poniedziałek, 14 września 2009

The Bard's Song

Dlaczego się traci tyle zcasu siadając przy komputerze? Bo zamiast zrobić to, po co tu zasiadłam = napisać notkę, łapię się na tym, że utknęłam na facebooku grając w Farmville! Żebym tylko ja w to grała...koledzy, koleżanki, nawet jedna która urodziła miesiąc temu dziecko! Ba, nawet Cyryl :P Ogólnie, chyba coraz bardziej preferuję facebooka od grona, bo od naszej klasy zawsze go wolałam. Moim zdaniem, nk to portal dla pokolenia naszych rodziców, ludzi 30-50 lat, bo napewno nie dla młodzieży. Facebook jest międzynarodowy, co jest fajne, mimo że zbyt wielu zagranicznych przyjaciół nie mam, tylko parę osób poznanych w Szwecji.

--

Ale nie o tym miałam pisać! Tylko o koncercie Blind Guardian!

Mój ulubiony zespół z czasów liceum, strasznie ich lubiłam na fali pasjonowania sie Tolkienem. Zresztą, nadal lubię, bo ich muzyka jest świetna, power metalowa, trochę folkowa, Hansi ma świetny głos, teksty opowiadają jakąś historię, albo z Silmarillionu, albo z Iliady, nawet o Galileuszu, Nietzschem.

"Precious Jerusalem" is based on the final days of Jesus of Nazareth.
"Battlefield" is based on Song of Hildebrandt, an old German tale of a father and son who find themselves in a duel to the death.
"Under The Ice" has connections to the Iliad, focuses on Cassandra and what happened to her after the Trojan War, particularly from The Oresteia.
"Sadly Sings Destiny" based on the religious aspect of the Messiah in the Old Testament, and tells of the crucifixion of Jesus from the point of view of a character who reluctantly helps fulfill the prophecy, by doing such things as building the cross and weaving the Crown of Thorns.
"The Maiden and the Minstrel Knight" is based on an episode from the story of Tristan und Isolde.
"Wait for an Answer" is a story Hansi wrote about a friendship between a hare and a fox, a very unusual friendship. They both have to avoid the genocide created by the tribe of crows who are the kind of racist nation in the story about hope and war.
"The Soulforged" is based on the Dragonlance saga's tales of the mage Raistlin Majere.
"Age of False Innocence" is about Galileo Galilei.
"Punishment Divine" is about Nietzsche's decline into insanity.
"And Then There Was Silence" is about the Trojan War, largely from the point of view of the Trojans. It was inspired by Homer's Iliad and Odyssey and Virgil's Aeneid.
"Harvest of Sorrow" is based on Tolkien's tragic story of Túrin Turambar, which appears in the Silmarillion.

Grali po raz pierwszy w Polsce, i to za darmo, na festiwalu w Płocku. Biedne miasto zostało dosłownie zalane przez zgraje metali z długimi włosami, glanami, koszulkami mrocznych zespołów i czarnymi skórami na plecach. Cyryl wyciągnął gdzieś chyba z piwnicy swoją heavy metalową "katanę" = dzinsową kamizelę upstrzoną naszywkami i logami zespołów. Na koncerty może w niej chodzić, nigdzie więcej!

Przyjechalismy z jednymi znajomymi, z którymi pokuszalismy w kaukazkim restoranie. Potem oni zniknęli na występ Acid Drinkers, my z kumplami Cyryla do Żabki po wytwory sierpskiego przemysłu browarniczego, czyli piwo Kasztelan! Marta może mi pozazdrościć, bo opanowałam otwieranie piwa zapalniczka :] chyba miałam do tego wrodzony talent. Tylko dużo mi to nie daje, bo po co mam nosić ze sobą zawsze zapalniczkę? Zresztą to musi być taka chuda, a ja mam grubą. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, popiliśmy piwko, potem fru pod scenę! Mało było widac, scena była za niska :( ale parę razy wylądowałam z moją grubą dupą na barana. i to nie tylko u Cyryla, więc widziałam całe Mirror Mirror!

