I zupełnie przez przypadek drapiąc się po płatku uszu jakby pękła mi jakaś gulka w nim. I wiedziona przeczuciem złapałam jakąś tępą szpilkę - i bum! przeszła na wylot ;) Potem udało mi się założyć kolczyk na jedno ucho, z drugim było gorzej, już myślałam ze będę musiała ja przebijać jakoś, ale w końcu się udało. Trochę bolało to prawe ucho też, ale smarowałam maścią z antybiotykiem i przeszło.
Zebrałam wszystkie swoje pozostałe kolczyki z domu. Musztardowo-fioletowe, zielono-przejrzyste, biało-niebieskie, zielone, różowe. Zrobiłam sobie fioletowe ze srebrną kulką oraz z listkami. Większość wiszące, w tym samym stylu. Jestem zachwycona faktem noszenia kolczyków, co prawda nikt mnie nie chwalił, poza Cyrylem. Przeszukałam swój kuferek i mam mnóstwo różnych materiałów, nawet bez dokupowania niczego nowego. Och czuję się w swoim żywiole składając kolczyczki. W ogóle jestem niezwykle kreatywną osobą, i kolczyki robię, i kartki świąteczne i rysuję, piekę, gotuję, cud miód. W pracy jestem koordynatorem ogródka :P Dziś godzinę pieliłam.





