałe Stulecie.
Inny obiad. Niewiele różni się od pozostałych, tylko jak pokroić sztukę mięsa bez noża? Nie dawali noży, każdy miał własny. Przez ilo,ś,ć zup mlecznych stwierdziłam że jednak nei mam alergii na laktozę.
Karta dokonań medycznych. Ciśnienie pierwsze mierzyli o 6, więc nie dziwne że jak u trupa.
To co można porabiać w wolnym czasie. Jeść sushi z biedronki.
Miałam napisać recenzję perfum mojego życia, ale aktualnie zalatuje mi pod nos gipsem Cyryla. Noga nie myta od dwóch miesięcy wyhodowała dyskretny aromat żula, co nie sprzyja opisom kwiatowych aromatów.
Z nadejściem wiosny zmieniliśmy czas na letni. I oto chwila na refleksję, gdyż w 2009, 27 marca gdy czas się przesuwał, Cyryl Weronikę poznał ;) Było to na imprezie u Cyryla na Wileńskiej, gdzie poszłam z kolegą Zbysiem i koleżanką Olą i Kubą "z grzywką". Pamiętam że moje serduszko wtedy mocniej nie zabiło, gdyż jeszcze nie uwolniłam się z emocjonalnego bagna poprzedniego związku *.
Ale po paru spotkaniach się umówiliśmy do Studenta, i godzinę całowaliśmy się na ławce w parku :P I tak to poszło.
I po 6 latach Cyryl jest unieruchomiony w domu a ja poszłam z koleżanką na koncert Braci Figo Fagot. Aż sama się sobie dziwiłam że tak bardzo chciałam, czy to były te dni w miesiącu, czy już miałam dość siedzenia w domu, czy potrzebowałam chamskiej rozrywki czy coś innego? Poziom emocji wyższy niż zazwyczaj, bałam się że jak Cyryl na swojej samotnej imprezie coś sobie zrobię, np. złamię nogę. Perspektywa oglądania King Konga i jedzenia czipsów - zwykle tak kusząca - straciła blask, a ja z prędkością światła tuptałam na przystanek. Koniec końców wyjście było bardzo udane, wybawiłam się za cały czas spędzony z kaleką w domu, trochę jak pies spuszczony ze smyczy. Niestety nie posiadam słit foci do upięknienia notki, ale co za różnica, gdy czytelników niewielu ;)
_________________________
*(który trwał 4,5 roku a powinien 2 miesiące, Bożenko jaka byłam głupia i chodziłam z nim tylko aby nie być sama i byłam zafascynowana ideą chłopaka, a potem już przyzwyczajenie druga natura nie pozwoliły tego skończyć, aż wreszcie w Halloween 2008 nie przyniósł mi krzesła w Tattoo i na następny dzień się z nim pożegnałam. Przed miesiąc, góra dwa byłam na emocjonalnym haju ze swej odważnej decyzji, a potem już chciałam wracać od skurczów macicy i trochę tak było, a serduszko znów zabiło mocniej, a on mówi: od 2 lat Cię nie kocham ale tak wygodnie być razem - więc było friendzone masakra, aż pojawił się Cyryl)
Taki mamy klimat, że czasami są urodziny, czasami w zimę, i czasami jak ktoś na nie pójdzie to popije za dużo i spadnie ze schodów (lub nie wiadomo w sumie, może pług śnieżny potrącił lub drzwi przytrzasnęły lub dziki kot poszarpał) i noga złamana.
Tak więc Cyryl nogę złamał w stawie skokowym z przemieszczeniem i uszkodzeniem więzadeł. Dwa tygodnie w szpitalu jak w mordę strzelił spędził. Ale nie o jego niedoli tu piszę, tylko o mojej, bo przez niego zostałam na dwa tygodnie sama z kotuczkiem. I nigdy przenigdy nie mieszkałam tyle sama, zawsze z rodziną, siostrą i w końcu Cyrylem.
Minusy są takie że bałam się jakiś paranormalnych aktywności, bo jestem strachliwa. Ale tylko w nocy przed snem, i tabletki uspokajające pomagały ;) Minusem jego wypadku jest też wzmożony kontakt z jego matką, która:
a) chciała pozwać chyba schody które przewróciły Cyryla
b) kazała mi wylać cały alkohol z domu, na wszelki wypadek (oh, gdyby wiedziała że mam wodę brzozową w łazience...)
c)chciała żebym ja chodziła do prokuratury pozywać te schody
d) kazała mi gotować i robić zakupy - jakbym normalnie tego nie robiła
Niestety nie mogłam w pełni rozkoszować się czasem samotności, bo moje dni wyglądały: praca, szpital, dom i spać. Dzięki też temu minęły bardzo szybko. Wnioski z mieszkania samemu:
- nikt nie śmieci poza mną
- jak coś gdzieś zostawię, to następnego dnia tam to znajdę. No chyba że kot znajdzie to pierwszy
- nikt mi podstępnie nic nie zje
- nikt nie zajmuje łazienki
- żaden owłosiony orangutan nie brudzi wanny włosami
- mogę zapraszać koleżanki i nikomu nic do tego
- kot był zupełnie nieznośny bo tylko jedna bestioszkapa się nim zajmowała.