W sumie to wyjazd był świetny, znajomi Cyryla fajni i sympatyczni, ale najbardziej mnie cieszy że z Nim byłam na Blindach :) z Maćkiem w sumie byłam na Rammsteinie, a na Iron Maiden i Within Temptation z koleżankami :P

Nie było problemów z dojazdem, i powrotem - samochodami (z kim innym w każdą stronę), po 2 bylismy już na Wileńskiej. Tylko nie wiem czemu o 3 w nocy gralismy w farmville na facebooku...

czwartek, 3 września 2009

Zakochane Zakopane


Chyba nadal nie mogę w to uwierzyć, przecież tyle razy siadałam do pisania nowej notki w tak wisielczym nastroju, że na klawisze wylewałam (w przenośni)  swoją krew i łzy.

A teraz jest mi tak cudownie, mimo wszystkich przeciwności udało mi się wyrwać z zamknietego koła poprzedniego związku i znaleźć nowego wspaniałego chłopaka. Idealnego dla mnie. Mógłby tylko nie palić, bo i mnie wciągnie w nałóg :P i nie pić piwa, bo od niego mi też brzuch rośnie :P Żartuję, nie zmieniłabym Cyryla w żadnym calu.

Pojechaliśmy razem na parę dni do Zakopanego, pierwszy wspólny wyjazd. Moze to taka prawidłowość, że jeżeli jest wielkie zamieszanie przed wyjazdem, to sam pobyt na miejscu udaje się znakomicie? Tak było tym razem, bardzo dobrze się bawiliśmy, spacerowaliśmy po mieście, po górach tylko troszkę, a jak padało oglądaliśmy filmy w pokoju. 50 metrów dalej mieszkali nasi miejscowi znajomi, więc wieczorami było gdzie wpadać na piwo, albo z kim się szwendać po nocy po polu.

Pierwszej nocy po powrocie obudziłam się, i przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem, i czemu nie ma obok mnie Cyryla...

Żałowałam że wyjeżdzamy, a to mi się nie zdaża! Zwykle chcę wracać do domu, gdziekolwiek bym nie była. Ale teraz to, co najważniejsze było przecież tuż obok. Cieszyły mnie małe rzeczy, spacery po nocy i rozmowy o głupotach, jedzenie pierogów z jednej miski, nawet stanie w kolejce do kolejki na Kasprowy było w takim towarzystwie przyjemnością ( z piwem i podśpiewywaniem rosyjskich piosenek). Byliśmy w kinie na Kac Vegas, jadłam oscypka z żurawinami (któego w nocy podgryzł chyba kot Ravic 2) Pzrez okno było słychać szum strumyka, tylko na drzewach coraz więcej żółtych liści. Ale dla mnie to i tak był maj.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Garnuszki foto-story

Wakacje nadal trwaja, płyną rzeką po asfalcie jednym szerokim pasmem odpoczynku i zabawy. A tak! szkoda tylko że po asfakcie, chwilowo po nadmorskiej plaży (ah, jak fajnie nam tam było, smacznie, wesoło i procentowo!)

czyżby to czas na mini fotorelację?

Już pierwszego dnia do akcji wkroczył papier toaletowy aka "szarak". Widać go na głowie Iwony, w środku Gosia z miną małego kotka. Papier toaletowy był towarem luksusowym, prawie na kartki, my przywiozłysmy go z Wawatown, pokemony...wyprosiły dwie rolki od kolezanki z Gdyni, z którą się spotykałysmy...Czaicie bazę? zabrała dwie rolki z domu i nam przyniosła w torbie xD

Na półeczce rosła kolekcja puszek po piwie, paczek po fajkach (te kupowała tylko Gośka, ale amatorów dymka & karmienia skorupiaka było więcej) i butelek po vodce. Tych ostatnich było tylko dwie zero-siódemki żołądkowej gorzkiej czystej De Luxe. Jedna była za mało, dwie - za dużo. Ala jaka piękna kompozycja powstała:


Starterem do picia który wydawał komendę: Ognia! był ślimak winniczek, wieczorek pożegnalny rozpoczał sie gdy przepełzł do cienia. wszystko działo sie w rozrywkowym pokoju 120, ala Club u Władcy na Plaży.

następnego dnia...miny nie dopisywały, zwłaszcza że (impreza zaczęła sie wcześnie i tak samo skończyła, przed 24)już o 10 musiałyśmy sie wymeldować. Ale poszłyśmy pod grzybek inhalacyjny się dotlenić...

A potem i tak rąbałyśmy w tysiąca, bo jakiś deszcz nam nie straszny! na ławeczkach przed sopocką przymolną estradą, na której wcześniej występował jakiś rosyjski bard potomek Okudżawy. Barbarzyńskie teutońskie pokemony nie dały mi posłuchać, ba! tępiły wszelkie rusycyzmy, bo wszakże jesteśmy w PL :P

Pławiłyśmy sie w Bałtyku jak młode foki, ja w cętki, Iwo w tropiki.

To zdjęcie pokazuje, jak bardzo mam wszystko na swoim miejscu :P

Iwona z Martą tez niczego sobie, nogi aż do samej du.. , choć argumenty mniejsze! Garnuszki sie popiekły, Gosławę zaatakowała jakaś słoneczna alergia, i obawiałyśmy sie że ze świądu cała sie rozdrapie - i co my z taką rozdrapaną zrobimy? będziemy ją mieszać z kebabem jak będzie głodna, bo będzie konsystencji przetartej gąbki? Na szczęście pani Strąk uratowała naszą drużynową.

I tak też wesoło minął nam tydzień w 3mieście

piątek, 14 sierpnia 2009

Garniarnia in Sopot

Występują: klony (Weronika i Iwona) , pokemony (Gosława i Marta), podrzutek Chaosu (Aśka) i pan z Perełki aka Goły i Wesoły.

Zaczęło się całkiem niewinnie, o 6:40 w czwartek 6 sierpnia, w pociągu Neptun relacji Warszawa Zachodnia -Gdynia Główna. Gosława zarządała ode mnie wieczka do herbaty za dodatkowy cukier i pożarła moją sałatkę z poRem i szynką . Ja w zemście ukradłam jej poczęstunkowe ciasteczko.

Kolejna odsłona: godzina 23, zabrakło piwa, wycieczka do monopolu, a w drodze powrotnej... spotkanie z panem jadącym do Perełki, który najpierw niby tylko chciał wyłudzić papieroska, a potem naszła go taka myśl: Za ile się zabawimy? Weronika i Gosława uciekają z autobusu dzikim pędem, Weronika w rękawie ma 1 piwo Okocim, Gosława na 6 w plecaku.

Pobudka wczesnym rankiem koło 10, juz o 12 bywałyśmy zwykle na plaży. Plażowanie, potem obiad, znowu plażowanie, a potem party w Imprezowym Pokoju 120 u Władcy Klubu!

Setlista:

  • Rabatki- Los Trabantos
  • Like a Prayer- Madonna
  • Policeman- Jamal
  • Rozczochrany Łeb- Habakuk
  • różne -Abba
  • Spierdalacz- Pogodno

Obowiązkowy taniec z prostownicami, w wariancie bardziej wschodnim z warkoczem Julii Timoszenko z papieru toaletowego :)

Dwa razy garniarnia piła na wyjeździe w Gdyni: w klubie Contrast ^^ okrętowe klimaty, a raz u państwa rodziców koleżanki, zeszły dwie połóweczki żóbróweczki. Bo my juz nie pijem tylko piwa, z nas są true drinkary - drin z limonką (na wieczorku pożegnalnym) to była jakość sama w sobie, żoładkowa gorzka czysta nie jest zła. A jak sie po niej gra w tysiąca, tylko karty ryba walą (tą rybą, o której pokemony zapomniały że ją zjadły)

Ostatni akt: pożegnalny sopocki drin dorabiany w pociągu, zagryzany kanapką z makrelową pastą.