A teraz już prawie miesiąc Cyryl siedzi w domu wychodząc do lekarza, i raz poszliśmy do kawiarni. Pojechaliśmy tzn.
Organizmy żywe wchodzą ze sobą w różne powiązania. Oddziaływania te (interakcje) są zależnościami pomiędzy osobnikami tego samego gatunku albo między różnymi gatunkami.
Jasna sprawa. jako jedyny gatunek, który rozwinął cywilizację, łączymy się w pary, grupy, skupiska. Niektóre dobrowolnie - znajomi, partnerzy, a inne są narzucone - klasa w szkole, praca. Dobrze jest, gdy w tej grupie można odnaleźć z kimś wspólny język. Gorzej, gdy tylko się tak nam wydaje - kogoś polubiłam, ale okazuje się że ten ktoś mnie nie, albo tylko patrzy żeby mnie wykorzystać. Czasami zdarza się, że ktoś polubił mnie, a ja jego nie - i wtedy sam się prosi o bycie wykorzystanym. Ta sytuacja zdarza się rzadko niestety.
Jakie rozróżniamy formy współżycia? Między innymi gatunkami, bo zwierzęta nie ludzie, potrafią się jakoś dogadać. Jedna sikorka drugiej nie wepchnie kotu do paszczy.
Mutualizm - ( symbioza obligatoryjna) jest to ścisłe współżycie dwóch gatunków. Gatunki przynoszą sobie nawzajem korzyści. Są tak ściśle powiązane, że nie mogą żyć bez swojej wzajemnej pomocy.
To ideał związku partnerskiego ;) Mam nadzieję , ża mój związek, w którym on leży na kanapie oglądając 1 z 10 ( i nie wie co to znaczy Dulce et decorum est pro patria mori =='), a ja piszę bloga i gotuję obiad, też do tej grupy należy.
Protokooperacja - współżycie 2 organizmów, niekonieczne ale dające korzyści obu stronom. Może być tylko okresowe.
Być może to sytuacja, w której dotrzymujemy towarzystwa innej osobie, np. na studiach - koleżanka gwarantuje nam wkręcenie się w interesujące towarzystwo, a my pomożemy jej i damy notatki. Pożyczymy książkę, zrobimy ściągi, w ogóle napiszę za nią egzamin... nie, do niczego taka współpraca! Prędzej: ktoś organizuje fajny wyjazd, jak pod namiot do Finlandii a ja łaskawie decyduję się zaoferować moje wspaniale towarzystwo.
Komensalizm- daje korzyści tylko jednej populacji, gdy druga jednak nic na tym nie traci, nie szkodzi jej to.
Inaczej współbiesiadowanie. A tutaj nie umiem wymyślić żadnego przykładu. Widać u ludzi taki układ nie ma miejsca. Może: ktoś nie jadł ciasta, bo się odchudza, więc ja je zjem. Koleżanka ma fajnego kolegę, ale go nie podrywa, więc ja sobie go biorę...a imię jego Cyryl.
Neutralizmto typ obojętnego współżycia jednej populacji wobec drugiej, kiedy organizmy żyją w tym samym ekosystemie ale nie wchodzą w bezpośrednie relacje (np. sikorka i kaczka).
Czyli ja i reszta ludzi żyjących na naszej planecie! Co za mizantropijne wyznanie, ale jeżeli relacje nie podpadają pod wyżej wymienione, prędzej mogę stracić niż zyskać z takiego związku. Nauczona przez doświadczenie życiowe, ludziom nie należy ufać, bo zaoferują ci kopa w dupę i poprawią miłym słowem. Nie należy tez być przesadnie szczerym, bo : Szczerej Kasi majtki widać! Interpretacja według uznania.
Konkurencja- organizmy rywalizują ze sobą o zasoby środowiska np. o światło czy pokarm. Konkurują organizmy, które żyją w tej samej niszy ekologicznej. Ze skrajnego punktu widzenia; nie należy pomagać innym, gdyż konkurujecie o powietrze na tej samej planecie / o pracę / oceny / samca. I mogą się zmienić w zombie w czasie zombie apocalipse. Oczywiście, co to byłby za świat, należy więc umiejętnie wyważyć szale, żeby przejść w stronę protokooperacji lub mutualizmu: ja uczę dziecko kuzynki a ona mi leczy zęby.
I dochodzimy do sedna tego przydługiego wywodu, czyli ostatecznej formy współżycia społecznego:
Pasożytnictwo- jedna populacjażyje kosztem drugiej, czerpiąc z niej przez długi czas pokarm.