K O N I E C

W bardziej prozaicznej konwencji: wyjazd bardzo udany. Na początku obawiałam sie tęsknienia z Kiryłem lub Cyrylem, jednym z nich, ale szybko sobie uświadomiłam że bez sensu byłoby branie go na ten wyjazd, bo solidarność jajników by go przygniotła. A tak, wybalowałam sie swobodnie z koleżankami i siostrą. Bałam się też, że jak to bywa gdy z kimś dłużej przebywasz, że zaczniemy sie wkurzac i pokłócimy sie strasznie - nic takiego nie było, w serdecznej atmosferze dotrwałyśmy końca wyjazdu i zdecydowanie nie mamy siebie dosyć.

Było nam miło, wesoło, smacznie, ciepło i słonecznie, trochę w stanie nieważkości, wyjazd na tydzień to idealna długość. Przeczytałam "Dzieci Stalina", opaliłam się, nie zbankrutowałam... Więcej takich wyjazdów!

Uczestnicy wyjazdu garnuchów mogą dodawać alternatywne wersje wydarzeń w komentarzach :)

poniedziałek, 27 lipca 2009

Night in July

Lipiec już się kończy, ale czy ważne w jakim miesiącu? Czy sierpień, czy marzec... Dwa miesiące temu raptem były Juwenalia, na których coś zaczęło się kroić, a teraz proszę, proszę. Dużo sie zmieniło, dostałam się na drugi kierunek! Po drodze zdążyłam zwątpić, myślałam że jednak mnie nie przyjmą. Ale jednak 85% z rozszerzonego angielskiego wystarczyło i jutro składam papiery do KKNJA UW :) 

Na razie jestem zadowolona że plan udało sie zrealizować. Potem zaczną sie schody, tu magisterka, a tam pierwszy rok, no i ci ludzie rocznik '90... Spotkałam koleżankę która też tam studiuje, ale wyjeżdza na erasmusa- jak wróci będziemy na jednym roku. Była zadowolona, chwaliła, na razie wygląda to zachęcająco. Gdybym się nie dostała, to moja samoocena znowu zaczęłaby dyndać w okolicach kostek. Ale nie było powodów żeby mi się nie udało. Przecież całe liceum grzecznie sie uczyłam, za chłopakami prawie nie latałam...

(zajrzałam ostatnio do swojego pamiętnika z tego okresu, jak moi rodzice gonili mnie do nauki, prawie zabraniali spotkań z Maćkiem, pilnowali, sprawdzali, zmuszali do pracy. Z perspektywy widzę, że było warto, choć wtedy cierpiałam. A jakby było na odwrót, to cierpiałabym teraz, a nie zbierała owoce ciężkiej pracy.)

W planach było: nie znajdę chłopaka do wakacji, to kupię sobie laptopa (zamiast jechać na wakacje z chłopakiem, którego nie ma) Znalazłam chłopaka, a laptopa trzeba kupić i tak, bo potrzebny do nauki. Rodzice może się złożą, choć trudno "nagradzać", bo maturę zdawałam przecież 4 lata temu, a to było jedyne kryterium przyjęcia na studia.

A Cyryl wraca już w czwartek, być może dostanę Limoncino, ale to w ogóle nieważne. Stęskniłam się już strasznie, jak wreszcie się zobaczymy, to chyba mnie od siebie nie odklei!

środa, 22 lipca 2009

Осколок льда

Skreślam powoli dni na kalendarzu, ale ciągle zostało ich więcej niż ubyło. Czekanie to coś, do czego kobiety przywykły od wieków - mężczyzna działa, kobieta czeka. Dni, miesiące, lata...

Może się tylko śni
inna część świata,

Trudno obudzić w sercu to, co tyle lat drzemało uśpione. Trudno mi jest zaufać, zatracić się, zapomnieć. Kiedy patrzę w ciepłe zielone oczy- wtedy wierzę. Ale sama ze sobą zaczynam wątpić, buduję dookoła siebie ochronny mur, za który ciężko jest wejść. Wszystko przez to, że tak dużo wyjeżdza w lipcu- nie było go 6 dni, wrócił na 5, i znów wyjechał na 11 :( nudzę się, jestem sama, źle mi z tym, nachodzą do głowy głupie myśli.

Miało być tak pieknie, nowe studia...a nie wiadomo co z tego będzie, lista się nic nie przesuwa, niby ja nadal jestem na rezerwowej, koleżanka zapewnie że spokojnie zrezygnuje tyle osób żebym ja sie dostała, ale to dla mnie jest coraz mniej oczywiste. Dobrze że to tylko drugi kierunek..tylko? w sumie mogę poprawić maturę, spróbować za rok, i wtedy jak się nie dostanę będzie dramat. Trzeba było szybciej sie decydować, ale gdybym przecież mogła, to bym to zrobiła!

Czuję się głupia. Boję się, że wyjdę przed Cyrylem na nierozgarnietą i mało życiową. On oczywiście zaprzecza, jestem inteligentna i mądra, śliczna i świetna...ale za to nie ugotuje się obiadu. Chcę w życiu czegos więcej, powoli chcę wejść na kolejny stopień. Tak, jeżeli nic się nie zmieni przez nie wiem, pół roku, rok, to chciałabym z nim/innym nim zamieszkać. On teraz nie patrzy na to z tej strony, ale miło jest mieć zaradną, życiową partnerkę. On taki jest, a ja nie chcę być kulą u nogi.

И не знает боли в груди осколок льда...

poniedziałek, 6 lipca 2009

kanikuły!

Są wakacje, lipiec i nie ma żadnego "ale", naprawdę! Jestem zadowolona, i niczego nie chcę zmieniać, to naprawdę dziwne! Nie powiem że źle mi z tym, przeciwnie, bardzo dobrze :) układa się jak na razie.

Trafiłam na gronie na ciekawą ankietę (która - az dziwne- nie była głupia) Pytanie brzmiało: z czego mógłbyś/mogłabyś zrezygnować, żeby mieć pozostałe? Odpowiedzi: Z pieniędzy / rodziny / miłości / przyjaźni / kariery / uczciwości / dzieci / szacunku do samego siebie.

Dla mnie i większości respondentów była to kariera. Nie jest to coś, o czym marzę. Gdyby tak było, miałabym w zyciu inne priorytety. Jeżeli chciałabym zrobić karierę, to tylko po to, żeby móc zapewnić sobie życie na dobrym poziomie. Oczywiście, każdy chciałby się czymś wykazać. Kiedyś tego nie widziałam, ale teraz jest dla mnie jasne, że rodziny nic nie zastąpi, i cieszę się że moja jest normalna. Bo dookoła masę rozbitych rodzin, samotności, innej patologii.

Chciałabym wyjechać na wakacje z Cyrylem. Moglibyśmy pojechać do Zakopanego, bo (wstyd) nigdy tam nie byłam. Zresztą, nie ważne gdzie, tylko z  kim. Ale na razie chyba małe szanse, bo wszytkie plany były robione zanim się sparowaliśmy. 

Wszystko jest w różu :) lubię jeździć na Pragę, lubię Wileniak, lubię wielką cerkiew (bo dzieki niej wszytko nabiera jeszcze bardziej wschodniego charakteru), wybieg z misiami, gmach Dyrekcji Kolei, pomnik Czterech Śpiących. Lubię jeździć Z-2 przez most, nawet przyciśnięta żebrami do barierki. Nawet zapach papierosów i kawy dobrze mi się kojarzy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...