Teraz myślimy o naszych znajomych... i kto z nich jest pasożytem? Kto tylko truje de..
czy masz to, tamto, czy mi dasz, kupisz, zrobisz kanapkę bo mam dwie lewe ręce, powiesz tabliczkę mnożenia, bo pewno znasz lepiej niż kalkulator, poradzisz jak uprać skarpetki bo jestem debilem. Ile to przyjaźni rozpadło się, bo ktoś odmówił zrobienia jakiejś głupoty. I starasz się być pomocny, pożyczasz te notatki, potem Ci je gubią. Mówisz że coś zrobisz, tracisz pół życia, a potem i tak jest że źle. Pytam sama siebie: czemu więc nadal znajomić z tymi ludżmi?
Więc motto: Gdy Cię o coś proszą, to zrób źle, więcej Cię nie poproszą!
Święta się zbliżają, prezenty czas kupować - może zamiast głupot, uczucia podarować?
Kupić coś trzeba, czasem już nie ważne co, tylko COKOLWIEK. Durnostoje, kosmetyki bazarowe, prezent przechodni, albo kasa - co jest już najsensowniejszym rozwiązaniem. Zainteresowała mnie książka o Minimalizmie po polsku , chciałam dostać na urodziny- co jest już przeciwieństwem treści tej książki. Ma promować prostotę i posiadanie małej ilości rzeczy, a nie kolejnej książki ;) Miałam urodziny wiele razy, i sama wiele razy kupowałam prezenty, dlatego wiem jak to wygląda. Kupić coś :P W najlepszym wypadku kończy się na alkoholu lub czekoladkach. najgorzej - na czymś czego nikt by nie chciał, nie użyje, nie założy i tylko zajmie miejsce w szafie lub raczej pod łóżkiem. Dlatego większość prezentów to zwykły nonsens, kupiony tylko BO TRZEBA ta dam! Trzeba robić listę, a nie czaić się a potem żałować. Jakieś beznadziejne filiżanki z wigilii pracowej, które gdzieś tak skutecznie schowałam że nie chuchu nie wiem gdzie są. Ciuchy, w których nie chodzę a szczyt szczytów to gunwo stare co komuś zbywa, np stary aparat na kliszę od kuzynki, który nam ofiarowała gdy już wchodziły cyfrówki :/
A teraz jest kacowa niedziela, jestem zła jak osa, u sąsiadów łupie muzyka, u drugich bachor ryczy i zaraz mnie coś trafi. Jutro do pracy znów odwalać robotę za dwie osoby, bo jedna na zwolnieniu jest bo ma alergię ... 2 tygodnie na syfy na gębie?? Tez mam alergię i ŁZS na twarzy i jakoś chodzę do pracy. Melisa się skończyła, ale znalazłam resztkę kropli walerianowych w łazience.
Notkę dedykuję wszystkim, którzy przyczynili się do zmiany starej nudnej Werki w nie wiem co, czego sama się boję.
Odniosłam ostatnio wrażenie, że dorosłe życie jest pasmem nieprzerwanych wyborów. Nie mówię tu o pozornych wyborach ( iść na zielonym czy czerwonym? wstać rano do pracy? oddychać czy nie?) ani wyborach politycznych, bo to inny temat. Jak w takich książeczkach, gdzie każdy wybór wersji zakończenia odsyłał nas do innego rozdziału. Tylko że tam było tylko jedno zakończenie koniec końców i w końcu musiałeś na to wpaść. A w życiu każda decyzja pcha na inne tory.
No więc moje "poważne" wybory tego tygodnia: iść na piwo czy do kina? Co bym nie wybrała, kogoś zawiodę odmową. Jechać na weekend do lasu czy na koncert, o którym zapomniałam (ale bilet już kupiony!) Decyzje jakieś podjęłam, żadna chyba nie skierowała mojego życia na inne tory - ale może uchroniły mnie przed jakąś losową katastrofą?
Np. dziś podjęłam decyzję kupić ten Krem Nivea Sensitive a tu recenzje takie słabe :( Oczywiście kupiłam na dzień i na noc kombo. mam nadzieję że mi twarzy nie zepsuje. Gdzie krem Alterra z dziką różą?
Zanabyłam drogą kupna też eyeliner. Akurat pędzelek kiepski, to sobie zamieniłam na fajny z starego eyelinera Catrice.Niestety, tak samo jak lubię eyelinery, to budowa mojej powieki tego nie ułatwia, i problemy z wrażliwym okiem powodują łzawienie i rozmazuje się.
Lakier Astor , jeden z moich ulubionych . To nowy kolor akurat z lewej, a z prawej stary, w Rossmannie promocja 2za1 i mogłam kupić oba prawie identyczne. Dobrze się maluje, trwały - na moich beznadziejnych paznokciach w miarę. ładne kolory, dobrze napigmentowany. Polecam.
Z ulubieńców nie-kosmetycznych: Sok bezpośredni Słoneczna Tłocznia . Wiele smaków, samo zdrowie, łatwo się nalewa. Również polecam.